19.05.2012 | Czytano: 1263

Czapki z głów (+wideo)

Niech żałują ci, którzy nie obejrzeli półfinałowych spotkań hokejowych mistrzostw świata. To były uczty. Tych, którzy nie mogli wziąć w nich udział, zapraszamy do obejrzenia w całości na Sportowym Podhalu.

W pierwszym półfinale Rosjanie rozbili Finów i wydawałoby się, że mecz toczył się do jednej bramki i był nieciekawy. Wynik jest złudny. Oba zespoły pokazały kawałek dobrego hokeja. Było w tej konfrontacji wszystko, co prawdziwy koneser hokeja uwielbia. Niesamowite tempo, mnóstwo przepięknych akcji, soczystych strzałów, parad bramkarzy i sól meczu – aż osiem goli! O sukcesie Rosjan przesądziły indywidualności, a szczególnie geniusz Jewgienija Małkina.

- To najlepszy hokeista. Nigdy nie widzieliśmy takiego, jak on. Po nim można spodziewać się wszystkiego – mówił Siergiej Gimajew w rosyjskiej telewizji Sport 1. – To nie hokeista, to kosmita – prostował komentator.

Finlandia objęła prowadzenie, po rykoszecie, ale Rosjanie mieli w swych szeregach Jewgienija Małkina, który dubeltowo odpowiedział. Toteż, gdy w drugiej tercji Małkin zderzał się z bandą i musiał opuścić lodowisko, komentatorzy rosyjskiej telewizji Sport 1 na moment zamilkli. Zdawali sobie sprawę, iż strata takiego gracza, to katastrofa. Nawet, gdy godnie zastąpił go w tej formacji „wielki” Aleksander Owieczkin, trafiając do fińskiej świątyni. Małkin, przez komentatorów stacji telewizyjnych, okrzyknięty został hokejowym Messim. Na szczęście Małkin wrócił do gry i zdobył gola, a hat – trick kibice uczcili rzucaniem czapek na taflę. Gest wzięty z lodowisk NHL. To wyraz uznania jego geniuszu. Publiczność zaś skandowała „Małkin, Małkin, Małkin”.

„Kosmiczny”, „genialny”, „człowiek nie z tej planety” – prześcigały się w wyszukiwaniu przymiotników hokejowe legendy „sbornej” w stacji Sport 1.

- Finowie są bardzo groźni, ale staramy się robić jak najmniej błędów. Z tych, które popełniliśmy, wybawiał nas Warłamow. Kapitalnie strzeże naszej bramki. Gra jednak jeszcze nieskończona – powiedział w drugiej przerwie „Aleksander Wielki”.

„Czerwona maszyna” – jak nazywana jest rosyjską „sborną” - trzecią tercję rozpoczęła od mocnego akcentu. Zdobyła piątego gola, potem szóstego, a Finowie zdołali odpowiedzieć tylko jednym. Stało się! Finowie nie obronią mistrzostwa świata. Stąd też zasmucone miny fanów Suomi.

- Małkin to świetny facet. Jako osoba i jako sportowca – twierdzi trener „sbornej”, Zinetula Biljaletdinow. – Cały zespół zasłużył na gratulacje, bo rozegrał kapitalne spotkanie.

- Mecz zaczął znowu nie tak jak powinien, ale po 60 minutach to myśmy się cieszyli – powiedział bohater meczy, Jewgienij Małkin. – Nigdy nie byłem rzucony w taki sposób na lód – odniósł się do sytuacji z drugiej tercji. – Z dużą prędkością i siłą wpadłem na bandę. Uderzyłem łokciem. Zamrożono mi stłuczenie i wróciłem na lód. Jutro też będą grał o zwycięstwo.

Kapelusze z głów także przed Słowakami. Kto, po słabym początku czempionatu, postawiłby, że znajdą się w finale? Chyba nikt. A jednak! Pokonali Czechów, po niezwykle ekscytującym spektaklu, po bardzo zaciętym meczu, w którym akcje zmieniały się jak w kalejdoskopie. Pod bramkami dochodziło do gorących spięci. Pierwsze 20 minut zakończyło się prowadzeniem Słowaków. Miro Šatan z dość ostrego kąta trafił w dolny róg bramki strzeżonej przez Kovařa. – To był gol zdobyty pod lodem – wykrzyknął komentator STV 1. - Trzeba strzelać z każdej pozycji – skwitował w przerwie strzelec gola w STV1. – Zespoły grają uważnie w defensywie, by nie popełnić błędu – dodawał.

