25.02.2012 | Czytano: 1111

Nie poddają się

- Czuję, że jutro wygramy – takie przeczucia w piątkowy wieczór miał trener „Szarotek”, Jacek Szopiński. Wszyscy obecni przy tej wypowiedzi tylko się uśmiechnęli, bo chyba nie było nikogo, kto liczyłby, po trzech przegranych, na zwycięstwo. Jego podopieczni dokonali tego na tafli rywala i w mocno osłabionym składzie, bez Różańskiego, Neupauera i Ziętary.

Trener znowu musiał przemeblować pierwszą formację, a wystąpili w niej dotychczas zawodnicy z drugiego planu – Puławski i Wcisło.

– Od pierwszej minuty było widać, że gospodarze są niedysponowani – mówi Jacek Szopiński. – Zobaczyli w jakim składzie przyjechaliśmy i zapewne pomyśleli, że samo się wygra. Tymczasem nie chcieliśmy ich w tym upewniać. Graliśmy o zwycięstwo. O naszym sukcesie zdecydowała żelazna taktyka. Były co prawda błędy, ale był to jeden z lepszych naszych występów w lidze.

W poprzednich spotkaniach hokeistom Podhala zarzucało się, że nie wykorzystują liczebnych przewag. W piwnym mieście przeszli ogromną metamorfozę. Trzy pierwsze bramki, które ustawiły mecz zdobyli w przewadze. W tym drugą, dającą im prowadzenia w podwójnej przewadze. – Wreszcie ten element wypalił – mówi kapitan Rafał Dutka.

W pierwszej tercji bramek widzowie nie oglądali. – Ta odsłona była wyrównana – mówi Jacek Szopiński. – Mieliśmy kilka fajnych kontr i sytuacji do objęcia prowadzenia. Wcisło, Jastrzębski i Bomba nie zdołali jednak umieścić krążka w bramce.

W 25 minucie Bagiński pokonał Rajskiego i wydawało się, że scenariusz powtórzy się z poprzednich potyczek. Nic z tego. Szumal po trafieniu w spojenie słupka z poprzeczką został sfaulowany i Łabuz w swoim stylu, potężnym uderzeniem pod poprzeczkę doprowadził do wyrównania. W odstępie 39 sekund górale zdobyli kolejne dwa gole. Mariusz Jastrzębski, który miał nie wystąpić w tym meczu, gdyż na rozjeździe ból kręgosłupa się wzmógł, ale… - Plecy coraz mocniej mnie bolą, ale jadę, spróbuję zagrać. Jeśli nie dam rady, to w moje miejsce na środku zagra…Landowski – mówił popularny „Jastrząb”. Tymczasem zdobył cudowną bramkę. Skierował krążek pod poprzeczkę.

W dobrym nastroju do Tychów udawał się kapitan Rafał Dutka. Pozytywna energia emanowała z niego na rozjeździe. Zapewne to ona sprawiła, iż kapitan zdobył dwa gole. Oba trafienia były przedniej urody. – Bramki padły po strzałach z niebieskiej linii. Za pierwszym razem krążek wpadał do siatki przy słupku, na wysokości uda Sobeckiego. Za drugim razem zerwałem „pajęczynę” z jego bramki. Nic krążek zatrzepotał w siatce otarł się o spojenie. Zagraliśmy na luzie i udało się. To zwycięstwo podbudowało nas. Walczymy dalej – zapewnia Rafał Dutka.

W trzeciej tercji gospodarze desperacko rzucili się do odrabiania strat, lecz górale bardzo mądrze się bronili, rozbijali ich ataki w strefie środkowej, a najdalej w tercji obronnej. Jeśli już gospodarzom udało się przedostać przez zasieki obronne przyjezdnych, to przeszkodą trudną do sforsowania okazał się Rajski. - Tomek świetnie bronił – mówi Jacek Szopiński.

- W tym roku to nie nowość, że mam dużo pracy. Tym razem muszę jednak pochwalić defensywę, bo nie dopuszczali do dobitek. Świetnie mecz się ułożył - powiedział Tomasz Rajski.

GKS Tychy – MMKS Podhale Nowy Targ 2:4 (0:0, 1:3, 1:1)
1:0 Bagiński (Pasiut, Woźnica) 24:29 w przewadze,
1:1 Łabuz (K. Kapica, Bomba) 3:23 w przewadze,
1:2 Jastrzębski ( K. Kapica, Łabuz) 33:43 w podwójnej przewadze,
1:3 Dutka 34:22 w przewadze,
1:4 Dutka (Wcisło) 48:11,
2:4 Pasiut (Kotlorz, Bagiński) 53:04 w przewadze,

Sędziowali: Meszyński (Warszawa) - Klich i Wieruszewski (Sosnowiec).
Kary: 12 -14 min.
Widzów 600.
Stan rywalizacji play out do czterech zwycięstw: 3:1.

MMKS Podhale: Rajski – Sulka, Dutka, Wcisło, Puławski, Szumal – K. Kapica, Łabuz, Bomba, Jastrzębski, Kmiecik - R. Mrugała, Landowski, Michalski, Wielkiewicz, Ćwikła. Trener Jacek Szopiński.
GKS Tychy: Sobecki – Wanacki, Gwiżdż, Woźnica, Pasiut, Bagiński – Mejka, Sokół, DaCosta, Parzyszek, M. Kozłowski – Majkowski, Ciura, T. Kozłowski, Galant, Witecki – Kotlorz, Bobček, Banachiewicz, Sośnierz, Przygodzki. Trener Wojciech Matczak.

Stefan Leśniowski

 

Komentarze







reklama