26.03.2013 | Czytano: 2449

Kac po porażce

Po niedzielnej przegranej wojnie z bytomską Polonią pozostał ogromny kac i ból. Frustracja, wściekłość, rozgoryczenie towarzyszyło nie tylko zawodnikom i trenerom, ale także kibicom i ekspertom.

Jeszcze w takcie meczu z Nowego Jorku otrzymałem wiadomość od byłego szefa Klubu Kibica, Marka Dudka. – Oglądam mecz w Internecie i odnoszę wrażenie, że Podhale nie chce awansować. Wygląda to tak, jakby z Polonią chcieli wygrać wszyscy, zawodnicy – nie – pisał. Gdy dotarłem do domu w skrzynce pocztowej było rozwinięcie tematu. - Ani na moment nie odszedłem od komputera, bo wierzyłem, bo wiara przenosi ponoć góry. Mnie przeniosło, ale … dwadzieścia lat wstecz. Kiedy Podhale nie przegrało 40 meczów z rzędu, aż telewizja z Niemiec przyjechała. Kiedy rok w rok płonął kapelusz, kiedy przez lato jacyś zawodnicy trenowali na lodowisku... Wiem, że łatwo się cieszyć, gdy zdobywa się mistrzostwo. Wszyscy wtedy się ,,przyklejają” do sukcesu. Nawet ja, gdy był mistrz w 2010 roku napisałem do Ciebie, ale jak spadali do niższej ligi już nie. Nie wiedziałem co napisać, nie byłem przygotowany na taką okoliczność. Nie dopuszczałem do siebie myśli, że coś takiego może spotkać moje kochane „Szarotki”. 80 lat, Nowy Targ, olimpijczycy, kadra Polski, wizytówka regionu - to wszystko równało się słowu „niemożliwe”. A jednak stało się. No trudno, co nas nie zabije, to nas wzmocni – pomyślałem, wrócimy za rok. Super sezon regularny, trenerzy klasa - zwłaszcza Marek Ziętara - nowy, ambitny zarząd, atmosfera, nowe szatnie, nadzieja…. Liczyłem, że wrócimy do PLH i będzie jak dawnej. Zabrakło doświadczenia? Można zrozumieć. Nie wytrzymali presji? Też można jakoś wytłumaczyć, bo młodzi chłopcy, a tu mecz o wielką stawkę. Nie chcę zabierać głosu, czy zabrakło kasy na wzmocnienie drużyny na play-off, bo nie znam tematu. Jednak przeciwnicy się wzmocnili i wygrali. Szkoda mi strasznie. Wielki smutek zagościł w moim sercu.

Kolejny mail z Kanady był już w innym tonie. - Odczucia mam takie zapewne jak wszyscy – to był zły występ naszej drużyny – pisze były hokeista Franciszek. - Powody porażki widzę przede wszystkim w karygodnej wręcz dyspozycji naszych obrońców i fatalnej organizacji zespołu. To była przepaść między tym co my proponowaliśmy, a tym co pokazali bytomianie. Zabrakło w naszym zespole „spielmachera”. Trzeba też zadać sobie pytanie, czy wszyscy chcieli umierać za Podhale? Jak szybko zażegnać kryzys? Zmienić mentalność i podejście zawodników. Nie zasłaniać się presją. Jak czytam, że dziennikarze przegrali mecz, to wpadam w złość. Wszyscy dobrze wiemy, że roślina hodowana w cieplarnianych warunkach jest mniej odporna.

