„Sports Illustrated” również w swoim rankingu „100 najważniejszych wydarzeń w historii sportu” umieścił ten mecz na pierwszym miejscu. Cóż to był za „cud na lodzie”? Otóż słynne zwycięstwo hokeistów Stanów Zjednoczonych nad Związkiem Radzieckim podczas igrzysk olimpijskich w 1980 roku Lake Placid. To spotkanie przez czechosłowacką telewizję (odbierana była w Nowym Targu) długo jeszcze było analizowane, rozbierane na najdrobniejsze fragmenty. Zresztą ekipa Czechosłowacji zawsze toczyła z ZSRR zacięte boje i także wygrane, dzięki świetnej taktyce opracowanej na „Wielkiego Brata”.
Gwiazdy nie miały prawa przegrać
Zespół ZSRR naszpikowany był gwizdami światowego formatu, wszyscy podziwiali wspaniałą grę, zagrania wręcz na pamięć. Wygrywał wszystko co było do wygrania. Prowadził team legendarny trener Wiktor Tichonow, który równocześnie był szkoleniowcem najbardziej utytułowane klubu w Europie – CSKA Moskwa. To z tej klubowej drużyny niemal w całości zbudowana była „sborna”. To do CSKA wszyscy najlepsi hokeiści z kraju byli ściągani do…wojska. W drużynie występowali legendarni i doświadczeni gracze, wielokrotni mistrzowie świata i olimpijscy: Władisław Trietiak (bramkarz), Boris Michajłow, Władimir Pietrow, Walerij Charłamow (określany jako atak śmierci), Aleksander Malcew, Wiaczesław Fietisow, Sergiej Makarow... Tacy zawodnicy, nie mieli prawa przegrać ze studentami! Tak, tak, ze studentami, bo amatorzy wystąpili w ekipie Stanów Zjednoczonych.
Od 1956 roku tylko raz „sborna” nie wygrała olimpijskiego złota. Było to w 1960 roku w Squaw Valley, wtedy także lepsi okazali się Amerykanie. Ten z Lake Placid określano „Zespołem Marzeń”, tym bardziej, iż hokeiści z NHL nie mogli występować w igrzyskach. Nasi wschodni sąsiedzi radzili sobie zresztą bardzo dobrze z drużynami NHL.

Polityczny wydźwięk
Trzeba pamiętać, że to nie był tylko mecz o medal olimpijski, ale miał także podtekst polityczny. W tle tej konfrontacji była zimna wojna. W grudniu 1979 r. wojska ZSRR najechały Afganistan. Trzy tygodnie później prezydent USA Jimmy Carter wystosował wobec Kremla ultimatum, że jeśli w ciągu miesiąca nie wycofa wojsk, Amerykanie zbojkotują letnie igrzyska w Moskwie. Tak też się stało, bo Rosjanie pozostali w Afganistanie. Z kolei Amerykanie doznali porażki w Wietnamie, ogarnął ich kryzys naftowy i afera Watergate. Punktem zwrotnym w tej historii, okazał się mecz, określany mianem cudu.
Skazani na pożarcie
Herb Brooks objął olimpijską reprezentację USA rok przed igrzyskami. Zaraz po tym jak z drużyną uniwersytetu Minnesota sięgnął po trzecie w swojej karierze mistrzostwo NCAA. Oczekiwań nie miał zbyt wygórowanych, opinia publiczna też zdawała sobie sprawę, że ich amatorska drużyna może coś wielkiego ugrać. Tym bardziej, iż od Squaw Valley Amerykanie tylko raz stanęli na olimpijskim podium. Toteż za sukces uznano już sam awans do strefy finałowej, w której o medale walczyli z Finlandią, Szwecją oraz Związkiem Radzieckim. Pięć dni przed zmaganiami w Lake Placid drużyny rozegrały towarzyską potyczkę i ZSRR wygrał 10:3. Przystępując do meczu o medale kibice przygotowani byli na sromotną klęskę.
Potwierdziła to pierwsza tercja, w której Rosjanie mieli przygniatającą przewagę. Ale jak to w hokeju nie okazje, nie przewaga, ale to co w sieci się liczy. Dzielni Amerykanie walczyli z niesamowitą determinacją, dzisiaj można byłoby powiedzieć, że „gryźli lód”. W bramce jak natchniony bronił Jim Craig, a zdobyta w ostatniej sekundzie przed przerwą bramka Marka Johnsona dała gospodarzom remis 2:2.

