28.12.2010 | Czytano: 1384

Zmiana na tronie

Gladiator po porażce z Paką Jana nie obroni już mistrzowskiego tytułu. Nie wykorzystał ostatniej szansy, by pozostać w grze. Za to coraz bliżej korony jest ekipa Jana Leśnickiego, który po świętach był najszczęśliwszym człowiekiem w hali. Nie ma się czemu dziwić. Dwa jego zespoły wzbogaciły się o cztery „oczka”. Najbardziej ucieszył go niespodziewany dziewiczy punkcik „starszych panów”.

Gladiator jeszcze w pierwszej połowie dotrzymywał kroku liderowi. Trwała w tym fragmencie meczu wymiana ciosów (czytaj: strzałów i goli). Widocznie mocniejsze były udziałem Paki Jana, bo obrońcy mistrzostwa po przerwie grali jakby byli ciut oszołomieni. Lider szybko zaatakował, zdobył dwa gole i nawet odpowiedź mistrza nie zrobiła na nim najmniejszego wrażenia. Paka stworzyła sobie więcej sytuacji podbramkowych, była bardziej zdeterminowana i konsekwentna w swoim działaniu. Bardzo mocno zagrała z przodu, nie pozwalając na rozwinięcie skrzydeł Gladiatorowi.

W sukurs Pace Jana przyszła Piekarnia Hajnos, która odebrała dwa punkty Asom. Dla wicelidera było to bardzo ważne spotkanie. Toteż rozpoczął je z wielkim animuszem. Po pierwszej połowie prowadził 2:0 i wydawało się, że nic strasznego mu się nie stanie. Po przerwie Hajnos zmienił taktykę. Zagrał na trzech obrońców i jednego napastnika, ale kluczowe było wycofanie A. Hajnosa na pozycję rozgrywającego. Pochwalić za to należy trenera Podhala, Leśniakiewicza. Te roszady przyniosły efekt. Hajnos odcinał podania przeciwnika i kontrował. Doprowadził do wyrównania 2:2, a potem objął prowadzenie 3:2, ale... tylko na 10 sekund. Odpowiedź rywala była bardzo szybka. Później żadnej z drużyn nie udało się przechylić szali zwycięstwa na swoją stronę. Mecz obfitował w wiele fauli.

Pierwszy łup w rozgrywkach zgarnęli odboje, po ekscytującym widowisku, ze zmianą nastrojów i trzymające w niepewności do ostatniego gwizdka arbitra. Supra przeważała, ale grzeszyła nieskutecznością. Nawet takie piłkarskie tuzy jak Możdżeń, Strama czy Cholewa nie potrafili ulokować piłki w pustej bramce. „Starsi panowie” z każdą minutą grali śmielej i w ciągu 30 sekund, zdobywając dwa gole, wrócili do gry. Wydawało się, że Supra prowadząc 4:2 spokojnie dowiezie zwycięstwo do końcowej syreny, tymczasem Paka Old Boys zerwała się do desperackiego ataku, który na 3 minuty przed końcem przyniósł jej wyrównanie. Podrażniona Supra wycofała bramkarza i wprowadziła zawodnika z pola, ale kolejny raz dała znać o sobie fatalna dyspozycja strzelecka. Przy większym szczęściu to nawet rywale mogli zwyciężyć. Ich kontry również zostały wykończone, mimo iż pusta bramka stała otworem.

O meczu Gazda – Kalta można napisać tylko tyle, że się odbył. Gazda zdruzgotała Kalatę, a mimo to ich szef Paweł Batkiewicz był mocno zdegustowany postawą swoich chłopaków w drugiej odsłonie.

– Nie potrafią dobić przeciwnika – pieklił się. – To nie pierwszy raz. Z Paką Jana prowadziliśmy 9:6, a przegraliśmy 9:10 przez nonszalancję. Trzeba będzie wstrząsnąć drużyną, bo przy takiej postawie przeciwnik nas nie będzie szanował.

Gladiator – Paka Jana 4:6 (3:3)
Bramki: P. Szewczyk 2, Pucharski, Kasperek – Mrugała 2, K. Grzybek 2, Anioł, Długopolski.

Paka Old Boys – Supra team 4:4 (2:2)
BRamki: Hornik 3, Jankowski – Możdżeń 3, Strama.

Piekarnia Hajnos – Asy 3:3 (0;2)
Bramki: A. Hajnos 2, Leśniakiewicz – M. Dudek, Kusiak, Babik.

Gazda – Kalata Team 12:4 (6:0)
Bramki: Śmieszek 4, Pietrzak 4, Żur, Słowakiewicz, Rudnik, Niedermaier – Kowalski, Baranowski, Łach, Tolala.

LP
DRUŻYNA
MECZE
PUNKTY
BRAMKI
1
Paka Jana
10
28
64-38
2
Asy
10
22
59-41
3
Supra Team
10
17
46-41
4
Gazda
10
16
61-48
5
Gladiator
10
14
54-58
6
Piekarnia Hajnos
10
11
39-53
7
Kalata Team
10
6
47-75
8
Paka Old Boys
10
1
36-62

Stefan Leśniowski

Komentarze







reklama