… w latach 60-tych w drugiej lidzie południowej (ekstraklasa wtedy była pierwszą ligą) występował zespół Podhale IB. Polski hokej wówczas był bogaty w kluby. Młodzi fani hokeja zapewne nie znają takich nazw jak - Fortuna Wyry, Elektro Łaziska, OWKS Bydgoszcz, Piast Cieszyn, Włókniarz Zgierz, Boruta Zgierz, Znicz Pruszków, Marymont Warszawa, Górnik 09 Mysłowice, Bzura Chodaków, Gryf Toruń, Sparta Złotów, Pronit Pionki, Śląsk Wrocław, Dolmel Wrocław, Tarpan Poznań, Sparta Szczecin, Odra Opole, Zjednoczeni Września, Stilon Gorzów, Chemik Kędzierzyn. Wówczas były dwie pierwsze ligi - południowa i północna.
Rezerwy przecierały szlak
Podhale IB występowało w tej klasie rozgrywkowej w latach 1964-1968. Trzykrotnie zajęło trzecie miejsce. W tej drużynie ogrywali się młodzi zawodnicy, którzy później świecili pełnym blaskiem nie tylko na krajowych taflach, m.in. Walenty Ziętara. To była wspaniała szkoła przed występami w najwyżej klasie rozgrywkowej.
| Sezon | Miejsce | Mecze | PKT | Bramki |
| 1963/64 | V | 14 | 12 | 65-82 |
| 1964/65 | III | 28 | 32 | 142-120 |
| 1965/66 | VIII | 28 | 13 | 90-14 |
| 1966/67 | III | 28 | 33 | 104-73 |
| 1967/68 | III | 24 | 28 | 94-63 |
Na tym szczeblu rozgrywkowym grali też juniorzy MMKS w MHL, w wielu edycjach jako eliminacja do finałów mistrzostw Polski w tej kategorii wiekowej. Nowotarżanie cztery razy wystąpili w play off.
| Sezon reg. | Miejsce | Mecze | PKT | Bramki |
| 2017/18 | IV | 28 | 39 | 116-151 |
| 2019/20 | XIII | 24 | 12 | 49-116 |
| 2020/21 | VIII | 22 | 23 | 68-92 |
| 2021/22 | VIII | 26 | 37 | 115-115 |
| 2022/23 | VIII | 26 | 42 | 103-93 |
| 2023/24 | IV | 28 | 52 | 128-75 |
| 2024/25 | XI | 28 | 25 | 73-160 |
Play – off
2017/18 – półfinał: Nesta Toruń – MMKS 16:1, 12:0, 9:2 i 8:4. Mecz o III miejsce nie został rozgrywany.
2021/22 – ćwierćfinał: Polonia Bytom – MMKS 5:3 i 3:2
2022/23 – ćwierćfinał: Polonia Bytom – MMKS 3:6, 3:2, 4:1
2023/24 – ćwierćfinał: MMKS – Sokoły Toruń 3:5, 8:3 i 3:2 k
- półfinał: MMKS – Polonia Bytom 1:2 d, 3:2 d, 2:5.
- o III miejsce: MMKS – SMS PZHL 4:7 i 1:7
Bój w gabinetach o ekstraklasę
Wróćmy jednak do tematu. „Szarotki” od początku istnienia ligi aż do sezonu 2011/12 występowały na najwyższym szczeblu. Pod tym względem były jedyną taką drużyną w kraju. W sezonie 2011/12 po raz pierwszy musiały się zderzyć ze ścianą i opuścić szeregi ekstraklasy. Po zdobyciu w 2010 roku ostatniego tytułu mistrza kraju, zespół, najmłodszy w lidze, rozpadł się. Odszedł sponsor, odeszli trenerzy i zawodnicy, reprezentanci kraju. Sanok dzięki wzmocnieniu wychowankami nowotarskiego hokeja po raz pierwszy w historii zasiadł na mistrzowskim tronie. A Podhale?
Musiało walczyć, by zagrać w ekstraklasie. Długo trwało przeciąganie liny, bo przepis mówił, że drużyna, która chce wystąpić w rozgrywkach w miejsce innej, musi przejąć prawa i obowiązki poprzedniego klubu. W tym przypadku wszelkie zobowiązania wobec trenerów, zawodników i innych wierzycieli po SSA Wojas Podhale.
„Podhale to historia polskiego hokeja, to klub najlepiej pracujący z młodzieżą. Będziemy szukać rozwiązań prawnych, by rozwiązać problem, ale w ramach obowiązującego prawa – zapewniał minister sportu, Adam Giersz na spotkaniu z nowotarskim środowiskiem hokejowym.

