- O porażce zdecydowało złe podejście do finałowych spotkań – twierdzi. – To była wykładnia niskiego poziomu naszej grupy. W sezonie zasadniczym wygrywaliśmy mecze na jednej nodze, małym nakładem sił, ale już w nie tak przekonywujących rozmiarach jak w poprzednich lat. Swoimi umiejętnościami technicznymi nieraz rozstrzygaliśmy mecze na swoją korzyść. Poprzednie sezony zakodowały w naszych głowach, że jesteśmy niepokonani. Podchodziliśmy do meczów jak do czegoś normalnego, bez większego zaangażowania, z przekonaniem, że jakoś to będzie. W sporcie takie podejście słono kosztuje i przekonaliśmy się o tym na własnej skórze. To nie genialna forma Górali nas zaskoczyła, chociaż nie umniejszam ich sukcesu. Zasłużyli na niego. Wykorzystali swoją szansę i jeszcze raz im gratuluję. Zimny prysznic nam się przyda. Gdybyśmy po raz kolejny wygrali najmniejszym nakładem sił, to nic byłoby to dobre dla nas w dalszej perspektywie.

- Wydaje się, że Górale mają lepsze zaplecze. Pokazały to finałowe mecze i finał mistrzostw Polski juniorów. Z wami w finałach często grali na trzy formacje. Rywal podebrał wam też najsmakowitsze młodzieżowe kąski i ma zamiar kolejne zabrać z półmiska. Co wy na to?
- U nas juniorom trudniej było załapać się do seniorów. Graliśmy na dwie piątki, m.in. ze względów finansowych. Na wyjazdy jeździliśmy własnymi autami. Niemniej w tym sezonie, co muszę przyznać, mieliśmy idealny model organizacyjny. Po 11 latach wreszcie znalazł się sponsor, który wraz z prezesami wykonał ogrom pracy organizacyjnej i za to dziękujemy. Paradoksalnie, gdy nie brakowało nam przysłowiowego ptasiego mleka, wypadliśmy najgorzej. Mieliśmy tylko wyjść na boisko i wygrywać. Widocznie mieliśmy za dobrze i to nas rozleniwiło. Uważam jednak, wbrew wynikowi jaki osiągnęli juniorzy, że mamy zdolną młodzież, która z zaangażowaniem pracowała na treningach. W następnym sezonie dostanie szansę gry w seniorach.
- Nie żal Pucharu Europy?
- Oczywiście, że żal, gdyż rozgrywany jest w naszym kraju i nie trzeba było przebijać się przez eliminacyjne sito. Graliśmy już w finale PE, teraz życzę powodzenia Góralom, by jak najlepiej reprezentowali nasz kraj.

- Panów zawstydziły juniorki, na które nikt nie stawiał.
- Zebrały owoce ciężkiej pracy. Trenowały dwa razy w tygodniu technikę i taktykę na dużej sali, a jeden trening spędzały na siłowni. Właśnie motoryka odegrała w finałowym turnieju najważniejszą rolę, bo losy spotkań rozstrzygaliśmy w trzecich tercjach. Prowadziłem świetną drużynę, z charakterem, z ogromnym sercem do gry i bardzo chętną do pracy. Niektóre zawodniczki miały stuprocentową frekwencję na treningach, co jest niespotykane. Jeśli będą dalej pracować z takim zapałem, to mogą wiele osiągnąć. Rewelacją turnieju były Burdynówny. Jak zobaczyłem Ewelinę na pierwszym turnieju, to wiedziałem, że będzie z niej klasowa środkowa. Była dla nas zbawieniem, gdyż kontuzja wyeliminowała na tej pozycji Czaję, a Truty przestała trenować. Z kolei Ania to walczak, silna fizycznie, a taki zawodnik jest nieoceniony. Bardzo nas wzmocniły. Unihokejowo ukształtowane zostały przez nauczycieli z Ludźmierza – Edwarda Pazdura i Pawła Gila. Sponsor w nagrodę za mistrzostwo Polski ufundował drużynie wyjazd do Ostrawy na międzynarodowy turniej. W przyszłym rok zespół personalnie się nie zmieni i będzie występował na dwóch frontach. Zgłosimy drużynę również do seniorek, by dziewczęta się ogrywały z mocniejszymi drużynami, nawet kosztem porażek.
Stefan Leśniowski