A co na to eksperci. Poprosiliśmy ich o analizę występu „Szarotek”.
Jacek Kubowicz (były hokeista, reprezentant kraju): - Mam moralnego kaca. Nie jestem upoważniony do szukania przyczyn niepowodzenia, bo od tego są trenerzy, działacze i zawodnicy. Niech ochłoną, zresetują się i przeanalizują co zrobili źle. Jestem zawiedziony poziomem pierwszej ligi. Podhale grało w sezonie zasadniczym tak, jak przeciwnik pozwalał. Nie oszukujmy się, w niekompletnym składzie, w 12, 13 czy nawet w 8, na wiele pozwalał. Większość meczów kończyła się już po pierwszej tercji, w najgorszym wypadku po 30 minutach. Wynik był ustalony i można było iść do domu, a zawodnicy grali na „jednej nodze”. Nie było mocnych drużyn. Przyszedł play off, rywale się wzmocnili i zaczęły się schody. W play off puściliśmy 17 goli, to duża liczba, która nie wystawia wysokiej oceny zarówno obrońcom jak i Tomkowi Rajskiemu. Ten ostatni tyle goli puścił w całym sezonie regularnym. Tomek bronił groźne sytuacje, ale zdarzały się kiksy, bramki spod bandy, pod parkanami… W play off nie puszcza się takich goli. Pozycja bramkarza jest strategiczna, o czym przekonał się również Sanok. „Cosmos” był, a bramkarz zawalił. Strach, presja? Każdy odczuwa ją indywidualnie. Są zawodnicy, którzy nie pękają i nie interesuje ich czy na trybunach zasiadło 200 czy dwa i pół tysiąca widzów. Nie rozumiem słowa „ presja”, bo przecież mieliśmy dwie piątki ograne w ekstraklasie. Są w drużynie zawodnicy, którzy zdobywali mistrzostwo Polski, którzy również grali o spadek i wiedzą co to ciśnienie. Nam zapaliła się czerwona lampka już w pierwszym meczu, kiedy prowadząc 5:2 w dwóch zmianach zrobiło się 5:4 i ostatnie 10 minut było pod ogromnym ciśnieniem. Kluczowy mecz nie był w Bytomiu, ale w niedzielę. Przed nim w meczach było 2:2 i na tablicy 0:0. Graliśmy u siebie, mieliśmy za sobą publiczność, a sędzia nam nie przeszkadzał. Chociaż, gdy nakładał kolejne kary na polonistów, to kibice modlili się, by tego nie robił, bo graliśmy wtedy gorzej niż w komplecie i co najgorsze traciliśmy bramki. Przegraliśmy finał na własne życzenie. Błąd jednego zawodnika kosztował nas wiele, zniweczył wysiłek pozostałych graczy. Nie zdawaliśmy sobie sprawy jaka jest ta pierwsza liga. Kibice dziwili się, że za zwycięstwo przyznaje się puchar. Okazuje się, że łatwiej się utrzymać w PLH niż do niej wrócić. Przegrane w Toruniu w ubiegłym roku rzutują na obecną sytuację naszego klubu. Dziwna liga, mecze odwoływane, półtora miesięczna przerwa w rozgrywkach, tylko 24 spotkania, bo kluby argumentowały, że nie stać je na więcej. Co dalej? Chodzą słuchy o lidze „open”, ale tylko słuchy. Chciałbym, aby ktoś to powiedział nie 1 kwietnia, ale nazajutrz, a na pewno wcześniej niż w maju lub czerwcu. Wtedy byłaby nadzieja na powrót wychowanków. Rozmowy ze sponsorami też zapewne będą trudniejsze niż były dwa tygodnie temu. Uważam jednak, że ci, którzy pomagali klubowi, będą to robili nadal, z miłości do hokeja.

Tadeusz Japoł (wieloletni działacz klubu, obecnie prezes Old Boys Podhale): - Przykro mi, że nie awansowaliśmy, bo w sezonie zasadniczym gromiliśmy rywali i wydawało się, że z powrotem do PLH nie będzie problemu. Stało się inaczej i trzeba się zastanowić co dalej. Zarząd nie powinien się poddawać, kontynuować to co zaczął. Postawić na pracę z młodzieżą, by mieć swoich tańszych graczy. „Swoi” w obecnych czasach są ogromnym kapitałem. Hokej był w Nowym Targu i powinien być nadal. To niezwykle widowiskowy sport, z wieloletnimi, bogatymi tradycjami. Jest Walenty Ziętara, którego można wykorzystać do pracy z młodzieżą. Mam nadzieję, że za rok wrócimy do ekstraligi. Mnie martwi cały hokej w Polsce. Potrzebuje głębokich zmian, by wydobyć się z trzeciej kategorii sportów. Jako były działacz PZHL jestem zawiedzony obecnymi decyzjami centrali. Polska staje się coraz uboższa w hokejowe kluby. Najwyższa liga w trakcie sezonu traci zespół. Uważam, że w PLH powinien grać każdy, kogo na to stać. Powinno się tylko określić odpowiedni pułap jaki musi być spełniony do występów w tej klasie rozgrywkowej. Myślę, że więcej niż 12 zespołów się nie uzbiera. Ograniczyć dopływ przeciętnych obcokrajowców, a za te same pieniądze zatrudnić graczy z wyżej półki, którzy coś dadzą naszej młodzieży. Nie może być tak, że dorobek całego sezonu idzie na marne tylko dlatego, że jedni ligę traktują poważnie, a drudzy ją olewają, ale za pozwoleniem władz PZHL przed decydującymi bojami wzmacniają się. Gdzie tutaj zasada fair play. Typowe zabijanie tych co dobrze pracują. Tą drogą hokeja się nie zbuduje, a solidnie pracujących tylko się zniechęci do pracy. Rozumiem, że sponsorzy wymagają zwycięstw, ale można obrać drogę siatkówki i otworzyć ligę. Uważam też, że każda drużyna powinna dysponować drużyną juniorów. Jest taki zapis, ale PZHL go nie respektuje. Są drużyny, które nie mają młodzieży, a zdobywają mistrzostwo Polski. Dawniej, gdy nasz hokej stał wyżej w światowej hierarchii, w drużynach seniorskich grali już 16 – 17 –latkowie, 20- latek był doświadczonym graczem, a 30 – latka uważano za dziadka. Ten starszy cały czas czuł na plecach oddech młodzieży. Hokej jest popularny w kraju o czym świadczy ilość drużyn amatorskich. Skąd się wzięły? Bo spora liczba 20 – latków musiała zbyt wcześnie zawiesić łyżwy na kołku, bo nie miała miejsca w drużynach, zajętych przez przeciętnych obcokrajowców. Stać polski hokej na kolejną stratę?

Stefan Leśniowski

Komentarze







reklama