Szkoleniowcy „Szarotek” do ostatniej chwili nie wiedzieli w jakim zestawieniu wystąpią. Tomek Malasiński, który jest już jedną nogą w Sanoku, po porannym rozjeździe nie był brany pod uwagę w składzie. – Będziemy go namawiać, by nam jeszcze pomógł – mówił Jacek Szopiński.
Nie dał się skusić. Nie zagrał też przebywający w Nowym Targu na testach Paweł Połącarz. – W walce o punkty najlepiej sprawdzić zawodnika. Czy się nadaje, czy nie, nie można wystawić oceny li tylko po treningach – twierdzi szkoleniowiec Podhala.
W tyskim zespole zabrakło Krzaka ( złamany kciuk), Pacigi (uszkodzony nadgarstek) i Majkowskiego ( kontuzja palca). Ich absencja nie była zauważalna. Gospodarze od razu przypuścili szturm na bramkę „Szarotek” i już po 4 minutach prowadzili 2:0. Gdy po raz trzeci zmusili do kapitulacji Rajskiego, uznali chyba, że sprawa została załatwiona. Grali beztrosko, w nieskończoność podając sobie krążek i nawet w przewagach ani myśleli przyśpieszyć. 90% czasu gry spędzali w tercji górali. Rajski był najbardziej zapracowanym człowiekiem na tafli. Zwijał się jak w ukropie i tylko jemu trzeba podziękować, że „Szarotki” nie wróciły do domu z większym bagażem bramek. Podhalanie sporadycznie wyprowadzali kontry, których większość załamywała się w środkowej strefie lodowiska. Golkiper gości marz w bramce niemiłosiernie. Nowotarżanie nawet grając w przewadze mieli problemy nie tylko z założeniem zamka, ale z wejściem do tercji przeciwnika. Najlepsze sytuacje miał Kmiecik wtedy, gdy górale grali w osłabieniu. Pierwszą w 17 minucie, gdy przechwycił krążek na niebieskiej linii swojej tercji i znalazł się sam na sam. Drugą po kontrze w duecie z Sulką. Zaś w 38 minucie Bomba przestrzelił z najbliższej odległości.
Tyszanie grając na pełnym luzie w drugiej tercji zdobyli pięknego gola na „jeden dotyk”. Nowy nabytek gospodarzy Šimiček dołożył tylko łopatkę kija i „guma” zatrzepotała w siatce. W trzeciej tercji miejscowi dołożyli jeszcze dwa trafienia, grając w przewadze.
- Po raz kolejny przystąpiliśmy do meczu mało skoncentrowani – twierdzi Jacek Kubowicz. – Jeszcze na dobre mecz się nie zaczął, a już był przez gospodarzy ustawiony. Ponadto zbyt często odwiedzaliśmy ławkę kar. Podhala grając w komplecie nie mogło nawiązać wyrównanej walki, to co dopiero mówić przy grze w osłabieniu. Trzeba było się bronić. Na szczęście tyszanie nie chcieli nas „rozstrzelać”. Odniosłem wrażenie, że strzelając trzecią bramkę uznali, że jest po sprawie. Grali długo krążkiem i nie na najwyższych obrotach.
GKS Tychy – MMKS Podhale Nowy Targ 6:0 (3:0, 1:0, 2:0)
1:0 Witecki (Kotlorz) 2:12,
2:0 Woźnica (Bagiński, Sokół) 4:04,
3:0 – Parzyszek (Śmiełowski) 9:29,
4:0 Šimiček (R. Galant, Csorich) 39:00,
5:0 Kotlorz (Csorich) 46:20 w przewadze,
6:0 Šimiček (Bagiński, Csorich, Jakeš) 47:40 w przewadze.
Sędziowali: Wolas (Oświęcim) – Polak i Kaczyński (Bytom).
Kary:14 – 24 min.
Widzów 1000.
GKS Tychy: Sobecki – Śmiełowski, Gonera, Vitek, Parzyszek, Proszkiewicz – Jekeš, Sokół, Woźnica, Šimiček, Bagiński – Csorich, Kotlorz, Witecki, Garbocz, R. Galant – Mejka, Wołkowicz, Banachewicz, Maćkowiak, Matczak. Trener Jiři Šejba.
MMKS Podhale: Rajski – K. Kapica, Łabuz, Różański, K. Bryniczka, Kmiecik – Dutka, W. Bryniczka, Kolusz, D. Kapica, Leśnicki – Sulka, Gaj, Bomba, Neupauer, Michalski – Marek, Cecuła, Szumal, Puławski, Tylka. Trener Jacek Szopiński.
Stefan Leśniowski










