08.09.2022 | Czytano: 3633

PHL. Ależ to były szlagiery, aż miło powspominać

Długo przed rozpoczęciem spotkania hale w Nowym Targu i Oświęcimiu wypełnione były po brzegi. Szpilki nie można było wcisnąć.


 
Trudno było się dziwić, bo zespoły Podhala i Unii gwarantowały świetne widowiska i furę emocji. Określano konfrontacje klasykami, szlagierami, hitami kolejki czy całego sezonu. Osiem razy potykały się w finale play off. Pięć razy górą byli górale.  Wszystkie spotkania zapisały się w historii polskiego hokeja. Były jednak takie, które były przełomowe dla nowotarskiego hokeja. Choćby wtedy, gdy  tytuł zdobyto w 1993 roku, a  na który w  stolicy Podhala czekano od 1987 roku.
 
Działo się to  2 marca 1993 roku.  W obecności 7 tysięcy widzów (tak, tak)  Podhale w czwartym meczu finału play off rozbiło oświęcimską Unię 10:0!  Nim doszło do tego wydarzenia Podhale przed sezonem zatrudniło trenera Ewalda Grabowskiego. Wraz z jego przybyciem rozpoczął się znakomity okres. Dokonał wielu roszad w składzie, przede wszystkim dowartościował młodzież, którą całą ławą wprowadził do drużyny. Paweł Bomba, Zbyszek Podlipni, Wojtek Słowakiewicz, Marcin Ćwikła i  Darek Łyszczarczyk z meczu na mecz stawali się bardziej dojrzałymi graczami. Wzmocnieniem drużyny okazali się też dwaj Sergieje - Odincow i Powieczerowski. Siłą teamu były cztery wyrównane piątki, z których w każdym meczu inna była „pierwszą”. Tajemnicą trenera i zawodników pozostanie, jak w ciągu roku z przeciętnych hokeistów zrobił mistrzów - zespół waleczny, żądny sukcesów, odporny psychicznie i o żelaznej kondycji.  
 
Pierwsze spotkanie w Oświęcimiu wygrali gospodarze 2:1, ale po niezwykle zażartej walce. Jednak to co się wydarzyło w Nowym Targu uznano za przełom finałowej serii. Gdyby ktoś, kto nigdy nie widział  żadnego meczu hokejowego, akurat 26 lutego wybrał się na nowotarskie lodowisko, z całą pewnością pozostałby wierny tej dyscyplinie do końca życia. 3,5 godziny nieprzeciętnych emocji, niesamowicie ambitna walka bez oszczędzania się, bez szanowania kości, wreszcie 10- minutowa dogrywka i aż 11 serii rzutów karnych. Tego decydującego zdobył Siergiej Powieczerowski.
 
Drużyny miały tylko jeden dzień na regeneracje sił i tym razem zmierzyły się w Oświęcimiu. Kto „pęknie” po dwóch morderczych pojedynkach - zastanawiali się dziennikarze. „Pękła” Unia! Świetnie przygotowani fizycznie podopieczni Ewalda Grabowskiego zmietli z tafli miejscowych w ostatnich 20 minutach.    A dwa dni później oświęcimianie „padli” jeszcze szybciej. Wynik 10:0 mówi sam za siebie. W dwóch ostatnich konfrontacjach 15:0 dla Podhala! Imponujący rezultat.
 
Miło jest wspominać takie chwile, ale dzisiaj już potyczkę między tymi zespołami nie określa się szlagierem kolejki. Oba kluby próbują odbudować swoją markę. W poprzednich dwóch sezonach bliżsi tego byli unici. Już w ubiegłym sezonie mieli chrapkę na mistrzowski tytuł. Byli blisko, ale w finale nie sprostali katowiczanom. Podhale zaś zamknęło ligową tabelę z marnym dorobkiem punktowym, co jest jednym z najgorszych wyników w historii klubu.
 
Dzisiaj na lodowisku w Oświęcimiu przekonamy się, który zespół jest bliżej odbudowy swojej marki. Faworytem są gospodarze, choćby z racji tego, że w sparingach pokazali się z dobrej strony. Poczynili kilka transferów z niezłym CV. Czy potwierdzą się na lodowej tafli?  Czas pokaże.
 
„Szarotki” z kolei późno zbudowały zespół, a zawodnicy indywidualnie przygotowywali się do sezonu. Sparingi nie napawają optymizmem. W sześciu meczach kontrolnych tylko raz zjeżdżały w roli zwycięzców ze słowackim zespołem Humenne.
 
Po zakupach widać, że oświęcimianie mają większy budżet niż górale. Co prawda pieniądze nie grają, o czym przekonaliśmy się choćby w 2010 roku, kiedy nowotarżanie, bez kasy, z zaległościami w wypłatach pobili w finale bogatą Cracovię ( w serii 4:0). Prezes Zdzisław Zaręba mówi o budżecie 2,1 mln. złotych i liczy, że w trakcie sezonu zdoła go powiększyć. Kto wie, czy niebawem „Szarotki” nie „złowią” bogatego sponsora. W mieście już od miesiąca huczy o  darczyńcy z sześcioma zerami na końcu, przy liczbie z przodu  bliskiej pięć.  Czy w przypadku, gdy plotki się potwierdzą zmieni się skład zespołu? - W przypadku zwiększenia budżetu będziemy reagować na bieżąco – mówi prezes. -  Ale nawet w przypadku 5 mln. spektakularnego sukcesu nie można oczekiwać, bo drużynę buduje się z dużym wyprzedzeniem.  Na pewno nie zmieni się to w przeciągu miesiąca, a więc w okresie, gdy będziemy rundę grać na wyjazdach. Nie skrzywdzę rodzimych zawodników. Nawet jeśli dokooptujemy  obcokrajowców, to oni  walczyć będą o miejsce między sobą, a nie z polskimi zawodnikami. Chcę mieć w składzie dziesięciu stranieri w polu plus bramkarz.
 
Piątkowy mecz z Oświęcimia miał być transmitowany w TVP regionalnej. Miał być, bo telewizja publiczna kolejny raz zawiodła sympatyków hokeja. Miał być jeden z piątkowych meczów na antenie, a tymczasem dopiero od 30 września ma się na niej znaleźć.  Pewności nikt jednak nie ma, bo już nie raz publiczna wystawiła dyscyplinę do wiatru.  Nie można jej ufać. Ufa za to prezes PZHL. Tyle razy został zdradzony, a mimo to „kocha”, choć bez wzajemności TVP. To może dziwić.  Widać bardzo odporny jest na zdrady ulubienicy i uparcie się jej trzyma.
 
Stefan Leśniowski
 

Komentarze







reklama