Podcinanie gałęzi trwało, chociaż prezes związku Zdzisław Ingielewicz zapowiadał, iż „nie zostawimy Podhala na lodzie”. Zostawili! Centrala podjęła decyzję o rozegraniu meczów barażowych. „Związki są autonomiczne. Ministerstwo nie wtrąca się, dopóki nie dojdzie do kolizji z prawem. Służby prawne sprawdzą, czy decyzja o barażach jest zgodna ze statutem. Chcemy naprawiać, opierać na własnych wychowankach. Dlatego Podhale jest tak cenne. Będziemy rozważać, by znaleźć jak najszybciej najlepsze rozwiązanie - zapewniał minister. Pogadał w Nowym Targu, mówił o wstawiennictwie, a jak przyszło co do czego, to go zabrakło.
Podhalanie wykonali barażowe zadanie i awansowali do PLH i grali w niej dwa sezony, w drugim przegrali mecze o utrzymanie z Toruniem. Katem zespołu z Nowego Targu okazał się ich były gracz, Milan Baranyk.
Podhalu pozostała „Liga Mistrzów”
Nowotarżanie zagrali w „Lidze Mistrzów”, bo tak przekornie nazywana była wówczas pierwsza liga, a to dlatego, że występowały w niej drużyny, które zdobyły łącznie 38 mistrzowskich tytułów. Zagrali dwaj rekordziści pod tym względem – Podhale Nowy Targ i warszawska Legia. „Szarotki” wygrali ligę w cuglach. Z 24 meczów wygrali 22 i zdobyli 67 punktów z imponującym bilansem bramkowym 156-27!
Liga ich uśpiła
W walce o powrót do ekstraklasy byli faworytem w play off. Mecze z Legią Warszawa to potwierdziły. Hokeiści ze stolicy kraju okazali się gorsi w dwumeczu. Podhale bez straty gola wygrało 5:0 i 3:0. W finale czekała na górali bytomska Polonia, z którą w sezonie regularnym nowotarżanie wygrali 8:0 i 10:1 oraz 4:2 i 5:2. Tymczasem po pierwszym wygranym meczu 5:4, w kolejnych dwóch lepsi okazali się rywale (2:5 i 4:6). W czwartej serii Podhalanie wyrównali stan rywalizacji na 2:2 po wygranej 3:2. Decydujący mecz przed własną widownią młodzi górale nie wytrzymali psychicznie i to Polonia wygrała 3:0.

Po meczu wielu było rozczarowanych, zawiedzionych i zniechęconych. Po ostatnim gwizdku sędziego zrobiło się nieprzyjemnie duszno. Bo nie tak miało być. Nawet w najczarniejszych snach wielu sympatyków hokeja, a także zawodników, nie zakładało, by „Szarotki” nie wygrzebały się z zaplecza krajowego hokeja.
- To co w poprzednich spotkaniach było naszą mocną stroną, w decydującym meczu okazało się gwoździem do trumny – twierdził szkoleniowiec Podhala, Marek Ziętara. – Gra w przewadze była naszym atutem, bo w poprzednich trzech spotkaniach zdobyliśmy w tych okresach gry sześć goli. Dzisiaj straciliśmy dwie bramki. To jest przykre. Finał to typowe mecze walki, o każdy skrawek lodowiska. Cóż, końcówka należała do Polonii. Kluczowym momentem okazał się drugi mecz w Bytomiu, w którym prowadziliśmy 4:1 i daliśmy sobie wydrzeć zwycięstwo. Całą odpowiedzialność za wynik biorę na siebie, bo podjąłem się zadania wygrania ligi. Jestem takim człowiekiem, że nie będę szukał tanich usprawiedliwień. Wszystko co potrzebowałem miałem do dyspozycji. Drużyna zagrała maksymalnie tyle, na ile ją było stać. Mam żal do dziennikarzy, że pisali po Bytomiu o katastrofie, fatalnym występie. Takie opinie tylko nakręcały byłych sfrustrowanych działaczy, którzy mieli możliwość komentowania. To nie podbudowywało zawodników. Powtarzam jeszcze raz biorę porażkę na siebie i możecie wylać na mnie wiadro pomyj.

