W ostatnim spotkaniu góralki już tradycyjnie zastosowały pressing na całym boisku i gospodynie były zagubione jak dzieci we mgle. Nie potrafiły wyprowadzić piłki spod własnego kosza. Traciły ją, a przyjezdne kontynuowały niszczycielską robotę. Miejscowe punkty zdobywały jedynie z rzutów osobistych.
- Od początku spotkania zarysowała się nasza przewaga – relacjonuje trener Gorców, Mirosław Ćwikiel. - Rozpoczęliśmy od prowadzenia 9:0. Praktycznie rywalizacja w pierwszej ćwiartce ograniczała się do tego, kto zdobędzie więcej punktów - Justyna Rokiciak czy Kinga Piędel? O jedno oczko lepsza była ta druga. W kolejnej części wspaniałe 4 minuty miała Ania Pudzisz. Wszystko co rzuciła, wpadało do dziury. Zdobyła w tym okresie 10 punktów. Dość szybko przecinaliśmy akcje przeciwnika, a ten zdobywał punkty tylko po rzutach osobistych. Trzecią kwartę kolejny raz przespaliśmy. Nie naciskaliśmy już tak mocne jak w dwóch poprzednich. Gospodynie miały więc więcej „oddechu” i swobody. Dlatego rzuciły nam 13 punktów. W następnej kwarcie było lepiej przynajmniej do 5 minuty (12:2), ale później nie wytrwaliśmy w kryciu na całym boisku. Mogłoby się wydawać, że to było kolejne spotkanie bez wyrazu, ale trzeba przyznać, że w ataku zespół próbował realizować założenia przedmeczowe ustawiając zagrywkę i nie oddając zbyt wielu niecelnych rzutów (42 % z gry). Kilka akcji w obronie mogło się podobać, bo zmusiliśmy przeciwniczki do wielu strat. Najbardziej wartościową zawodniczką spotkania była Joanna Jachymiak.
Zelina Jurków - Gorce Steskal Nowy Targ 31:77 (5:21, 3:22, 13:15, 10:19)
Gorce Steskal: Piędel 20, Rokiciak 17, Jachymiak 13, Pudzisz 12, Długopolska 8, Szopińska 3, S. Cyrwus 2, Kubowicz 2, D. Cyrwus, Przybyło, Wolska, Sulka. Trener Mirosław Ćwikiel.
Stefan Leśniowski










