30.10.2010 | Czytano: 1145

Strzelecka niemoc

O trzy punkty wzbogaciła się pierwszoligowa drużyna MMKS Podhale podczas wyprawy na północ. Podopieczni Łukasza Gila wygrali z Sokołami Toruń, ale ulegli gdańskiemu Stoczniowcowi.

- Spotkanie w grodzie Kopernika dobrze się dla nas zaczęło – komentuje trener Podhala, Łukasz Gil. – Objęliśmy prowadzenie i mieliśmy jeszcze kilka dogodnych sytuacji do podwyższenia prowadzenie. Niestety nadal cierpimy na chorobę zwaną brakiem skuteczności. Nie potrafimy swojej dużej przewagi udokumentować bramkami. Tymczasem na początku drugiej odsłony złapaliśmy dwie kary i obie wykorzystali gospodarze. Więcej, objęli prowadzenie 3:1. Musieliśmy się mocno sprężyć, by pogoń zakończyła się sukcesem. Udało nam się złapać kontakt grając w pięciu przeciwko trzem rywalom. Był gol do szatni. Takie bramki zawsze dodają skrzydeł. Toteż ostatnią odsłonę rozpoczęliśmy z dużym animuszem, zepchnęliśmy gospodarzy do głębokiej defensywy. Bramkarz torunian miał mnóstwo pracy. Zwijał się jak w ukropie, ale trzy razy musiał sięgać do siatki, by wyjąć „gumę”. To tak zbyt mało na ilość sytuacji jakie sobie stworzyliśmy. Prowadząc 5:3 w końcówce nastąpił moment rozluźnienia. Grając w przewadze straciliśmy gola. Na szczęście nie miał on już większego wpływu na końcowy rezultat.
Nazajutrz górale udali się nad morze. Gdańszczanie wzięli rewanż za porażkę 2:3 w stolicy Podhala.

- O wygranej gospodarzy zdecydowała lepsza skuteczność – twierdzi Łukasz Gil. – Już w pierwszej tercji powinniśmy rozstrzygnąć losy spotkania. Zmarnowaliśmy piętnaście sytuacji i to nawet nie stu, a dwustuprocentowych. Wystarczyło tylko dobrze ustawić łopatkę kija, być bardziej skoncentrowanym i „guma” sama wpadłaby do pustej bramki. Nie umieliśmy spożytkować sytuacji sam na sam i akcji dwa na jeden, fatalnie zachowując się pod bramką przeciwnika. To się na nas zemściło. Gospodarze mieli jedną okazję i ją wykorzystali. W drugiej tercji obraz gry nie uległ zmianie. Nadal byliśmy stroną przeważającą, ale skuteczność była naszą bolączką. Co z tego, że posiadaliśmy przewagę, że częściej gościliśmy w tercji przeciwnika, gdy to on dwukrotnie trafił do naszej bramki. Nam udało się tylko raz ulokować krążek w bramce przeciwnika. Nie wykorzystywaliśmy też przewag liczebnych. Przy stanie 3:1 Kolasa nie trafił do pustej bramki. Kto wie jak ułożyłby się mecz po tym kontaktowym golu. Tymczasem stoczniowcy wyprowadzili kontrę, po której uszło z nas powietrze.

Sokoły Toruń – MMKS Podhale Nowy Targ 4:5 (0:1, 3:1, 1:3)
Bramki dla Podhala: Kolasa 2, Wojdyła, Olchawski, Woźniak.

MMKS Podhale: Szlachtowski; Wojdyła – R. Mrugała, Plewa – Gacek, K. Sulka – Bielak; Kolasa – Wcisło – P. Wielkiewicz, Olchawski – F. Wielkiewicz – Kos, Pacyga – Woźniak – Mielniczek, Bryja – Worwa – Zembal. Trener Łukasz Gil.

Stoczniowiec Gdańsk – MMKS Podhale Nowy Targ 5:1 (1:0, 2:1, 2:0)
Bramka dla Podhala: F. Wielkiewicz.

MMKS Podhale: Szlachtowski; Wojdyła – R. Mrugała, Plewa – Gacek, K. Sulka – Bielak; Kolasa – Wcisło – P. Wielkiewicz, Olchawski – F. Wielkiewicz – Kos, Pacyga – Woźniak – Mielniczek, Bryja – Worwa – Zembal. Trener Łukasz Gil.

Stefan Leśniowski

Komentarze







reklama