Po drugiej tercji Słowacy już nie mieli tęgich min. Przeciwnik długimi momentami zamykał ich w hokejowym „zamku”, mimo iż zespoły grały w pełnych składach. Bramka wisiała na włosku. Laco nie zatrzymał krążka w 31 minucie. Czesi wygrali wznowienie i Laco na strzał Frolika nie zareagował. Dużo pracy w tej fazie meczu mieli lekarze obu ekip. Trup padał gęsto. Po ostrym zagraniu na taflę już nie wrócił Erat i Starosta. Słowacy zostali z pięcioma obrońcami.

- Czesi są nerwowi na ławce rezerwowych, to będzie nasz atut – powiedział jeden z rozmówców w studio STV 1. – Inny zwracał uwagę, że o wyniku zdecydują wykluczenia. Tymczasem Słowacy rozpoczęli trzecią odsłonę w osłabieniu i… zdobyli gola. Czesi rzucili się do odrabiania strat, ale w bramce rywali Laco (najskuteczniejszy golkiper czempionatu) bronił jak w transie. Dwoił się i troił w bramce. Tymczasem Czesi w obronie rozdawali prezenty i po jednym z nich Hudaček podwyższył na 3:1, i komentatorzy słowackiej telewizji oszaleli z radości. A to co się działo w studio po końcowej syrenie, trudno opisać.
- Mieliśmy nie jednego, a dwóch bramkarz – mówił Miro Šatan. – Cieszymy się, że nie wracamy z pustymi rękoma. Gol w osłabieniu był bardzo ważny z punktu psychologicznego. Nas wsadził na konia, a rywalowi odciął prąd. Mecz mieliśmy już do końca pod kontrolą.

- Takiego scenariusza nie napisałby najwybitniejszy autor – mówił drugi trener Słowacji Jerguš Bača – Zespół zagrał bez większego błędu, atakowaliśmy i broniliśmy całą piątką. Zagraliśmy zdyscyplinowanie, robiliśmy szybkie zmiany. W końcówce potrafiliśmy przetrzymać krążek, wybijać przeciwnika z uderzenia. Jak wytrawny bokser trzymaliśmy go na dystans, daleko od bramki. Czesi mają świetnych graczy, ale dzisiaj nie znaleźli recepty, by nas pokonać.

Rosja – Finlandia 6:2 (2:1, 2:0, 2:1)
0:1 Niskala ( Kontiola, Joensuu ) 7:28
1:1 Małkin ( Nikitin, Popow ) 15:33
2:1 Małkin ( Żerdiew, Szirokow ) 19:06 w przewadze
3:1 Owieczkin ( Denisow, Popow ) 29:47
4:1 Małkin (Nikulin) 37:46 w przewadze
5:1 Kokarew ( Kuljomin ) 41:05
6:1 Szirokoww ( Birjukow, Nikitin ) 48:41w przewadze
6:2 Granlund ( Järvinen, Koivu ) 56:04

Rosja: Warłamow – Nikulin, Birjukow, Owieczkin, Dacjuk, Sjomin – Jemelin, Rjasenskij, Małkin, Popow, Piereżogin – Denisow, Medwediew, Nikitin, Tiereszczenko, Szirokow, Żerdiew – Switow, Kokarew, Kuljomin, Kuzniecow. Trener Zinetula Biljaletdinow.
Finlandia: Vehanen – Mäenpää, Hietanen, Koivu, Jokinen, Filppula – Väänänen, Järvinen, Pesonen, Immonen, Granlund – Kukkonen, Jaakola, Kiiskinen, Kapanen, Komarov – Niskala, Kontiola, Pyörälä, Pihlström, Joensuu. Trener Jukka Jalonen.


Czechy – Słowacja 1:3 (0:1, 1:0, 0:2)
0:1 Šatan ( Sekera, Baranka ) 15:52
1:1 Frolik ( Plekanec ) 30:45
1:2 Šatan (Handzuš) 40:56 w osłabieniu
1:3 Hudaček 44:23

Czechy: Kovař ( 46:24 Štěpanek) - Blatak, Nakladal, Michalek, Plekanec, Erat - Němec, Časlava, Tenkrát, Krejči, Frolik - Mojžiš, Krajiček, Koukal, Nedved, Hemsky - Krejčik, Vondrka, Prucha, Novotný, Petružalek. Trener Alois Hadamčik.
Słowacja: Laco - Baranka, Sekera, Handzuš, Kopecky, Radivojevič - Sersen, Chára, Šatan, Hudaček, Surovy - Starosta, Vydareny, Mikúš, Tatár, Miklík - Bližňak, Bartovič, Hovorka - Haščák. Trener Vladimir Vujtek.

Stefan Leśniowski

Komentarze







reklama