27.03.2012 | Czytano: 1122

Górale Pany! – przynajmniej przez miesiąc

Za nami pierwsze finałowe spotkanie o mistrzostwo Polski w unihokejowej ekstraklasie, dodajmy derbowe. Derby mają swój koloryt, a jeśli idzie w nim walka o wszystko, potykają się najlepsze od ośmiu lat drużyny w kraju, to mają dodatkowy smaczek. Bo mimo wszystko nic nie sprawia takiej frajdy, jak zwycięstwo w meczu najpierw – jeszcze w szkole – klasa na klasę, osiedle kontra osiedle, miasto vs miasto itd.

To jest sól sportu, zdrowa rywalizacja z przeciwnikiem tym najbliższym. Jemu dołożyć, to jest coś, taka wygrana bardziej cieszy niż z jakimkolwiek innym rywalem. Można wtedy z kolegi poszydzić, przynajmniej do następnej konfrontacji. Przez miesiąc w Nowym Targu rządzą Górale. Oni zrobili pierwszy krok w drodze do obrony mistrzowskiego tytułu, pokonując Szarotkę 5:3.

- Dużo emocji i walki, powiedziałbym wręcz, dostarczył nam pierwszy pojedynek – mówi nasz ekspert unihokejowy, Ryszard Kaczmarczyk. – Poziom nikogo jednak nie powalił. Widziałem lepsze mecze z udziałem tych zespołów. Trudno było jednak o finezyjne zagrania na hali z nawierzchnią nienadającą się do płynnej grze. Piłeczka skakała, dużo było niedokładności i jak na lekarstwo składnych akcji. Tylko dwie bramki padły z klasycznych unihokejowych zagrań, pozostałe po prezentach, przy wyprowadzaniu piłeczki. Paradoksem jest, że wygrała drużyna, która zdobyła dwa gole w przewadze, a rozgrywała ten element beznadziejnie. W przewadze dużo lepiej prezentowała się Szarotka. Świetnie rozgrywała piłeczkę, stwarzała sytuacje, ale zdobyła tylko jednego gola. Góralom wygrana w półfinale dodała pewności siebie, wiary w sukces. Nie boją się grać, nie panikują jak dawniej, nawet przegrywając, potrafią odwrócić losy spotkania.

Gwiazdą meczu był 17-letni Patryk Wronka z Górali. On zrobił ogromną różnicę. Na jego zagrania miło było patrzeć. Zdobył trzy gole i kapitalnymi podaniami obsługiwał kolegów. Niczym stary wygra, potrafił w odpowiednim momencie zwolnić akcję, by za moment włączyć „dopalacz”.

- Najmłodszy zawodnik był najbardziej opanowany – twierdzi Ryszard Kaczmarczyk. - Nie popełniał błędów. Jemu piłeczka nie przeszkadzała w grze. To zdumiewające, że w wieku 17 lat potrafi udźwignąć ciężar odpowiedzialności, a bardziej doświadczeni gracze spalili się lub mieli słabszy dzień. Nadal jednak uważam, że Szarotka jest faworytem finału. Jeden lub dwa mecze rozegra w nowej hali, gdzie wyszkolenie techniczne odegra główną rolę.

Stefan Leśniowski

 

Komentarze







reklama