30.03.2022 | Czytano: 2232

PHL. 74 minuta wyłoniła finalistę!

„ Czy katowiczanie stać na a finał skoro tak łatwo w końcówkach dali się dwa razy ograć? Tym bardziej, iż w ostatnim meczu tyszanie lepiej fizycznie wyglądali – głośno zastanawiał się jeden z trenerów.



 
Zawodnicy z obu stron byli  optymistycznie nastawieni do ostatniej półfinałowej potyczki i podawali receptę na sukces. „Jesteśmy kolektywem nie tylko na lodzie, ale także poza nim i jestem przekonany, że awansujemy – mówił Marcin Kolusz dla „Sportu”. – Trzeba do meczu podjeść spokojnie i rozważnie. Musimy szybko strzelić gola, by zdeprymować rywala. Na takie spotkanie nikogo nie trzeba mobilizować. Mentalnie również będziemy dobrze przygotowani”. „ Trochę odpoczęliśmy i jestem przekonany, ze wszystko skończy się po naszej myśli – dodawał Mateusz Michalski.
 
Mecz, który jest walką o wszystko, często paraliżuje ruchy, nie daje satysfakcji estetom. Tak było tym razem, ale… tylko w pierwszej tercji. Była walka o każdy skrawek lodowiska,  hokeiści nie mieli zbyt dużo miejsca, zawsze któryś z rywali siedział mu „na plecach”.  Pierwsze 20 minut nie mogło nikogo powalić na kolana. Nie było porywające. Widać było duża nerwowość.  Zespoły  głównie myślały o zabezpieczeniu własnej bramki, by nie popełnić błędu i stracić gola, który jednej z drużyn dawałby komfort gry. Oczywiście, ze sytuacje były, ale nie stuprocentowe. Dwa razy zakotłowało się pod jedną, a za moment  pod drugą bramką. Najlepszą sytuację już w pierwszych sekundach meczu miał Gościński.
 
W drugiej tercji Wronka wypracował dwie kapitalne okazje Fraszko i Pasiutowi. Co nie potrafili z tych podań skorzystać.  Obaj nie trafił z najbliższej odległości. Jak partnerzy nie potrafią wykorzystać doskonałych okazji, to „Goldi” postanowił wziąć sprawy w swoje ręce. W przewadze, zdecydował się na indywidualną akcję, zwiódł defensywę i z backhandu  między parkanami Fuczika ulokował krążek w siatce. Ta bramka dodała skrzydeł gospodarzom, którzy atakowali z ogromną siłą. Mnożyły się sytuacje  i jedna z nich zakończyła się drugim trafieniem. Strata krążka w środkowej strefie, przejął go Krężołek, zagrał do Bepierszcza, a ten zerwał „pajęczynę” z bramki Fuczika. Tyszanie jednak szybko się pozbierali i zdołali zdobyć kontaktowego gola. Lehtonen nie upilnował Galanta.
 
Scenariusz z przegranych spotkań GieKSy zaczynał się powtarzać. W 50 minucie Sierguszkin doprowadził do wyrównania. Długie podanie, zaspali obrońcy i mecz rozpoczął się od nowa. Goście wzmocnili tempo i katowiczanie zaczęli się gubić we własnej tercji, a głównie Hudson, którzy trzy razy podawał krążek na kij rywala.  Miejscowi też mieli okazje, ale nieskuteczny był Fraszko.  No i  doszło do kolejnej dogrywki. A w niej Wanacki uszczęśliwił kibiców GieKSy. Wprowadził drużynę do finału.  
 
GKS Katowice    – GKS Tychy 3:2 D (0:0, 2:1, 0:1; 1:0)
Bramki: Wronka 29, Bepierszcz 34, Wanacki 74 – Galant 39, Sierguszkin 50
Stan rywalizacji play off do czterech wygranych: 4:3
 
Stefan Leśniowski
Foto PZHL
 

Komentarze







reklama