Psychologiczna mowa
„Wielkie momenty rodzą wielkie możliwości i nastał taki moment dla was” - powiedział Herbi Brooks swoim zawodnikom na odprawie, cytowany przez czechosłowacki „Stadion”. Trudno wyrokować jak wielkie znaczenie miały te słowa, ale nie ulega wątpliwości, że Rosjanie podali rękę przeciwnikowi w drugiej części meczu ściągając z bramki Trietiaka. Zastąpił go między słupkami Władimir Myszkin. Radziecki tygodnik „Futbol i hokej” w ostrych słowach skrytykował szkoleniowca swojej drużyny. „To był największy błąd Tichonowa od czasu objęcia reprezentacji”. Później w wywiadzie, sam szkoleniowiec powtórzył to zdanie, niemal toczka w toczkę.
Rozkaz z KGB
Po latach Wiaczesław Fetisow, grając w NHL, odkrył rąbka tajemnicy na łamach „Sports Illustrated”. Stwierdził, iż trener dostał rozkaz z KGB wymiany bramkarza, bo Myszkin reprezentował klub milicyjny Dynamo Moskwa, związany z KGB. Ten rozkaz sprawił, iż dla naszych wschodnich sąsiadów porażka była potężnym policzkiem w twarz.
Myszkin nie miał zbyt dużo pracy, bo „Sborna” posiadała ogromną przewagę. Amerykanie mieli jednak w bramce fenomenalnego Craiga. Dwoił się i troił, sakapitulował tylko raz, gdy jego zespół grał w osłabieniu. Pokonał go Aleksander Malcew. Wydawało się, że ten gol złamie dzielnych Jankesów, a kolejne bramki dla ZSRR, to tylko kwestia czasu. Przełomowym momentem była w trzeciej tercji (najbardziej wyrównana) kara dla Władimira Krutowa. Sześć sekund przed jego powrotem na taflę, Johnson doprowadził do wyrównania. Półtorej minuty później trybuny oszalały, bo Mike Eruzione przejął krążek od Marka Pavelicha i uderzając tuż obok zasłoniętego Myszkina. Do końca meczu pozostało jeszcze dziesięć minut, a więc sporo czasu. Czas jednak płynął, a faworyt ciągle nie mógł złamać Craiga. Z każdą upływającą minutą była większa nerwowość w obozie obrońców tytułu. Zaczęto strzelać z nieprzygotowanych pozycji, a bramkarz przeciwnika ze spokojem pewnie interweniował. I stało się! Radzieckie legendy musiały uznać wyższość studentów!

Drugi krok
Zwycięstwo to nie gwarantowało złotego medalu. Amerykanie mogli nawet jeszcze zająć czwarte miejsce. Aby zdobyć tytuł, potrzebowali wygranej z Finlandią. Po dwóch tercjach to „Suomi” prowadzili 2:1, ale w trzeciej Amerykanie strzelili trzy gole i mogli świętować ogromny triumf, a słowa „do you belive in miracles?” komentującego spotkanie Ala Michaelsa na zawsze przeszło do legendy nie tylko amerykańskiego, ale i światowego sportu.
Srebro dla ZSRR było ogromną porażką, nie do przełknięcia przez tamtejsze media. „Futbol i hokej” w dwóch kolejnych wydaniach na najdrobniejsze fragmenty rozłożył mecz. O winie Tichonowa już wspomniałem, ale przede wszystkim skupili się na nieskuteczności napastników. „ Nie zabrali ze sobą ostrej amunicji”, „Jak takie gwiazdy nie potrafiły pokonać studenta?”, „Zlekceważyli rywala, a wysoka wygrana przez igrzyskami utwierdziła ich w przekonaniu, że przeciwnik jest łatwym kąskiem”, „Myśleli, że ograją go na jednej nodze”. „Przynieśli wstyd naszemu narodowi” – tak to widzieli dziennikarze i eksperci tego czasopisma. Brąz wywalczyła Szwecja.

USA - ZSRR 4:3 (2:2, 0:1, 2:0)
0:1 Krutow - Kasatonow (9:12)
1:1 Schneider – Pavelich ( 14:03)
1: 2 Makarow - A. Golikow (17:34)
2: 2 Johnson - Christian - Silk (19:59)
2:3 Malcew – Krutow ( 22:18 w przewadze)
3:3 Johnson - Silk (48:39 w przewadze)
4:3 Eruzione - Pavelich - Harrington (50:00)
USA: James Craig, Steve Janaszak - Kenneth Morrow, Michael Ramsey, William Baker, David Christian, John O’Callahan, Robert Sutter - David Silk, Neal Broten, Mark Johnson, Steven Christoff, Mark Wells, Mark Pavelich, Eric Strobel, Michael Eruzione („C”), Robert McClanahan, William Schneider, Philip Verchota, John Harrington,.
ZSRR: Władimir Trietjak, Władimir Myszkin - Wiaczesław Fetisow, Aleksiej Kasatonow, Wasilij Pierwuchin, Walerij Wasiliew, Sergiej Starikow, Zinetulla Biljaletdinow - Władimir Krutow, Aleksander Malcew, Jurij Lebiediew, Borys Michajłow („C”), Władimir Pietrow, Helmut Balderis, Wiktor Żłuktow, Aleksander Golikow, Sergiej Makarow, Władimir Golikow, Aleksander Charłamow.
Stefan Leśniowski
Foto Stadion (czechosłowacki tygodnik ilustrowany)
grafika wygenerowana przez AI










