12.04.2011 | Czytano: 2319

Skończył się bal, pozostał żal

Znakomita promocja unihokeja. Prawdziwa uczta – takie opinie wypowiadali fachowcy po finałowych bojach play off o mistrzostwo Polski w unihokeju mężczyzn. Kibice mieli nosa. Zjechało ich mnóstwo do Niedzicy. Hala pękała w szwach i należy tylko żałować, że świetne spektakle odbyły się poza stolicą Podhala, bo ta nie ma hali z prawdziwego zdarzenia.

W tym roku regulamin sprawił, iż do konfrontacji dwóch nowotarskich drużyn (najlepszych w kraju od siedmiu lat) doszło dopiero w finale. Derbowe potyczki zawsze miały swój smaczek, dostarczając widowni niezapomnianych wrażeń. Nie inaczej było i tym razem. Derby uraczyły nas trzema wyśmienitymi spektaklami. Świetnie zagrali swoje role zawodnicy. Wspaniałe tempo, mnóstwo sytuacji podbramkowych, strzałów i interwencji bramkarzy.

Golkiperzy byli pierwszoplanowymi postaciami. Tak się jednak złożyło, że w tych meczach, w których pokazali swój najwyższy kunszt ich zespoły przegrywały. Spotkanie numer dwa to popis Jakuba Pawlika. To co wyprawiał między słupkami Górali to nie mieści się w głowie. Powietrzne robinsonady w piłkarskim stylu. Z kolei w pojedynku decydującym o złocie Batkiewicz momentami bronił jak w transie, wygrywając pojedynki sam na sam. Zawodnicy z pola nie chcieli być gorsi. Akcje były wręcz podręcznikowe, składne, rozgrywane na dużej szybkości.

/uploads/galleries/l/c5df69b4d2164231123db98699356b44.jpg

Dni Pawlika
„Górale nadszedł czas na mistrza”. „Szarotko czy ci nie żal. Dziś twój ostatni bal” – takimi transparentami fani Madex Górale zachęcali swoich pupili do przełamania jedenastoletniej hegemonii lokalnego rywala w męskim unihokeju. Spełnili prośby fanów. Po raz pierwszy zdobyli mistrzostwo Polski.

Determinacja, walka, walka i jeszcze raz walka – to zdecydowało o sukcesie Górali. Byli zespołem zdeterminowanym, głodnym sukcesu. Walczyli jak lwy o każdy skrawek boiska. Nie było dla nich straconych piłeczek, rzucali się pod strzały przeciwnika, blokowali je i szybko przechodzili do kontrataku. Nie pozwolili sobie na moment luzu w tyłach, w których królował Jakub Pawlik.

- Kluczem do zwycięstwa była rewelacyjna postawa bramkarza i gra na trzy formacje ofensywne – twierdzi Bartosz Gotkiewicz.

- To były jego dni – chwali go kapitan, Piotr Kostela. – To co wyczyniał w sobotę, to przechodzi ludzkie pojęcie. Jego piłkarskie robinsonady robiły wrażenie. Dodał nam skrzydeł, bo wiedzieliśmy, że mamy mocne oparcie w tyłach.

/uploads/galleries/l/137e35e94d2ed1c401dab4a24f35fe2c.jpg

Lepsi technicznie, gorsi taktycznie
- Szarotka była dwa razy lepsza technicznie, ale my trzy razy lepsi taktycznie – twierdzi ojciec chrzestny drużyny, były trener, kierownik i prezes Dominik Siaśkiewicz - Zagraliśmy z większą determinacją niż przeciwnik. Taktycznie zdecydowanie lepiej byliśmy ustawieni. Szarotka nie znalazła sposobu, by sforsować naszą obronę.

- Taktyka to zasługa Piotrka Kosteli. To on z ogromnym zaangażowaniem prowadził treningi. Obrał taktykę, która zdała egzamin – dorzuca Bartek Gotkiewicz.

Górale długo czekali na spełnienie marzeń. Ciągle byli w cieniu lokalnego rywala, który w finale play off stawał im na drodze do złota. Teraz bardzo starannie przygotowywali się do tych spotkań. Taktycznych uwag udzielał im szwedzki trener kadry Oliver Wroński.

– Tyle lat czekaliśmy na ten tytuł, że brak mi słów, by określić radość jaka panuje w moim sercu – mówi Piotr Kostela. - To wielka zasługa Ryszarda Kaczmarczyka, który uczył nas unihokejowego rzemiosła. Wielkie dzięki dla Oliviera Wrońskiego, szwedzkiego trenera naszej reprezentacji, który opracował skuteczną taktykę. Wielkie dzięki także naszemu sponsorowi firmie Madex, która mocno w nas wierzyła.
Szalejący sponsor

Ogromną cegłę w ten sukces dołożył sponsor Wojciech Machaj. Niesamowicie żył wszystkimi spotkaniami. Biegał wzdłuż bandy i były chwile, że wybiegłby na plac gry, by pomóc drużynie. Jeszcze tak zaangażowanego sponsora nie widziałem. Często trzymał się za serce. – Ten sport wyzwala adrenalinę, ale wciągnął mnie do reszty. Będę wierzył w ten zespół jutro i w następnym sezonie – mówił po sobotniej porażce.