Gdy ochłonął z emocji dodał: - Pracuję 17 lat w tym zawodzie i jest to moja największa osobista porażka. Po zdobyciu mistrzostwa Polski z Sanokiem wielu trenerów pytało mnie, czy dobrze robię biorąc Podhale. Chciałem prowadzić ten klub. Podejmując się pracy postawiłem sobie za cel powrót zespołu do ekstraligi. Byłem pewien, że podołam wyzwaniu. Boleśnie przeżywam porażkę.
Wielu za niepowodzenia obarczało presję. Trener tak nie uważał. - Presja towarzyszy nam na każdym kroku życia codziennego. Jej nie da się ominąć. Z nią trzeba nauczyć się żyć. Na pewno jedni są mniej, a drudzy bardziej na nią odporni. Nie przyjmuję do wiadomości, że presja zdecydowała o przegranej. Przecież cześć zawodników występowała już w play off.
- Liga nas uśpiła. Wszystko szło jak z płatka. Wiele spotkań graliśmy na jednej nodze. Żaden zespół nie zawiesił nam wysoko poprzeczki, by moglibyśmy sprawdzić się w ekstremalnych warunkach. Z Bytomiem na luzie wygraliśmy cztery razy w sezonie zasadniczym. W play off była to już inna ekipa, ale do ugryzienia. Nadgryźliśmy ją w pierwszym meczu u siebie i wydawało nam się, że w kolejnych ją dogryziemy. Wszystko było na dobrej drodze, by tak się stało. Prowadziliśmy w trzecim meczu 4:1 i wydawało nam się, że mamy mecz pod kontrolą. Tymczasem popełniliśmy dwa bardzo kosztowne błędy, dostarczając przeciwnikowi świeżej dawki tlenu. Gdybyśmy wygrali, to oni mieliby nóź na gardle. Wiadomo jak się gra z nożem na gardle. Nie jest łatwo. W głowie się kotłują różne myśli, tym bardziej, gdy nic nie wychodzi, a tu trzeba gonić wynik –analizował kapitan drużyny Kasper Bryniczka.
Osobą, która najbardziej przeżyła porażkę „Szarotek” była prezes Agata Michalska. Nie dawała poznać po sobie, dzielnie się trzymała przed szatnią drużyny, ale widać było, że gdyby była sama, to rozpłakałaby się. Gdy wszystkim puściły nerwy, ona zachowała się z klasą.
„Sukces nigdy nie jest efektem słomianego zapału, tu trzeba przejść przez prawdziwy ogień” – ta sentencja wypowiedziana przez byłego prezydenta USA Jamesa Madisona nie oddaje sytuacji, w jakiej prezes się znalazła. – Każdemu zależało na zwycięstwie – mówiła prezes. - Mam nadzieję, że hokej będzie się rozwijał w naszym mieście. Nie sądzę, żeby był słomiany zapał. Jeśli przychodzi porażka, rywalizacja nie układa się po naszej myśli, to można mieć odczucia, że był to słomiany zapał. Ludzie, z którymi mam przyjemność pracować są ambitni i honorowi. Wiem, że cokolwiek wydarzyłoby się, będą dalej trwać przy hokeju, pracować najlepiej jak potrafią.

Drużyna występowała w składzie: bramkarze - Bartłomiej Niesłuchowski ( 7 spotkań, 2 mecz na zero), Tomasz Rajski ( 27 spotkań, 8 spotkań bez puszczonej bramki); obrońcy – Edgars Adamovics (7 meczów – 2 gole – 2 asysty -36 min. kar), Władysław Bryniczka (2-0–0-0), Dariusz Gaczoł (23–1-3-4), Kamil Kapica (26–5–8-16), Tomasz Landowski (27–5-10-8), Sebastian Łabuz (27-9-14 -43), Robert Mrugała (27–5-4-24), Jakub Szal (17-0-0-6), Bartłomiej Talaga (12–0-3-4), Damian Tomasik (26–6–1–2), Mateusz Wojdyła (17–0–1–6); napastnicy – Sebastian Biela (24–10-11-6), Bartłomiej Bomba (27–12–16–29), Kasper Bryniczka (27–11–21–22), Rafał Ćwikła (11-2-4-8), Jozef Istocky (25–4 -13-4), Daniel Kapica (19-7-5-2), Maciej Kmiecik (2-0-0-0), Mateusz Michalski (20-19-11-22), Radosław Mielniczek (6-0-1-4), Bartłomiej Neupauer (25-19-20-62), Dawid Olchawski (15-5-1-8), Konrad Stypuła (22-5-6-14), Kamil Wcisło (2-0-0-0), Filip Wielkiewicz (25-6-10-37), Patryk Wronka (8-2-3-0), Martin Voznik (6-0-1-4), Damian Zarotyński (25-14-20-8), Piotr Ziętara (11-12-4-29). Trenerzy: Marek Ziętara i Rafał Sroka.

Bartłomiej Neupauer był najskuteczniejszym zawodnikiem ligi zgromadził 39 punktów, zdobył 19 goli. Z kolei najlepszym golkiper ligi został Tomasz Rajski z 95,5 % skutecznością, średnio puścił 1,08 gola na mecz.
Powrót na salony
Podhale było zdeterminowane, by zagrać w ekstraklasie - Jesteśmy nakręceni na to, by grać w ekstraklasie i zrobimy wszystko w tym kierunku, by wykupić „dziką kartę” – mówił wiceprezes Podhala, Robert Zamarlik na pierwszym spotkaniu z hokeistami Podhala, którzy rozpoczęli przygotowania do nowego sezonu, właśnie pod kątem występów w ekstraklasie.
- Gra w ekstralidze to nasza szansa. Występy w pierwszej lidze nie podniosą umiejętności naszych młodych zawodników. Dlatego nie ma innej drogi. Jesteśmy zdeterminowani, by wykupić „dziką kratę” – dodawała prezes MMKS Podhale, Agata Michalska.
Słowo się rzekło i 14 czerwca 2013 roku Podhale złożyło wniosek o wykupienie „dzikiej karty” umożliwiającej grę w PHL. Zaś 27 lipca 2013 roku Mieszana Komisja Licencji Klubowych PZHL i spółki PHL przyznała Podhalu licencję. „Szarotki” wróciły na salony!.
Stefan Leśniowski
Foto Mateusz Leśniowski










