19.03.2022 | Czytano: 2824

PHL. Niesamowite zwroty sytuacji. Nikt tego się nie spodziewał.

W pierwszym meczu półfinałowym GKS Katowice zrobił pierwszy krok do finału pokonując tyszan. Bohaterem katowiczan został wychowanek Podhala Mateusz Michalski ( na zdjęciu).


 
Dzisiaj doszło do drugiej potyczki. Obie strony miały co analizować. Trener Jacek Płachta nie mógł być zadowolony z gry swojego zespołu w przewagach. Z kolei Andriej Sidorenko z braku dyscypliny taktycznej u swoich podopiecznych, którzy za często faulowali. Nie potrafili też przejąć inicjatywy w tym meczu. Ale dzisiaj było drugie otwarcie i nowe nadzieje. W końcu każdy mecz jest inny.
 
Śląskie derby znów były bardzo zacięte, ale tym razem w Satelicie górą byli goście. Hokeiści z  Katowic po raz pierwszy w tym sezonie przegrali u siebie z tyszanami. Co prawda długo zanosiło się na zwycięstwo gospodarzy, ale ambitna pogoń tyszan przyniosła im cenne zwycięstwo. Goście  52 sekundy przed zakończeniem trzeciej tercji, grając w osłabieniu, doprowadzili do dogrywki, a w dodatkowym czasie gry po niespełna czterech minutach przechylili szalę wygranej na swoją korzyść. Gola na wagę wygranej tyszan zdobył Jeziorski. W  serii jest remis 1:1 i teraz rywalizacja przenosi się do Tychów.
 
GKS Katowice – GKS Tychy 2:3 D (1:0, 1:1, 0:1; 0:1)
Bramki: Kruczek 19, Lehtonen 38  – Dupuy 28, Pociecha 60, Jeziorski 64  
Stan rywalizacji play off do czterech wygranych: 1:1
 
Oświęcimianie awansowali do najlepszej czwórki, wygrywając cztery z pięciu meczów z Ciarko STS Sanok. To były bardzo ciekawe i wyrównane spotkania. Bardziej  zacięta rywalizacja była w parze JKH GKS – KH Energa Toruń. O awansie mistrzów Polski przesądził dopiero siódmy mecz, z którym obrońcy tytułu w byli już na krawędzi przepaści.  - Nie spodziewaliśmy się, że będzie to tak długo trwało – przyznał  Radosław Nalewajka, napastnik jastrzębskiej drużyny. - Unia Oświęcim ma mocny atak, gra szybko i kombinacyjnie, a my musimy przede wszystkim wystrzegać się kar.
 
Tymczasem po 20 minutach gry gwizdy żegnały gospodarzy udających się do szatni. Ich pupile fatalnie się zaprezentowali. W trakcie trwania meczu kibice wznosili okrzyki „Unia grać”. Beznadziejnie grali przewagę i mogli stracić gola. To już było przy stanie 0:1, po potężnym uderzeniu Bahalejszy spod niebieskiej. Krążek wylądował pod poprzeczką… Potem Paszek, a chwilę później  Stasienko niczym partnerzy z drużyny  podawali na kij rywalowi. Nie wykorzystali tych prezentów Ł. Nalewajka i Paś. W 17 minucie kibice przeżyli kolejny szok. Razgals uderzył z niebieskiej, A. Szewczenko zmienił tor lotu krążka, a zasłonięty Saunders przepuścił to uderzenie. W końcówce obrońcy mistrzowskiego tytułu grali z przewagą dwóch graczy.
 
Druga odsłona wyrównana – akacja za akcje, ale więcej klarowniejszych sytuacji wypracowali sobie jastrzębianie. Oświęcimianie mieli szanse na co najmniej złapanie kontaktu, ale nie wykorzystali liczebnych przewag.
 
W trzeciej tercji lepiej prezentowali się goście. To oni stwarzali sytuacje do zdobycia kolejnych goli.  W zespole Unii nie było iskry, Nie można powiedzieć, że oświęcimianie nie próbowali, ale panowała jakaś niemoc w ich  akcjach ofensywnych. Ale to co się wydarzyło w ostatniej minucie trzeciej tercji, to przejdzie do historii. Wszyscy już spisali na straty unitów, a tymczasem… Wycofali bramkarza i najpierw na 33 sekundy przed końcem zdobyli gola kontaktowego, a sekundę przed końcem doprowadzili do wyrównania, a w dogrywce dobili mistrza, który może pluć sobie w brodę. Miał wszystko pod kontrola, a dał się tak ograć.
 
Re-Plast Unia Oświęcim – JKH GKS Jastrzębie 3:2 D (0:2, 0:0, 2:0; 1:0)
Bramki: Rogow 60, Carlsson 60, 65  - Bahalejsza 7, A. Szewczenko  17
Stan rywalizacji play off do czterech wygranych: 1:0
 
Stefan Leśniowski
Foto PZHL
 

Komentarze







reklama