Nazajutrz był w siódmym niebie. Skakał z radości, cieszył się jak dziecko. - Czeka nas ogromne wyzwanie. Puchar Europy, w dodatku w naszym kraju. Na laurach nie spoczniemy, będziemy pięli się w górę. Nie rzucamy słów na wiatr. Tej drużynie nadal będziemy pomagać. Ten sezon sporo mnie kosztował, ale wysupłamy więcej. Takich emocji nigdy w życiu nie przeżywałem. Unihokej to jest dyscyplina, na którą warto chodzić.

- Mieliśmy wspaniałego sponsora – twierdzi prezes Górali, Tomasz Rusnak. – Zmotywował zespół do ciężkiej pracy. Zawodnicy mogli się skupić tylko na grze, a nie na sprawach organizacyjnych.

/uploads/galleries/l/c1418266d8973532e65c9e3bd41e2d27.jpg

Joker Wronka
Patryk Wronka okazał się jokerem w tali Górali. Wprowadził do zespołu młodzieńczy powiew. - Zdobycie mistrzostwa Polski w debiucie to jest coś. Zasłużyliśmy na nie, bo byliśmy lepszą drużyną – powiedział.

Wronka to ogromny talent hokejowy. Tak, tak, to nie pomyłka. Świetnie radzi sobie z kauczukowym przedmiotem i hokejowym kijem. Smykałkę do hokeja ma we krwi. Jego ojciec Adam to były reprezentant kraju, czołowy zawodnik lat 80-tych Podhala. Z kolei dziadek Tadeusz Kacik to historia polskiego hokeja. Razem z Józefem Słowakiewiczem i Walentym Ziętarą tworzyli najlepszy atak w dziejach naszego hokeja. Wnuk czego się dotknie, zamienia na złoto. Przegląd sytuacji, świetnie przygotowany technicznie. W pierwszym meczu Górale wpuścili go na parkiet w połowie meczu, gdy przegrywali 0:4. Ożywił ich poczynania. Nazajutrz już nie popełnili błędu, wystawili go od początku. Poezja, to co potrafi zrobić z ażurową piłeczką, jak dokładnymi podaniami potrafił obsługiwać starszych kolegów. Patryk to roczniki 1995!

/uploads/galleries/l/235d875306bf86d872c645bda08384c3.jpg

Zatrzymał się licznik rekordu Guinnessa
Szarotka znalazła się w księdze rekordów Guinnessa w ilości zdobytych tytułów mistrza kraju w grach zespołowych. Chciała go wyśrubować jeszcze bardziej. Po sobotniej wygranej, doprowadziła do remisu w rywalizacji i wielu było wręcz przekonanych, że wielokrotni mistrzowie nie dadzą sobie wydrzeć korony. A jednak! Na jedenastu tytułach zatrzymał się licznik rekordów.

Górale dzień później byli bardziej zdeterminowani, głodni sukcesu. Zostawili serce na parkiecie. Obrońcy mistrzowskiego tytułu sprawiali wrażenie jakby przystąpili do meczu po nieprzespanej nocy. Czyżby hasło „Szarotka –dawcy bramek” noszone na koszulkach przez fanki drużyny, wzięte zostało dosłownie? Jak zauważył kolega po fachu jeśli jest dawca, musi być biorca.

Mistrzowie byli ospali, wolniejsi o jedno tempo od przeciwnika. Przespali 55 minut decydującego spotkania. Zabrali się do roboty zbyt późno, a wtedy nerwy dały o sobie znać. Piłeczka nie była im posłuszna. Strzały albo były blokowane, albo mijały bramkę lub padały łupem świetnie dysponowanego Pawlika. Trzeba też przyznać, że jego vis a vis Batkiewicz również miał kapitalne interwencje i gdyby nie on to losy tytułu nie ważyłyby się do ostatnich sekund.

- Skończyła się pewna epoka – przyznaje kapitan Szarotki, Lesław Ossowski. - Przyczyna porażki leżała w głowach. Nie byliśmy tak zdeterminowani jak przeciwnik. Tyle lat zasiadaliśmy na tronie, że mieliśmy pewny przesyt. Wydawało nam się, że jakoś damy radę. W tym przekonaniu umocniła nas sobotnia wygrana, po dobrym meczu w naszym wykonaniu. Takie rozumowanie okazało się błędne. Nie załamujemy się. Mamy teraz większą motywację, by w przyszłym roku odebrać koronę.

/uploads/galleries/l/97e10080d2ede6a19a11509b3380c9c5.jpg

Sędziowanie na medal
Zazwyczaj na decyzje sędziowie się psioczy. Tym razem najlepsza dwójka polskiej unihokejowej palestry, z międzynarodowymi szlifami – Aleksander Bieńkowski i Marek Chomnicki - gwizdała bezbłędnie. Pomyłek, które wprowadziłyby nerwową atmosferę, nie mieli. Najważniejsze, że nie było ich widać na placu gry. Okazuje się, że w kraju mamy świetnych arbitrów i nie potrzeba sięgać po zagraniczne posiłki. Oby więcej takich panów z gwizdkiem, a najmniej Bartków Zająców.

Stefan Leśniowski

Komentarze







reklama