03.05.2023 | Czytano: 2676

MŚ. Koniec koreańskiej klątwy. Awans coraz bliżej

Biało-czerwoni w dramatycznych okolicznościach zdobyli punkt z Brytyjczykami, ale w kolejnym meczu pokonali Włochów i znaleźliśmy się na prostej drodze do elity, ale…


 
Przed  naszymi hokeistami są jeszcze dwie trudne przeszkody - dzisiaj mecz z Koreą i w piątek z Rumunami. Teoretycznie najsłabsze  zespoły w turnieju, ale biało –czerwonym już nie raz sprawiły psikusa. Co prawda Korea tylko cztery razy wygrała z polską reprezentacją w jedenastu potyczkach, ale te nieliczne porażki bardzo nas bolały. Trzy miały miejsce podczas światowego czempionatu – 2:3 w Krynicy (zamykając nam drogę do awansu), 1:4 w Katowicach i 2:4 w Kijowie.  Może dlatego po wygranej z Italią trener Robert Kalaber chłodził rozgrzane głowy przed kamerami TVP Sport.  – Ta wygrana jeszcze nic nie oznacza. Znaleźliśmy na dobrej drodze, ale przecież przed nami dwa spotkania z Koreą i Rumunią. Owszem, rywale teoretycznie nieco słabsi, ale musimy ciężko pracować, by po kolejnych meczach znów się cieszyć.
 
 Po 22 latach obijania się na różnych poziomach mamy szansę znaleźć się w elicie. Dmuchajmy na zimne, bo te kolejne mecze nie będą należały do łatwych, ale też wierzymy, że nasi hokeiści takiej szansy nie wypuszczą z rąk. Pierwszy krok zrobili.  Nasz azjatycki prześladowca został zmiażdżony. To koniec koreańskiej  klątwy.  
 
Pierwsza tercja nie była dobra w wykonaniu biało –czerwonych, chociaż na przerwę schodziliśmy z dwubrakową przewagą. Koreańczycy oddali sporo  strzałów na bramkę strzeżoną przez Murraya. W 10 minucie  indywidualną akcję przeprowadził Łyszczarczyk i trafił pod poprzeczkę. 48 sekund przed końcem odsłony Dziubiński wycofał do Ciury, ten huknął, krążek odbił się od bandy,  a Jeziorski go dobił.  
 
- Musimy zdecydowanie lepiej zagrać w drugiej tercji, bo w pierwszej lepsi byli Koreańczycy. Mamy szczęście, że prowadzimy – powiedział reporterce TVP Sport  strzelec pierwszego gola.
 
Druga tercja była lepsza w wykonaniu naszej drużyny narodowej. Koreańczycy z każdą minutą słabli i faulowali. A to była woda na polski „młyn”. Gdy S. Lee złapał podwójną karę mniejszą, biało – czerwoni zdobyli dwa gole. Najpierw koreańskiego bramkarza pokonał Jeziorski, który otrzymał dokładne podanie zza bramki od Zygmunta. Chwilę później Wałęga trafił w okienko po fantastyczny podaniu Łyszczarczyka. To nie koniec festiwalu strzeleckiego podopiecznych Roberta Kalabera. Kolejna kara rywala i kolejny gol. Zapisany został  Dziubińskiemu, bo ostatni był przy krążku, którym nabił koreańskiego obrońcę.
 
Trzecia tercja spokojna. Zespoły dogrywały mecz, ale Polakom udało się powiększyć bramkowe konto. Duet wychowanków Podhala wystąpił w głównej roli przy szóstym trafieniu. Łyszczarczyk podał do Kolusza, a ten nie dał szans obrony zmiennikowi Daltona. Chwile później po świetnym podaniu Dziubiński stanął oko w oko z golkiperem rywala, ale został sfaulowany. Karnego wykorzystał sam poszkodowany.
 
Korea   – Polska 0:7 (0:2, 0:3, 0:2)
0:1 Łyszczarczyk – Zygmunt – Ciura (9:42)
0:2 Jeziorski – Ciura – Dziubiński (19:12)
0:3 Jeziorski – Wałęga – Zygmunt  (30:50 w przewadze)
0:4 Wałęga – Łyszczarczyk  - Paś  (32:34 w przewadze)
0:5 Dziubiński – Wałęga  - Łyszczarczyk (39:32 w przewadze)
0:6 Kolusz – Łyszczarczyk (52:19)
0:7 Dziubiński (53:58 karny)
Korea: Dalton (40:00 Y. Lee) – S. Lee, Nam, K. Kim, Sangwook Kim, Yoon Seok Kang – Oh, Song, Ahn, Sihwan Kim, Jeon – Jee, Don Ku Lee, Young Jun Lee, Park, G. Kim – Yoo, Y. Lee, Jeong, M. Kang. Trener Woojae Kim.
Polska: Murray – Kruczek, Wajda, Wronka, Pasiut, Fraszko – Kolusz, Ciura, Jeziorki, Dziubiński, Łyszczarczyk – Dronia, Kostek, Paś, Wałęga, Zygmunt – Górny, Jaśkiewicz, Michalski, Starzyński, Galant. Trener Robert Kalaber.
 
Stefan Leśniowski
Zdjęcie FB PZHL
 

Komentarze







reklama