Po interwencji adminstratora obiektu Jędrzeja Furcy, dyrektora MCSiR. nadal pilnowali wejścia do budynku „Walne” trwało trzy godziny. Na porządku obrad był punkt o zmianie statutu z 2015 roku, ale nie udało się go zmienić. Dlatego trzeba było dokooptować dwóch ludzi do zarządu. Tadeusz Kalata, wielokrotny trener „Szarotek” oraz obecny zawodnik Jakub Worwa. Zebranie zaszczycił były prezes Zdzisław Zaręba, z prawem do głosu. Trzeba nie mieć honoru.
To nie pierwszy raz w historii klubu, gdzie strażnikami zebrania byli ochroniarze. Taki przypadek miał miejsce za rządów Wieńczysława Kowalskiego i Andrzeja Głowińskiego. 2 lipca 2001 roku. „Stoję przy mikrofonie, niech mnie ktoś przegoni – śpiewał Jerzy Stuhr, a pewnie melodię tą nucili rządzący Podhala, którzy uważali, że do rządzenie „po prostu mamy talent”. Ja wtedy myślałem, że pomysł na osiągnięciu sukcesu. Cóż takiego wymyśliła ta dwójka? Do budynku przedstawiający opłakany stan ( powybijane szyby, bez dachu), ale strzeżonego przez ochroniarzy - jakby znajdował się tam drogocenny skarb - wejść mogli tylko wybrańcy zarządu. Tylko 17 szczęśliwców wpuszczonych zostało do tego bastionu, z 36 –osobowej przygotowanej listy. Wśród nich było tylko dwóch członków zarządu (trzeci zjawił się pod koniec zebrania) z 7-osobowego składu. Do środka nie wpuszczeni zostali ludzie, którzy złotymi zgłoskami zapisali się w historii klubu – olimpijczycy, trenerzy, byli działacze, a także sympatycy klubu. Nie wpuszczono trenera reprezentacji kraju, Wiktora Pysza, przewodniczącego „Solidarności” i oczywiście przedstawicieli środków masowego przekazu. Najbardziej wściekły był były trener - Tadeusz Kalata, który za dwa lata pracy nie otrzymał wynagrodzenia. Wszystkich na zewnątrz obserwowało oko kamery umieszczonej na budynku.
Tak historia, nie chlubna, zatoczyła koło. Rok wcześniej powstał MMKS, a zebranie założycielskie odbyło się w siedzibie PZU. Rok później odbyło się zebranie, by podsumować rok działalności. Nowi właściciele przystąpili do budowy drużyny od zera.. - Poprzedni właściciele drużyny dali 22 zawodnikom wolną rękę. Zawodnicy ci bardzo chcieli grać w Nowym Targu, ale także chcieli odzyskać pieniądze, które winne był im poprzedni pracodawca. To był ich warunek gry w naszym zespole. W imieniu zawodników negocjowałem z Wieńczysławem Kowalskim – mówił menedżer drużyny, pełnomocnik firmy Wojas - Stanisław Małecki, grudniu został wybrany prezesem Sportowej Spółki Akcyjnej Wojas Podhale.
Stefan Leśniowski










