Mecz ze Stoczniowcem był o przysłowiową pietruszkę, po tym jak dzień wcześniej torunianie ograli hokeistów znad morza. Musiałby się stać cud, a więc porażka nowotarżan różnicą 11 goli, by nie znaleźli się w strefie medalowej.
- Od początku zaznaczyła się nasza spora przewaga – informuje trener Ryszard Kaczmarczyk. – Trzeba jednak przyznać, iż gdańszczanie bardzo ambitnie walczyli. Przy stanie 4:1 wydawało się, że są już „złamani”, gdy tymczasem zdobyli gola. Myśmy mogli już wcześniej odebrać im ochotę do gry, gdybyśmy wykorzystali, chociaż cześć dogodnych sytuacji. W trzeciej tercji już „padli”, starali się jedynie wybijać „gumę” byle dalej od własnej bramki i tylko sporadycznie próbowali kontratakować. Było kwestią czasu, kiedy wpadną kolejne bramki. Martwi mnie sposób sędziowania. Boję się, że jak będzie takie gwizdanie w strefie medalowej, to „pasiaki” mogę decydować o wyniku. Dopuszczają do bicia kijem, zagrań łokciem, a gwiżdżą prawidłowe zagrania ciałem. Reagują na krzyki z boksu i widowni. Wydaje mi się, że takie gwizdanie jest spowodowane tym, by nie było wysokich wyników.
MMKS Podhale Nowy Targ – Stoczniowiec Gdańsk 9:2 (2:1, 2;1, 5:0)
Bramki dla Podhale: Wielkiewicz 2, Wronka 2, Olchawski, Sulka, Gacek, Tomasik, Pustułka.
MMKS Podhale: Michałczak – Tomasik, S. Plewa, Stypuła, Gacek, Mielniczek – Wojdyła, J. Plewa, Wielkiewicz, Szlaga, Olchawski – Dębowski, Sulka, Michalski, Wronka, Kmiecik – Szal, Jachimczyk, Pawlik, Pustułka, Kolasa. Trener Ryszard Kaczmarczyk.
Stefan Leniowski










