W pierwszym występie w Gdańsku początek był dobry w naszym wykonaniu, ale też gospodarze zdawali sobie sprawę, że nie mogą przegrać, bo znaleźliby się w bardzo trudnej sytuacji. Rzucili wszystko co najlepsze na szalę i udało im się doprowadzić do dogrywki, w której mieli więcej szczęścia, zdobywając gola 17 sekund przed jej zakończeniem.
Pojedynek nr 2 w Nowym Targu był równie zacięty. Podhale mogło go rozstrzygnąć już w pierwszej tercji. Robiło sporo szumu w tercji przeciwnika, oddawało mnóstwo strzałów, ale nie potrafiło wykorzystać liczebnych przewag, w tym 90 –sekundowej podwójnej. Na własnym lodzie takie sytuacje muszą być wykorzystywane. Przecież takie warianty gry ćwiczy się na treningach wielokrotnie. Nie powinno się też zasłaniać dobrą dyspozycją Odrobnego. Gole powinny wpadać niezależnie od tego kto strzeże bramki, szczególnie przy grze pięciu na trzech. Krążek powinien być tak rozegrany, by umieszczać go w pustej bramce. Tymczasem skończyło się kontrą, która dała prowadzenie gdańszczanom 2:0, ustawiając mecz.
Od trzeciej tercji można było zaobserwować polowanie na kości. Nikt nie przypuszczał, że zakończy się jatką po ostatniej syrenie, nieczęsto spotykaną na polskich lodowiskach. To co się wydarzyło w korytarzu po zejściu zawodników z lodu trudno mi komentować, bo różne krążą wersje. W eter szybko poszła wersja trenera Obłója i kapitana Stoczniowca, bo do nich był dostęp. Szkoda, że działacze Podhala nie pozwolili wypowiedzieć się naszym zawodnikom, by mogli przedstawić kibicom swój obraz incydentów. To tak jakby przyznali się do winy. Nazajutrz było już za późno prostować wersje wydarzeń podaną przez przeciwnika. Na pewno nie tylko nasi zawodnicy byli winni zajść, to było widać na lodzie. Gdańszczanie też dołożyli swoją cegiełkę. Reakcja Podhalan powinna być jednak zdecydowanie szybsza.
Kto wie czy nowotarskie wydarzenia nie miały wpływu na postawę górali w Gdańsku. Góralski charakter został przecież nadszarpnięty i odczuli to na własnej skórze stoczniowcy, którzy byli niemal pewni awansu do następnej rundy. Mecz bardzo dobrze się ułożył dla Podhala, które przeważało, a w ostatniej tercji wprost „wkręciło” w lód gospodarzy. Strzelić osiem goli na wyjeździe, na trudnym terenie ma swoją wymowę. Co miało wpaść to wpadło. Potyczki tak się układają, że zdecydowanie lepiej gra nam się na wyjazdach. Dlatego mecz piątkowy w Nowym Targu trzeba „przepchać”, bo nie ważny jest styl i ile goli się strzeli. Liczy się wygrana. Trzeba wyrównać stan potyczek na 2:2, a potem...
Stefan Leśniowski










