11.03.2011 | Czytano: 1385

Zabójczy pressing górali(+zdjęcia)

Podhale wyrównało stan rywalizacji i w niedzielę jedzie na decydującą potyczkę do Gdańska. Czy będzie powtórka z sezonu 2007/08? Wówczas „Szarotki” przegrywały z hokeistami znad morza 0:2 w meczach i zdołały przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę.

O pierwszej tercji chciałoby się jak najszybciej zapomnieć. Dominował chaos. Podhale w 4 minucie, grając w osłabieniu, straciło gola z... połowy lodowiska. Mat. Rompkowski przejechał czerwoną linię i wcale soczyście nie uderzył. Rajski ewidentnie zaspał i krążek zatrzepotał w siatce. Chociaż ostatnia instancja „Szarotek” jest innego zdania. – Wydaje mi się, że krążek odbił się od łokcia któregoś z zawodników i totalnie mnie zmylił – mówi. – Krążek leciał na mnie, próbowałem uklęknąć, a on zmienił tor lotu. Przyznaję, że była to niefortunna bramka.

Jeszcze w tej odsłonie golkiper „Szarotek” zrehabilitował się. Obronił karnego Jankowskiemu ( 16 min.) i nieprawdopodobną interwencją zatrzymał Strużyka. Ponadto Chmielewski w sytuacji sam na sam, gdy jego zespół grał w osłabieniu, nie trafił do bramki. Stoczniowcy grali z kontry, a miejscowi mieli problemy z wejściem do ich tercji ze składną akcją. Odrobnego straszyli strzałami z daleka. Jedynie Kmiecik w 8 minucie z bliska nie potrafił zmusić go do kapitulacji.

 

- Katastrofalnie rozegraliśmy – przyznaje trener Podhala, Jacek Szopiński. – Była to jedna z najsłabszych odsłon w naszym wykonaniu. Nie potrafiliśmy sobie stworzyć klarownej sytuacji. Akcje nasze były rwane, nie miały tempa.

Po drugiej tercji oklaski żegnały schodzących na przerwę gospodarzy. To nagroda za dobrą, porywającą grę. Zagrali bardzo agresywnie i rywale zaczęli się gubić. Mieli ogromne problemy z zawiązaniem akcji, z wyprowadzeniem krążka z własnej tercji. Mnożyły się błędy. Kolusz (22 min.) i Jastrzębski (23 min.) ich jeszcze nie wykorzystali. W 29 minucie Kolusz urządził sobie slalom między obrońcami znad morza. Minął dwóch i mimo iż nie utrzymał równowagi na łyżwach, padając zdołał jeszcze dograć „gumę” do D. Kapicy, który uszczęśliwił widownię, w tym ekipę juniorów młodszych z Kanady, która w sobotę uczestniczyć będzie w międzynarodowym turnieju. Trzeba przyznać, że Kanadyjczycy zrobili fantastyczną oprawę widowiska. Żywiołowo reagowali na każdą udaną akcję, czy interwencję bramkarza. Podrywali się z miejsc i nagradzali autorów spektaklu burzą braw.

Górale poszli za ciosem. Pressingiem wymusili dwa prezenty, z których skwapliwie skorzystał Różański, a chwilę później Kmiecik. Różański przerzucił krążek nad leżącym bramkarzem, a Kmiecik cudownie trafił pod poprzeczkę. Podhalanie niesieni na fali dopingu grali jak z nut. Ich akcje były przeprowadzane na dużej szybkości, były składne i gdyby nie Odrobny, albo w żyłach górali płynęła zimna krew, to ...

- Na drugą tercję wyszliśmy zdeterminowani - twierdzi Jacek Szopiński. – Nieustanny pressing zrobił swoje. Udało się zmusić przeciwnika do popełnienia błędów. Mieliśmy bardzo dużo sytuacji, ale mankamentem pozostaje ich wykorzystywanie.

Gdańszczanie rozpoczęli trzecią odsłonę z wielkim impetem, ale szybko wygasł. Nie stworzyli żadnej sytuacji bramkowej, a Podhale w 47 minucie zdobyło gola w kuriozalnych okolicznościach. Kolusz był faulowany w narożniku lodowiska, krążek trafił do D. Kapicy zza bramką i odbity od jednego z gdańskich obrońców znalazł się w siatce. Wydawało się, że jest po meczu, a tymczasem... W 53 minucie Wróbel zdobył gola przy grze w osłabieniu, a chwilę później Rajski popisał się fenomenalną interwencją. Złapał „gumę” do łapaczki zmierzającą w okienko. Zrobił to tak błyskawicznie jakby łapał muchę, ale... arbiter dopatrzył się wcześniej przewinienia i podyktował rzut karny. Kanadyjczycy długo wiwatowali na jego cześć, bo też drugi raz zatrzymał Jankowskiego.

- Zdziwiłem się, że jest karny. Byłem przekonany, że będzie bulik – twierdzi Rajski. – Jak obroniłem ten strzał? Szczerze mówiąc przypuszczałem, że będzie mierzył w okienko, bo tak mnie pokonał w pierwszym meczu. Był na dużej szybkości i nie mógł mnie kiwać. Udało się. Karne wykonał identycznie. Myślałem, że będzie mi strzelał na łapaczkę, ale przerzucił krążek na backhand i nie wiedział już co z nim zrobić.

- Pod koniec meczu doprowadziliśmy do małego horroru. Nie powinna się nam przytrafić strata gola w przewadze. Później ten karny. Wiedziałem, że Gdańsk się nie podda i będzie walczył do końca. Mieliśmy kontrować. Były kontry, ale niewykorzystane – zakończył Jacek Szopiński.

- Szkoda, że w pierwszej tercji zdobyliśmy tylko jednego gola, bo okazji było znacznie więcej – powiedział trener Stoczniowca, Tadeusz Obłój. – Zapłaciliśmy słono za dziecinne błędy w drugiej tercji. Dwa gole sprezentowaliśmy rywalowi. Trudno wygrać jeśli nie wykorzystuje się dwóch karnych.

MMKS Podhale Nowy Targ – Stoczniowiec Gdańsk 4:2 (0:1, 3:0,1:1)
0:1 Mat. Rompkowski (Skutchan) 3:04 w przewadze,
1:1 D. Kapica (Kolusz, Dutka) 28:17 w przewadze,
2:1 Różański (Baranyk, K. Bryniczka) 32:25,
3:1 Kmiecik (Michalski) 33:32,
4:1 D. Kapica 46:06,
4:2 Wróbel (Strużyk) 52:33 w osłabieniu.

Sędziowali: Wolas – Pilarski, Cudek (Oświęcim).
Kary: 10 – 18 min.
Widzów 1200.

Podhale: Rajski – K. Kapica, Łabuz, Różański, K. Bryniczka, Baranyk – Dutka, W. Bryniczka, Jastrzębski, Kolusz, D. Kapica – Cecuła, Sulka, Kmiecik, Neupauer, Michalski - Szumal, Puławski, Bomba. Trener Jacek Szopiński.
Stoczniowiec: Odrobny – Kostecki, Mat. Rompkowski, Janečka, Mac. Rompkowski, Skutchan –Smeja, Kabat, Jankowski, Ziółkowski, Strużyk – Kwieciński, Skrzypkowski, Chmielewski, Wróbel, Drzewiecki – Kantor. Trener Tadeusz Obłój.

Tekst Stefan Leśniowski
Zdjęcia Mateusz Leśniowski

Komentarze







reklama