- Nie zadawalający, powinniśmy mieć drugie tyle punktów. Tylko w Tychach nie mieliśmy szans, bo byliśmy słabsi w każdym elemencie. Pozostałe mecze można było rozstrzygnąć na swoją korzyść, przy lepszej skuteczności i grze w obronie. Na pewno nie byliśmy gorsi szybkościowo i w płynności akcji. Sytuacje bowiem były z dwóch stron, z tym, że do bramki trafiał tylko przeciwnik. Dwa mecze z JKH i Sanokiem zagraliśmy na zadawalającym poziomie. Była to jednak namiastka tego, czego oczekuję od zespołu. Była twarda walka ciałem na całym boisku, przeciwnik czuł nasz oddech na plecach i popełniał błędy. Stwarzaliśmy bramkowe sytuacje i strzelaliśmy gole. W tych meczach były dobre i słabe momenty. W Sosnowcu zagraliśmy dobrze, ale zabrakło konsekwencji i sami sobie zgotowaliśmy nerwową końcówkę.
- Szkoda punktów z Naprzodem, Stoczniowcem i KTH, a więc z zespołami, z którymi przyjdzie nam walczyć o play off?
- Szkoda wszystkich straconych punktów, ale rzeczywiście tych szczególnie. W Gdańsku zawsze trudno się gra. Drużyna znad morza niewiele się zmieniła, a w zeszłym sezonie Podhale naszpikowane gwiazdami przegrało dwa razy. Mieliśmy szanse na wygranie meczu, ale przy tak znikomej skuteczności, trudno marzyć o komplecie punktów. Z Krynicą posiadaliśmy dużą przewagę, wypracowywaliśmy sobie świetne golowe sytuacje, ale jak to często bywa niewykorzystane okazje mszczą się. Potem przegraliśmy ten mecz w głowach. Zawodnicy byli zniechęceni, że nic im nie chce wpaść.
- Gra faul jest zmorą drużyny. Tracicie siły w osłabieniu i bramki.
- Sędziowanie jest niejednolite. Każdy sędzia inaczej interpretuje przepisy. Jeden pozwala na zahaczanie i nagminne bicie kijem, inny za tego rodzaju przewinienia wyrzuca z gry. Nieraz są nawet bardzo drobiazgowi. Przymykają też oko na przewinienia zawodników z nazwiskiem. Gwizdanie nie jest idealne. Zawodnicy też łapią głupie kary i za to będą grube kary finansowe. Trzeba walczyć ciałem, o każdy krążek, ale trzeba to robić czysto. Zawodnicy muszą zrozumieć, że takim zachowaniem osłabiają zespół i tracimy bramki.
- Rozpoczynacie spotkania od szybko straconych bramek. Praktycznie już po kilku minutach przeciwnik ustawia sobie mecz.
- Zgadza się. Nie wiem czym to jest spowodowane. Być może nieznajomością przeciwnika, z którym nie mieliśmy jeszcze kontaktu. Przed każdym meczem proszę zawodników o pełną koncentrację, ale cały czas jest z nią problem. Nie tylko dostajemy szybko bramki, ale bardzo źle gramy pierwsze fragmenty meczu. Dopiero z czasem się rozkręcamy. Chyba trzeba głowy przestawić, albo coś zmienić w przygotowaniu do meczu.

- Zapadła już decyzja czy Paweł Połącarz zostaje w drużynie?
- Na razie gra i walczy o miejsce w trzeciej piątce. Zawsze lepiej mieć więcej zawodników, większe jest wtedy pole manewru. Niemniej jeśli będzie reprezentował podobny poziom jak nasz junior, to szkoda, żeby zabierał mu miejsce. Wiele zależy też od zasobności finansowych klubu.
- Jak oceniasz Kanadyjczyka Czuya?
- Wniósł wiele pozytywnego do drużyny. Gra ciałem, aczkolwiek jeszcze zbyt rzadko. Często rozmawiamy na ten temat i zgadza się z tym. Ma bardzo mocny, niesygnalizowany strzał, lecz za mało go wykorzystuje. Za dużo stara się podawać, o wiele za mało oddaje strzałów. Niemniej na takiego zawodnika czekaliśmy. Myślę, że z każdym meczem będzie grał lepiej i wspólnie z drużyną pokaże dobry i przede wszystkim skuteczny hokej, który na końcu sezonu da miejsce satysfakcjonujące nas i kibiców. Nie składamy broni, nie załamujemy się. Przed nami jeszcze wiele spotkań, które zamierzamy wygrać.
- Marcin Kolusz gra poniżej możliwości.
- To prawda. W każdym meczu go widać, potrafi rozprowadzić „gumę”, ograć przeciwnika i stworzyć liczebną przewagę. Za mało jednak punktuje. Dostosował się do reszty zespołu, który ma wielkie problemy z wykańczaniem akcji, bo w każdym meczu posiada sytuacje strzeleckie. Myślę, że z czasem odzyska skuteczność i będzie przypominał zawodnika z końcówki poprzedniego sezonu, gdzie był liderem drużyny i najlepszym zawodnikiem PLH.
Stefan Leśniowski










