20.09.2010 | Czytano: 1274

Niski lot Orlika

Dwumeczem z Orlikiem Opole rozpoczęli nowotarżanie zmagania o mistrzostwo Polski juniorów młodszych. Spotkania nie pozostawiły złudzeń, który zespół jest zdecydowanie lepszy, chociaż...

- Inauguracja nie wypadła zbyt okazale – twierdzi trener MMKS Podhale, Ryszard Kaczmarczyk. – Mimo, że Opole nie było wielkim przeciwnikiem i niczym nas nie zaskoczyło, to w pierwszym meczu przez dwie tercje pozostawiliśmy rywalowi zbyt dużo swobody i do stanu 4:3 utrzymywał z nami kontakt. Większość czasu graliśmy jednak w tercji opolan. Odskakiwaliśmy na dwie bramki i Orlik nas doganiał. Co było tego przyczyną? Zawodnicy zapomnieli, że hokej to gra zespołowa, a nie indywidualne popisy. Mieliśmy mnóstwo doskonałych sytuacji, lecz strzelaliśmy po głowach, słupkach, nie mogąc trafić do bramki. Przed meczem chłopcy chyba stwierdzili, że nie będą bić strzeleckich rekordów. Na pewno nie graliśmy swojego hokeja. Nie miał też dnia bramkarz B. Kapica, chociaż nie ma się co dziwić, bo strzelano mu z najbliższej odległości. Dopiero od stanu 6:3 łatwiej nam się grało.

- W drugim pojedynku wystąpiliśmy w innym składzie, gdyż czterech zawodników oddałem do pierwszoligowej drużyny. Zagraliśmy w słabszym składzie, ale nasza gra wyglądała zdecydowanie lepiej. Mniej było indywidualnych popisów, a więcej zespołowej gry, szczególnie w pierwszej tercji, i to przełożyło się na bramkowe zdobycze. Aczkolwiek nadal mam sporo zastrzeżeń do skuteczności. Nie wiem czy to nie jest jakaś choroba w klubie. Na treningach wszystko wchodzi, na meczach są problemy. Nawet z metra moi zawodnicy nie potrafią trafić do pustej bramki, lecz w leżącego przy drugim słupku bramkarza. Na pewno nie jest to efekt nerwów czy stresu, ale braków technicznych. Nad tym będziemy musieli solidnie pracować.

- Mecze te nie pokazały nam w jakim miejscu jesteśmy, bo Opole nie zawiesiło nam wysoko poprzeczki. Nie wiemy co reprezentują pozostałe drużyny w lidze - Gdańsk i Jastrzębie. Jedno można stwierdzić, iż szkoda, że nie gramy ligi słowackiej. Mecze w naszej lidze niewiele nam dają. Nie podnosimy poziomu. Gorzej, będzie nam się wydawało, że jesteśmy dobrzy odnosząc przekonywujące zwycięstwa. Wpadniemy w zachwyt, a przecież w finałach mistrzostw Polski nasi przeciwnicy zagrają w zmienionych składach, z zawodnikami ze szkółki i wtedy można zejść na ziemię.

MMKS Podhale – Orlik Opole 10:3 (3:2, 2:1, 5:0) i 12:1 (6:0, 2:1, 4:0)
Bramki dla Podhala: Kmiecik 2, Wielkiewicz 2, Oraczko 2, Mielniczek, Pustułka, Michalski, Olchawski (I mecz); Pustułka 3, Mielniczek 2, Tomasik 2, Wronka 2, Pawlik, Gleń, Oraczko (II mecz).

MMKS Podhale – I mecz: B. Kapica ( 30 Michalczak); Plewa – szal, Wojdyła – Łukaszka, Sulka – gacek; Wielkiewicz – Olchawski – Stypuła, Oraczko – Mielniczek – Pawlik, Pustułka – Kolasa – Gleń, Wronka – Kmiecik – Michalski; II mecz: Michałczak (30 B. Kapica); Wojdyła – Łukaszka, Oraczko – Gacek, Sulka – Dębowski; Pawlik – Pustułka – Gleń, Tomasik – Mielniczek – Stypuła, Wronka – Kmiecik – Michalski. Trener Ryszard Kaczmarczyk.

Stefan Leśniowski

Komentarze







reklama