12.10.2011 | Czytano: 1251

Na miarę możliwości

Z Piotrem Kostelą, kapitanem Madex Górale, najlepszym graczem zespołu w Pucharze Europy, rozmawia Stefan Leśniowski.

- Rosjanie i Łotysze udzielili wam srogiej lekcji unihokeja.
- To prawda. Są jednak wyżej sklasyfikowani w rankingu niż nasza drużyna narodowa. W tych zespołach grało pięciu, a nawet więcej reprezentantów kraju, którzy mają międzynarodowe doświadczenie. Oni stanowili o sile drużyn, najwięcej punktowali. U nas wyszło nieobycie na międzynarodowej arenie. Nigdy nie graliśmy z tak mocnymi przeciwnikami. Dotychczas najtrudniejszym dla nas rywalem była lokalna Szarotka. Rosjanie i Łotysze prezentowali znacznie wyższy poziom.

- Nasza liga jest słaba?
- Tego nie da się ukryć. Kisimy się we własnym sosie, mało gramy. Trzon drużyny narodowej stanowią gracze Górali i Szarotki, ale pozostali reprezentanci nie występują już na krajowych parkietach. Grają w zagranicznych ligach. Szybko ten układ się nie zmieni. Podejrzewam, że przez kilka kolejnych lat.

- Nie dało się uszczypnąć rywali?
- Błąd popełniliśmy w przygotowaniach. Ściągnęliśmy fachowca wydawałoby się z najwyższej półki, bo w końcu to selekcjoner reprezentacji kobiet, ale nie zostaliśmy dobrze przygotowani do turnieju. Naszym największym atutem, najgroźniejszą bronią, która doprowadziła nas do mistrzowskiego tytułu, była mocna i konsekwentna gra w defensywie. Przygotowując się do Pucharu Europy, nie pracowaliśmy nad tym elementem. Nawet o nim nie dyskutowaliśmy. To w Rakoniewicach było widać gołym okiem. Gdybyśmy udoskonalili grę w obronie, to z Rosjanami i Łotyszami nie przegralibyśmy w dwucyfrowych rozmiarach.

- Mówisz, że brak wam obycia. Ty je masz. To nie pierwszy turniej tak dużej rangi w twoim wykonaniu. Zdobywałeś gole, ciągnąłeś grę.
- Starałem się, ale wiem, że stać mnie na więcej. Nikt z nas nie zagrał na sto procent możliwości. Nie cieszą mnie zdobyte bramki, skoro wyniki były słabe.

- To nie był turniej Kuby Pawlika. W obu meczach szybko został zmieniony, a w meczu o piąte miejsce nie dostał szansy rehabilitacji.
- Ewidentnie mecze mu nie wyszły. Niemniej błąd popełniony został wcześniej. Wszyscy wiemy, że Kuba musi mieć dużo strzałów na treningu, by wszedł we właściwy rytm bronienia. Sam mówił, że brakowało mu obstrzelania. Nie miał zbyt wielu okazji na treningach. Nie miał też zbyt wielu okazji wstępować w turnieju stojącym na tak wysokim poziomie. Patryk Brzana wszedł za niego między słupki i spisywał się rewelacyjnie. Bronił bez żadnej tremy. Miał fenomenalne momenty, wychodził obronną ręką z beznadziejnych wydawałoby się sytuacji. Turniej na pewno zmobilizuje Kubę do pracy, bo wie o tym, że ma papiery na grę w reprezentacji Polski. Jeden gorszy występ niczego nie zmieni w jego podejściu do sportu.

- Jaki wpływ na wyniki miały ubytki kadrowe?
- Duży. Zabrakło nam trzeciej piątki. Gotkiewicza i Mirka wykluczyły sprawy osobiste. Pierwszy podjął nową pracę, a drugi wszedł na nową drogę życia. Trudno było od nich oczekiwać, że będą z nami. Podrazę i Żuka wyeliminowały kontuzje.

- To chyba nie wszyscy ludzie Górali. Dlaczego inni nie pojechali być może na imprezę życia?
- Dla starszych zawodników to na pewno była niepowtarzalna szansa, która drugi raz może się nie trafić. Cóż zrobić, jest to sport amatorski i dla każdego ważniejsza jest praca. Jeśli nic się nie zmieni, to tak będzie wyglądał nasz unihokej.

- Wojciech Pala to tylko pucharowy nabytek, czy też stały?
- Wszystko zależy od Wojtka, czy zdecyduje się na grę i treningi z nami, które są warunkiem występów w naszym zespole. To były reprezentant, który zalicza świetne występy w PLU i był naszym dużym wzmocnieniem. Świadczy o tym statystyka punktowa. Wprowadzał do gry spokój, szczególnie, gdy był w posiadaniu piłeczki. Z Hiszpanami wybrany został najlepszym graczem meczu. Asysta przy moim golu w przewadze dała nam dwubramkowe prowadzenie i komfort psychiczny.

- Piąte miejsce w PE to szczyt marzeń, czy niedosyt?
- Zagraliśmy na miarę naszych możliwości. Trafiliśmy do grupy „śmierci” i nie mielimy szans na wyższe cele. Nawet, gdybyśmy dysponowali pełnym składem. Rzadko kiedy gramy w dużej hali na nawierzchni Gerflor. Cały świat na niej gra, podczas, gdy my, na parkiecie. Różnica jest ogromna w prowadzeniu piłeczki, w technice i taktyce. Nawierzchnia Gerflor sprawia, że gra jest szybsza, piłeczka płynniej się porusza i gra staje się bardziej widowiskowa. To też miało wpływ na nasze wyniki.

Komentarze







reklama