29.02.2024 | Czytano: 8791

Tychy z Podhalem rozegrały najdłuższy mecz w historii

„Szarotki” po dwóch latach nieobecności wróciły do play off. Dwuletnia absencja sprawiła, iż nowotarżanie stracili pozycję lidera w tabeli wszech czasów tej części rozgrywek.



 
Zespoły z górnej części tabeli miały możliwość wybrania sobie rywala w pierwszej rundzie. Jacek Płachta skrytykował ten pomysł centrali. Stwierdził:  „ Na miejsce w ply off pracuje się cały sezon zasadniczy i dla mnie nie ma najmniejszej wątpliwości, kto z kim powinien się zmierzyć w ćwierćfinale”. Dlatego on wybrał ósemkę, czyli sosnowieckie Zagłębie.  Tychy, które po pierwszej części sezonu zajęły trzecie miejsce nie miały wielkiego wyboru.  Na liście, po wyborze Unii, zostało Podhale i Energa Toruń. Torunianom nie uśmiechał się daleki wyjazd, więc padło na Podhale.
 
Tyszanie w sezonie mieli zawirowania, bo w październiku zrezygnowano z usług szkoleniowca za wschodniej granicy –Andreja Sidorenki. Działacze wybrali szkoleniowca z Finlandii Pekka Tirkonena. Pod jego wodzą rywal „Szarotek” w play off wygrał Superpuchar, chociaż nie miał żadnego wpływu  na formę drużyny. Niemniej w trakcie sezonu można było dostrzec zmiany w stylu gry, który był bardziej ofensywny. Hokeiści z piwnego miasta  zdaniem wielu fachowców uchodzą za  mocnego kandydata w walce o złoto.  Posiadają najlepszy blok defensywny w lidze, stracili 92 gole.
 
Podhale czeka trudna przeprawa. Czy będzie w stanie pomieszać szyki faworytowi? Mając jedną  z najgorszych defensyw w lidze?  „Szarotki” straciły  w sezonie zasadniczym 147 goli i w tym elemencie zajęły trzecie miejsce od końca. O dwie bramki były lepsze od Cracovii, a sanoczanie stracili ich 182. Za to w zdobyczach bramkowych są lepsze od ćwierćfinałowego rywala (136-124) i w tym można upatrywać szansę na niespodziankę.
 
Z Tychami górale najczęściej potykali się z fazie play off. Piątkowe spotkanie będzie 61. Ostatni raz zespoły skrzyżowały kije w półfinale sezonu 2018/19. Hokeiści z piwnego miasta wygrali rywalizację w siedmiu spotkaniach. Do historii przeszła szóstą potyczka w Nowym Targu. Zakończyła się dogrywką. Złotego gola w 125 minucie i 40 sekundzie zdobył grający obecnie w barwach Podhala Alex Szczechura. Mecz rozpoczął się, że względu na telewizyjną transmisję o godzenie 20, a zakończył się o 1:03.
 
Było w tym meczu wszystko. Mnóstwo sytuacji i strzałów, wspaniałych interwencji bramkarzy, karny i  najdłuższy mecz w historii rozgrywek ligowych w naszym kraju. Mecz zakończył się w czwartej dogrywce! Zabrakło tylko soli – czyli większej ilości goli. Dla tyszan był to mecz z gatunku być albo nie być w finale– To co zepsuliśmy u siebie, trzeba naprawić w Nowym Targu – takie hasło obowiązywało w ekipie obrońców tytułu. Zawodnicy Podhala ripostowali, że za nimi przemawia atut nie tylko własnego lodu, ale również to, że są pozytywnie nakręceni. Komplet żywiołowo dopingujących kibiców był za nimi i nie dopuszczał myśli o porażce. Wierzył, że ulubieńcy wielkiej szansy, jaka się przed nimi otworzyła, nie zmarnują. W końcówce trzeciej dogrywce, gdy Wielkiewicz odsiadywał 2-minutową karę, Hovinen wybił krążek zmierzający do pustej bramki z pola bramkowego. W 126 minucie szczęście opuściło górali. Szczechura z bliska pokonał Odrobnego.
 
Stefan Leśniowski
 
 

Komentarze







reklama