Tymczasem w centrali nie wszyscy mówią jednym głosem. Znaleźli się przeciwnicy reformy. Oczywiście przedstawiciele klubów PLH. Grupa tysko – krakowska spotkała się wczoraj pod Wawelem, by opracować swoje stanowisko w tej sprawie. Przedstawiciele sześciu klubów (zabrakło GKS Katowice i Polonii Bytom) godzą się na ligę zawodową, chociaż twierdzą, że pozostało za mało czasu, by dobrze się do nie przygotować. Ponadto optują za ligą w ośmiozespołowym składzie, bez powiększeń, a więc bez przydzielania „dzikich kart”. Gdyby taki wariant został zatwierdzony przez zarząd PZHL ( dzisiaj zbiera się w Bytomiu), to oznaczałoby, że Podhale kolejny sezon musiałoby spędzić na zapleczu polskiej ligi hokeja. A to nie byłoby dobre. To mogłoby być powolne dobijanie hokeja w zasłużonym klubie dla polskiego hokeja.
„Buntownicy” proponują, by w sezonie zasadniczym rozgrywać 42 spotkania i później podzielić ligę na dwie grupy – silniejszą (1-4) i słabszą (5-8). Wypowiedzieli się za przywróceniem bonusów w play off. Drużyna z wyższego miejsca miałaby w play off wygrać o jedno spotkanie mniej. Uznali również, iż w drużynie powinno występować aż dziesięciu obcokrajowców. Swój punkt widzenia przedstawią działaczom PZHL w Bytomiu.
Stefan Leśniowski










