- W Lake Placid byliśmy największą niespodzianką igrzysk, wygrywając z Finlandią - wspomina Czesław Borowicz. – Zwycięstwo zrodziło się na przełomie roku, w okresie przygotowawczym. Rozegraliśmy z Finami dwa spotkania na ich terenie i wysoko przegraliśmy. Po raz pierwszy dostałem kamerę wideo z operatorem i nagrywaliśmy te spotkania. Przed wyjazdem na igrzyska 16 razy analizowaliśmy fragmenty, które zawaliliśmy. Zawodnicy doszli do wniosku, że byli frajerami, że tak dużo bramek stracili. Opracowaliśmy taktykę. Zagraliśmy bardzo agresywnym pressingiem. Na przeciwnika będącego przy krążku szła para. Pierwszy atakował rywala, drugi mu odbierał krążek. Jeśli nie udała się sztuka pierwszemu, to drugi atakował, a trzeci odbierał „gumę”. Zaskoczyliśmy tym Finów. Po pierwszej tercji prowadziliśmy 3:0. Zaryzykowaliśmy totalnie i się opłaciło.
Partyjnie „igraszki”, pijackie wyczyny…
Niewiele brakowało, a przez partyjne „igraszki” biało –czerwoni nie wystąpiliby w turnieju. Toczyła się też walka o paszport dla Leszka Jachny. Takie były komunistyczne czasy. Gdy już udali za ocean dała o sobie znać polska zła natura. W Stanach Zjednoczonych trzeba było walczyć o diety z pijanymi towarzyszami wyprawy.
- Sam wyjazd na igrzyska, to historia, która nigdzie jeszcze nie została opisana. A jest godna książki – twierdzi Czesław Borowicz, trener reprezentacji z Lake Placid. – Część diety wypłacili, a resztę mieli dać zawodnikom przed przedostatnim meczem. Kierownik, po tym jak Amerykanie odjechali, powiedział: „Ku…co to za organizacja?” Rada drużyny zapowiedziała, że jak nie dostaną diet, to nie zagrają. Poinformowałem o tym prezesa. Czekali czy zawodnicy się postawią. Jak drużyna się nie rozbierała, to dopiero oszuści wypłacili. Byli wkurzeni. „Jak będziemy się żywić” – zastanawiali się. Bardziej za co mieliby pić – relacjonuje Czesław Borowicz.
Minister wyłuskał 140 dolarów!
Jego ekipa rozpoczęła turniej od wysokiego „C”. Postarała się o ogromną niespodziankę, pokonując Finlandię 5:4.
- Nim Finowie się zorientowali co się dzieje, prowadziliśmy 3:0 po 20 minutach gry. W końcówce meczu Finowie u Andrzeja Ujwarego zauważyli wykrzywioną łopatkę kija. To był efekt tego, że zawodnicy paląc papierosy wyginali łopatkę kija. Nasz obrońca dostał 2 minuty, a Finowie wycofali bramkarza i grali z przewagą dwóch graczy. Wybroniliśmy się. Minister Marian Renke był niezwykle szczęśliwy. Został naszym kibice, a ja mogłem wtedy załatwić wszystko co chciałem. Skorzystałem z okazji. Powiedziałem mu, że rywale gazowymi palnikami wykrzywiają elegancko łopatkę. Wysupłał 140 dolarów i kupił wyginarkę – opowiada selekcjoner.
Najcenniejszy był emblemat
W tych igrzyskach wzięło udział dziesięciu graczy rodem z Podhala plus wspomniany trener.
