- Działacze nie mają wizji budowy klubów, drużyn – twierdzi. - Wszystkie działania są doraźne. Każdy chce być jak najszybciej mistrzem Polski, bo dopadł sponsora. Oczywiście kosztem innych. Nie ściągają zawodników, którzy byliby przydatni drużynie, tylko po „nazwiskach”, które danej koncepcji trenera nie zawsze odpowiadają. Taki zawodnik nie może się potem odnaleźć w „nowym środowisku”, bo tak to się tłumaczy, i rozwój zostaje wstrzymany. W Polsce doborem graczy i ich szkoleniem rządzi najczęściej przypadek. Warto zastanowić się nad tym, dlaczego w kadrach młodzieżowych nie istniejemy na arenie międzynarodowej? Bo, nie myśli się o długofalowym procesie istnienia klubu, uzupełniania zespołu. Sternicy klubów działają z dnia na dzień, na zasadzie jakoś to będzie, a po nas...potop.
- Każdy może być skautem?
- Nie. Trzeba mieć sporo wiedzy i doświadczenia z danej dziadziny. Skaut musi być świetnym psychologiem, by młodemu człowiekowi nie zrobić krzywdy. W tym fachu najważniejsze jest wyczucie, intuicja, nos. Każdy zawodnik ma wrodzone cechy i trzeba umieć je wychwycić, a potem dać trenerowi do obróbki. U nas przez brak skautów straciliśmy bardzo dużo perspektywicznych zawodników. Polski hokej na takie marnotrawstwo nie stać. Przykładem, że u nas nie istnieje skauting były mistrzostwa Polski juniorów w ostatnich dwóch latach. W najważniejszym turnieju zaplecza ekstraklasy nie uświadczy się trenera czy menedżera klubu, które notabene nie mają żadnych struktur. W tychże mistrzostwach zabrakło Podhala i Orlika, ale przewinęło się 160 zawodników, z których kilkanaście powinno zwrócić na siebie uwagę skautów. Kluby narzekają, że nie mają pieniędzy, ale skauting szybko się zwraca. Nie trzeba byłoby płacić wysokiego haraczu za ściąganie graczy, którzy nie zawsze się sprawdzają.
- Może kluby boją się, że zmarnują talent?
- Mamy zły stan szkolenia i nieudolnych działaczy – to prawda. Stąd biorą się problemy, że nasza dyscyplina jest niszowa. Działacz woli sprowadzić przeciętnego zagraniczniaka i zapłacić ile zawoła, niż wychwycić zdolnego, ale taniego. To fakt, iż trenerów pierwszej drużyny nie interesuje praca z młodzieżą. Oni wolą mieć gotowy wyrób. Niemniej robi się fikcję na papierze, że trener jest koordynatorem od młodzieży, aby wyłudzić dodatkowe środki finansowe. Nie widziałem w Polsce, żeby trener pierwszej drużyny wyszedł na lód z juniorami, czy też napisał program szkoleniowy. Przy prawdziwym skautingu to byłoby nie do pomyślenia, bo wobec chłopaka trzeba byłoby być fair. Iść dwuliniowo, zapewniając mu edukację i dobry hokejowy uniwersytet.
- Działacze bronią się brakiem kasy...
- Najlepiej piłeczkę odbić w drugą stronę. Pieniądze leżą na ulicy, trzeba się po nie schylić. Trzeba tylko spisać profesjonalne kontrakty z zawodnikami od 16 do 23 lat. Jeśli ma się dobrą grupę graczy, to można na niej świetne zarobić, bo dzisiaj nikt nikogo za darmo nie bierze. Czesi i Słowacy interesują się naszymi zawodnikami, choćby przykład Marcina Kolusza czy Damiana Kapicy. Mają już na oku kolejnych, młodszych.
- 12 lat spędziłeś w Niemczech. Jak to się dzieje, że u nich udało się z hokeja zrobić biznes?
- Byłem akurat w okresie transformacji. Postanowili przede wszystkim zadbać o jakość produktu, który chcieli sprzedać. Potem dobrze go rozreklamowali i...sprzedali. U nas to się nie udaje, bo nie ma współdziałania klubów. Każdy ciągnie w swoją stronę. Niby na spotkaniach mówią jednym głosem, ale już w kuluarach puszczają oczko i śmieją się jak wykiwali konkurencję. Kluby powinny tworzyć jedną rodzinę. Porządki trzeba zacząć na własnym klubowym podwórku. Tymczasem nasi działacze są szczególnie poddani na stwarzanie konfliktów i to nieraz błahych. Stracili więc telewizję, bo przypominają zamkniętą puszę, do której skutecznie bronią dostępu. Boją się, by ją ktoś otworzył, dlatego schowali otwieracz głęboko do szuflady. Trudno się dziwić, jeśli ma się zadłużenie, nie można przeprowadzać transferów, grozi się lokautem... Tak dzisiaj się nie da działać. Musi być otwartość, jawność działań, bo żaden sponsor nie przyjdzie. Klub powinien działać jak dobre profesjonalne przedsiębiorstwo. Skończyła się działalność społeczna. Jeśli kto chce w niej pozostać, to niech lepiej weźmie miotłę i pozamiata rynek miasta. Niemcy też mieli problemy. Zaczęli ściągać zawodników na łapu capu skąd tylko się da. Szybko przejrzeli na oczy, że nie tędy droga. Rozwinęli marketing sportowy na wzór kanadyjsko – amerykański. Sportowo również poszli w tym kierunku. Przy ich charakterze udało się stworzyć mocną ligę z pełną otwartością w prowadzeniu klubów. A, że aktorzy widowisk grają każdy spektakl na sto procent możliwości, szanując widownię, to stadiony pękają w szwach.
Stefan Leśniowski
„Skaut to osoba, której zadaniem jest oglądanie zawodów w celu wyszukania utalentowanych, perspektywicznych osób, pod kątem przydatności do zespołu, którym klub może zaproponować transfer w celu wzmocnienia własnej kadry” – to encyklopedyczna formułka.










