Takich wyróżnień po meczach ligowych otrzymuje sporo. Nic więc dziwnego, że została doceniona przez selekcjonerów drużyny narodowej. Odwdzięczyła się im dobrą grą.
Agnieszka już dawno wpadła w oko koneserom unihokeja. Dobra technicznie, waleczna, szybka skrzydłowa. Potrafi kąśliwie uderzyć, pociągnąć z zawijasa. Takie żywe sreberko. Zawsze coś się dzieje na boisku, gdy przebywa na nim. Wszystkie znane walory potwierdziła podczas turnieju w Babimoście. Zagrała w formacji złożonej z koleżanek klubowych. Na drugim skrzydle hasała Katarzyna Fuła, a dowództwo formacji powierzono Justynie Florczak. Góralki spisały się rewelacyjnie, o czym zresztą świadczą statystyki.

- Na pewno gra z koleżankami z zespołu była plusem. Znamy się z boiska, z ligowych spotkań, więc łatwiej było nam się dogadywać. Każda wie na co nas stać, jaki styl preferujemy, jaką piłeczkę lubimy dostać, gdzie się ustawić – akcentuje Agnieszka Timek.
Agnieszka jest jeszcze juniorką, ale już stanowi o sile seniorskiego zespołu Podhala. W plebiscycie Sportowego Podhala na odkrycie 2012 roku znalazła się w pierwszej dziesiątce. Być może dlatego, że dyscyplina ta jest mniej popularna od hokeja. Zaczęła świetnie rok i jeśli będzie kontynuować dobrą passę, to kto wie czy go nie wygra. Polecamy ją naszym Czytelnikom. Warto, bo talentów na miarę Agnieszki w podhalańskim sporcie nie jest zbyt dużo.

- Zagraliśmy w Babimoście bardzo fajnie – twierdzi. – Dziewczyny spisały się na medal. Zrealizowałyśmy większość założeń taktycznych trenerów. Apetyt rośnie w miarę jedzenia i mam nadzieję, że w grudniowych mistrzostwach świata wypadniemy równie dobrze. Czas pracuje na naszą korzyść. Uważam, że z każdym meczem będziemy mocniejsze fizycznie i mentalnie. Będziemy grać coraz lepiej.
Dla biało -czerwonych kluczowym meczem turnieju była konfrontacja z Rosją. Rosjanki były faworytkami. Polki jednak pokazały, że drzemie w nich spory potencjał. Młody atak Podhala nie przeląkł się renomowanego przeciwnika, który był w szoku po 20 minutach. Dał się trafić dwa razy. Gdy otrząsnął się, zdołał wyrównać, ale szybko dostał pstryczka w nos, na co już nie potrafił dać skutecznej odpowiedzi.

- To był najtrudniejszy nasz rywal w turnieju – przytakuje Agnieszka Timek. – Zagrałyśmy bardzo dobre spotkanie z faworytkami. Pod względem taktycznym, tak jak sobie życzyli trenerzy. Gdy objęłyśmy prowadzenie (3:2) grałyśmy na utrzymanie wyniku. Dobra, elastyczna obrona i po przechwyceniu piłeczki przechodziłyśmy do kontrofensywy. Wygrana bitwa z takim zespołem ma swoją wymowę i napawa nas optymizmem przed grudniowym czempionatem. Czy to był mój najlepszy mecz? Nie mogę wymienić, który był ten najlepszy, w każdym dobrze mi się grało.
Teraz powrót do ligowej rzeczywistości. Wierzymy, że Podhale wróci na podium mistrzostw Polski, że powalczy o główne trofeum. Stać dziewczyny na pokonanie każdego w lidze. Życzymy Agnieszce, by w maju mogła wznieść w górę główne trofeum mistrzostw kraju.
Tekst Stefan Leśniowski