– Żadne mistrzostwa świata nie dorównują igrzyskom – twierdzi Bogdan Dziubiński. – To jest święto sportu. Nie ma różnicy czy jesteś biały, żółty czy czarny. W wiosce olimpijskiej tworzyliśmy jedną rodzinę. Po zakończeniu igrzysk wspólna defilada, zabawy i wymiana strojów. Nasze dresy przy firmowych Adidasa marnie wyglądały, ale było na nie wielu chętnych. Najcenniejszy był emblemat, a nie firma. Przed wyjazdem dwa razy potykaliśmy się z Suomi, wysoko przegrywając. Wtedy podszedł do naszego boksu fiński kibic i powiedział: Lake Placid good luck. Po niespodziewanym, ale nie przypadkowym, bo wypracowanym zwycięstwie nad Finlandią 5:4 byliśmy blisko strefy medalowej. Sporo dramaturgii miał ten pojedynek. Na ławce kar przebywał Andrzej Janczy, 90 sekund przed końcem, przy stanie 5:4, rywale zgłosili, iż Andrzej Ujwary ma złe wygięcie kija. Gdyby to się potwierdziło, Finowie otrzymaliby rzut karny. Na szczęście kij był w porządku. Potem ulegliśmy Kanadzie 1:5 i równie honorowy wynik uzyskaliśmy z ZSRR (1:8). Gdybyśmy wygrali z Holandią, przy równoczesnej wygranej Kanady z Finlandią znaleźlibyśmy się w strefie medalowej. Tymczasem „Klonowe Liście” robiły wszystko, by nie wygrać z Suomi. Nie trafiali do pustej bramki. Zniesmaczeni przystąpiliśmy do pojedynku z Holandią. Wiedzieliśmy, że ogromną szansę sprzątnięto nam sprzed nosa. Przegraliśmy 3:5.
1980 Lake Placid
Polska – Finlandia 5:4 (Kokoszka 2)
Kanada – Polska 5:1
ZSRR – Polska 8:1
Holandia – Polska 5:3 (Kokoszka)
Polska – Japonia 5:1 (B. Dziubiński)
Straszliwa zbrodnia w centrum Europy
W Sarajewie Biało – Czerwone barwy reprezentowało siedmiu hokeistów z Nowego Targu. Nie były to udane igrzyska. Nasza drużyna narodowa wygrała tylko jedno spotkanie z gospodarzami turnieju – Jugosławią.
- Wyjazd na igrzyska olimpijskie od zawsze był dla mnie jednym z największych marzeń – zwierza się Gabriel Samolej. - Przed wylotem do Sarajewa zagraliśmy w Warszawie dwumecz z NRD. Broniłem w pierwszym starciu wygranym 5:4. Byłem w dobrej formie. Zdawałem sobie sprawę, że podczas olimpijskiego turnieju będę dwójką, zmiennikiem Włodka Olszewskiego. W pierwszym meczu z ZSRR dostałem szansę gry dopiero w trzeciej tercji, gdy wynik meczu już był ustalony. Stres był ogromny, ale mogę powiedzieć, że broniłem w meczu, w którym po drugiej stronie w bramce stał legendarny już Władysław Tretiak. Porażka na starcie z ZSRR była wkalkulowana, ale liczyliśmy, że w meczu z Niemcami będziemy w stanie powalczyć o zwycięstwo i o medale. W Sarajewie były dwie sześciozespołowe grupy i do finałowej rundy kwalifikowały się po dwie najlepsze drużyny. W meczu z RFN też wymieniłem jedynkę. W tej konfrontacji więcej szans dawano naszym rywalom, ale po pierwszej tercji remisowaliśmy 2:2. Niestety drugą odsłonę przegraliśmy 1:3 i potem nie zdołaliśmy odrobić strat. W starciu z Włochami zagrałem od początku. Pierwszą tercję „na zero”. Wszystko szło po naszej myśli, ale od drugiej nasza gra kompletnie się posypała. Straciliśmy sześć bramek. Zamiast się odbudować po porażce z RFN, to byliśmy jeszcze bardziej zdołowani i przegraliśmy kolejne mecze. Na szczęście zdołaliśmy ograć „Jugoli”, którzy bardzo dobrze byli przygotowani do tego turnieju. Ludzie byli tam przyjaźni i byłem w wielkim szoku, gdy kilka lat później wybuchła wojna domowa. W centrum Europy, w cywilizowanym wydawałoby się kraju, doszło do straszliwej zbrodni. Obiekty sportowe zamieniły się w cmentarzyska. Na stadionie gdzie była ceremonia otwarcia igrzysk chowano pomordowanych.
1984 Sarajewo
ZSRR – Polska 12:1
RFN – Polska 8:5 (Nowak)
Włochy – Polska 6:1
Szwecja – Polska 10:1
Polska – Jugosławia 8:1 (A. Chowaniec, S. Klocek)
USA – Polska 7:4 (S. Klocek)
Stefan Leśniowski










