- Już same rezultaty mówią o naszej przewadze – komentuje Ryszard Kaczmarczyk. – Gospodarze tylko na początku pierwszego meczu mieli dwie sytuacje sam na sam i wydawało się, że podejmą z nami walkę. Gdy w 3 minucie zdobyliśmy pierwszego gola, szybko posypały się kolejne i mecz był już pod naszą kontrolą. W drugim spotkaniu już w 9 sekundzie zadaliśmy pierwsze trafienie rywalowi. W obu przypadkach jedyną niewiadomą były rozmiary naszego zwycięstwa. Rywal rzadko był w naszej tercji, Gra toczyła się tylko w jego strefie. Duża była różnica w strzałach. W pierwszym oddaliśmy 64 na bramkę Orlika, a on odpowiedział 13, w drugim strzelaliśmy 54 razy, a rywal mniej niż w pierwszej konfrontacji. Gdybyśmy mieli lepiej nastawione celowniki, to wynik byłby znacznie wyższy. Opolanie przystąpili do meczu bez wiary w sukces, w drugim kompletnie się poddali. Nie mogłem nawet przećwiczyć jakiś nowych wariantów gry, gdyż mnóstwo było kar. Albo graliśmy w przewadze, albo w osłabieniu. Jak się nie nadąża za akcją, to są faule. Sędziowie przy wysokim wyniku puszczają grę, a potem zaczynają się porachunki i złośliwości, a nawet bójki. Jeśli gra jest na styku, to wtedy gracze podchodzą bardziej skoncentrowani do meczu.
Orlik Opole – MMKS Podhale Nowy Targ 1:13 (0:5, 1:6, 0:2) i 1:15 (0:4, 0:6, 1:5)
Bramki dla Podhala: Tomasik 2, Olchawski 2, Szal 2, Oraczko 2, Kolasa 2, Mielniczek, Pawlik, Glen (I mecz); Olchawski 2, Wróbel 2, Pawlik 2, Plewa, Szal, Wielkiewicz, Tomasik, Oraczko (II mecz).
MMKS Podhale: Michalczak (30 Szlachtowski); Wojdyła – Łukaszka, Plewa – Fus, Gołębiowski – Szal; Olchawski – Wielkiewicz – Stypuła, Mielniczek – Tomasik – Pustułka, Wróbel – Oraczko – Pawlik, Kolasa – Gacek – Gleń. Trener Ryszard Kaczmarczyk.
Stefan Leśniowski










