08.12.2010 | Czytano: 1404

Jednodniowy tygrys

Kanadyjczycy, kolejny rywal Polaków z mistrzostwach świata w unihokeju ( o miejsca 9-12), dzień wcześniej postarali się o ogromną niespodziankę wygrywając z Danią. Okazuje się, że byli tylko jednodniowym tygrysem. Po raz drugi w historii potykaliśmy się z Kanadyjczykami i po raz drugi byliśmy lepsi.

Pierwszy raz skrzyżowaliśmy z nimi plastikowe kije na hiszpańskiej ziemi podczas mistrzostw świata grupy C w 2006. Wygraliśmy 7:3, a trzy bramki były dziełem nowotarżan. Adrian Bocheński zdobył dwa gole, a Artur Kasperek jednego. Tylko ten drugi pojechał do Finlandii.

Polacy przystąpili do spotkania mocno skoncentrowani i emanującą wolą zwycięstwa, ale w pierwszych minutach panował w ich szeregach chaos. Dopiero gol Mikulskiego z dystansu w 6 minucie wprowadził spokój w poczynania naszej drużyny. 5 minut później Dziurdzik pociągnął spod bandy i piłeczka wylądowała w okienku bramki strzeżonej przez Haywarda. 54 sekundy później Mikulski ponownie zmusił go do kapitulacji. Po tym golu Polacy oddali inicjatywę, dali się zepchnąć do głębokiej defensywy. W 14 minucie Parikka ostemplował słupek, a minutę później Laporte pokonał Strażyńskiego. Na szczęście szybko odpowiedział Daniel Girys, który wywalczył piłeczkę pod bandą i zerwał „pajęczynę” z bramki rywala.

Na przełomie pierwszej i drugiej nasza reprezentacja grała przez 5 minut w przewadze. Źle rozgrywała zamek, statycznie, bardzo czytelnie dla broniącego się przeciwnika. Jedynie trafienie Gaickiego w kask bramkarza można było odnotować. Polacy jakby uśpieni wysokim prowadzeniem wyszli na drugą odsłonę. Ich akcje nie miały tempa i dokładności. Strzały z pierwszego fruwały w...trybuny. Mieliśmy też dużo szczęścia, bo kilka razy było gorąco pod naszą świątynią, a raz piłeczka trafiła w słupek. Przetrzymaliśmy też 2- minutowy okres w osłabieniu i wyprowadziliśmy zabójczą kontrę. Dziurdzik padając podał do Gaickiego, a ten nie dał szans Haywardowi. 43 sekundy później nowotarski duet przeprowadził akcję jak z podręcznika. Chlebda cudownie dograł na drugi słupek do nadbiegającego Kosteli, który mimo rozpaczliwej interwencji bramkarza zdołał umieścił ażurowy przedmiot w bramce. 26 sekund przed końcem tercji kolejna filmowa akcja w wykonaniu nowotarżan. Podraza podał po przekątnej do Chlebdy, a jego uderzenie z pierwszego zmusiło golkipera „Klonowego Liścia” do wyciągnięcia piłeczki z siatki.

Na początku trzeciej tercji przetrzymaliśmy 45 - sekundowy okres gry w podwójnym osłabieniu i przystąpiliśmy do ofensywy. Daleki wyrzut bramkarza Strażyńskiego trafił do Kosteli, który w sytuacji jeden na jeden pokonał Belangera, który wszedł między słupki kanadyjskiej bramki. Wydawało się, że już jest po meczu, tymczasem Gaicki powędrował na ławkę kar (2+5 min.) i Polacy stracili trzy gole. Najpierw Ferron wykorzystał, iż nasz bramkarz nie zdołał się przemieścić od prawego do lewego słupka, później Parikka z dystansu trafił w okienko, a przy kolejnej bramce nie popisał się Strażyński. Kanadyjczycy poczuli „krew” i rzucili się do desperackich ataków. Okazało się, że mają coś z tygrysa, ale zbyt późno zaczął okazywać swoją złość.

Polska – Kanada 9:4 (4:1, 3:0, 2:3)
1:0 Mikulski (Kasperek) 5:23,
2:0 Dziurdzik (Augustyn) 10:36 w przewadze,
3:0 Mikulski 11:30,
3:1 Laporte (Ferron) 15:00,
4:1 Daniel Girys 19:04,
5:1 Gaicki (Dziurdzik) 35:59,
6:1 Kostela (Chlebda) 36:42,
7:1 Chlebda (Podraza) 39:34,
8:1 Kostela (Strażyński) 45:27,
8:2 Ferron (Plante) 48:29 w przewadze,
8:3 Parikka 49:04 w przewadze,
8:4 Leblanc (Plante) 51:35 w przewadze,
9:4 Gaicki (Mikulski) 55:55 w przewadze.

Polska: Strażyński; Dziurdzik – Kasperek, Ligas- Lech, Damian Girys – Chlebowski; Mikulski – Augustyn – Gaicki, Chlebda – Podraza – Kostela, Daniel Girys – Adamczak – Hajdus, Antoniak – Kryński – Hantsch. Trenerzy: Patrick Johansson i Oliwier Wroński.

Stefan Leśniowski

Komentarze







reklama