- Od pierwszego gwizdka, spotkaniu towarzyszyły ogromne emocje – mówi trener Podhala, Ryszard Kaczmarczyk. - Dawno nie graliśmy meczu na styku. Do 30 minuty był wyrównany, oba zespoły miały swoje sytuacje. Wynik otwarł Wronka, po indywidualnej akcji przez 3/4 lodowiska. Minął trzech rywali i ze stoickim spokojem pokonał bramkarza. Przeciwnik potem miał dwie wyśmienite sytuacje, ale Kapica świetnie je wybronił. Po zamieszaniu pod naszą bramką wyprowadziliśmy kontratak, Wronka idealnie dograł do Michalskiego, ale sanoczanin nieprawidłowo go zatrzymywał i sędzia podyktował rzut karny. Sam poszkodowany wymierzył sprawiedliwość. Był to gol do szatni. 27 sekund przed zakończeniem drugiej części jeden z sanoczan powędrował na ławkę kar, a my zaraz po przerwie ten fakt wykorzystaliśmy. Gola zdobył Gacek. Od tego momentu zeszło z nas ciśnienie i kapitalną akcję przeprowadził Olchawski z Wielkiewiczem, po której ten ostatni trafił w okienko. Był moment grozy, gdy musieliśmy się bronić w trójkę przeciwko piątce rywali, ale ten nas nie „złamał”. Za to pokazaliśmy mu jak wykorzystuje się przewagi i Kolasa ustalił wynik spotkania.
MMKS Podhale – KH Sanok 5:0 (0:0, 2:0, 3:0)
Bramki: Wronka, Michalski, Gacek, Wielkiewicz, Kolasa.
MMKS Podhale: Kapica (Michałczak) – Tomasik, S. Plewa, Stypuła, Gacek, Mielniczek – Wojdyła, J. Plewa, Wielkiewicz, Szlaga, Olchawski – Dębowski, Sulka, Michalski, Wronka, Kmiecik – Szal, Jachimczyk, Pawlik, Pustułka, Kolasa. Trener Ryszard Kaczmarczyk.
Stefan Leśniowski










