15.10.2010 | Czytano: 1102

23 sekundy wstrząsnęły góralami

Podhalanie doznali w lidzie piątej z rzędu porażki. Co prawda tanio skóry nie sprzedali, ale ich sytuacja robi się nieciekawa. Jastrzębianie byli bardzo zdeterminowani, by zrewanżować się góralom za porażkę w pierwszej rundzie. Do 49 minuty wynik jednak był sprawą otwartą.

- Ogólny obraz gry nie był taki zły. Rozegraliśmy niezły mecz, ale liczą się punkty, a tych mamy stanowczo za mało – wzdycha trener Podhala, Jacek Szopiński. - Liczyłem, że uda nam się przerwać złą passę, bo była ku temu szansa. Rywal wcale nie był od nas lepszy, ale zawsze nam czegoś brakuje.

Miejscowi od początku przystąpili do huraganowych ataków, ale – jak mówi przysłowie – co nagle to po diable. Toteż w akcjach gospodarzy sporo było chaosu i nerwowości. Do tego w wyśmienitej formie znajdował się Tomek Rajski. Dwoił się i troił między słupkami, bo przeciwnik strzelał bardzo dużo. Trzeba jednak przyznać, że partaczył „setkę” za „setką”. W pierwszych 40 minutach dwa krążki znalazły się w „sieci” przybyszów spod Tatr. Najpierw Danieluk wykończył składną akcję swojej formacji, a po przerwie jastrzębianie wykorzystali liczebną przewagę. Labryga pozwolił D. Kapicy tylko 40 sekund przebywać na ławce kar.

Podhale też nie zasypiało gruszek w popiele. Nie miało co prawda tylu sytuacji co gospodarze, ale... Dutka (9 min.) Czuy (15 min.) Bomba (18 min.), Łabuz (25 min.), D. Kapica (40 min.) powinni zmusić do kapitulacji Kosowskiego. „Złamali” go dopiero w 32 minucie. W zamieszaniu podbramkowym najsprytniejszy okazał się Bomba. Zaś w 45 minucie miejscowi fani zamilkli. Czuya nie zatrzymali ani obrońcy, ani Kosowski. Cisza nie trwała jednak długo. Wystarczyły 23 sekundy, by górale otrzymali dwa nokautujące ciosy z kijów Furo i Krala.

- To bezsprzecznie był przełomowy moment – przyznaje szkoleniowiec Podhala. – Od drugiej tercji rozpoczęliśmy pogoń za uciekającymi punktami. Stworzyliśmy sobie kilka dobrych sytuacji i szkoda, że krążek tylko raz znalazł się bramce gospodarzy. Gdy na początku ostatniej części gry doprowadziliśmy do wyrównania, poszliśmy za ciosem. Świetną okazję zmarnował K. Bryniczka, a potem straciliśmy dwie bramki z niegroźnych akcji. W obu przypadkach pogubiliśmy się w obronie. Brakuje nam konsekwencji i cierpliwości. Nic się nie działo, wszystko było do odrobienia, ale trzeba było grać spokojnie i konsekwentnie. 70 sekund przed końcową syreną straciliśmy piątego gola i znowu z niczego.

JKH GKS Jastrzębie – MMKS Podhale Nowy Targ 5:2 (1:0, 1:1, 3:1)
1:0 Danieluk (Kral, Lipina) 9:49,
2:0 Labryga (Kral, Lipina) 26:43 w przewadze,
2:1 Bomba (Różański) 31:15,
2:2 Czuy (Kolusz) 44:02,
3:2 Furo (Słodczyk) 49:00,
4:2 Kral (Kulas) 49:23,
5:2 Urbanowicz (Kulas) 58:50.

Sędziowali: Meszyński (Warszawa) – Matlakiewicz i Madeksza (Sosnowiec).
Kary: 12 – 12 min.
Widzów 800.

JKH GKS: Kosowski – Bryk, Labryga, Danieluk, Kral, Lipina – Dąbkowski, D. Galant, Furo, Słodczyk, Urbanowicz – Górny, Pastryk, Kulas, Ciupa, Bordowski – Bernacki, Kąkol, Kiełbasa. Trener Jiři Reznar.
MMKS Podhale: Rajski – Łabuz, K. Kapica, Różański, K. Bryniczka, D. Kapica – Dutka, Cecuła, Czuy, Kolusz, Kmiecik – Gaj, Sulka, Michalski, Połącarz, Bomba. Trener Jacek Szopiński.

Stefan Leśniowski

Komentarze







reklama