– Łapie go wpół, a wy co? Był kosz, zapomnieliście? – to kolejne jego uwagi skierowane do arbitrów. - Sajgon. Jak tak będzie się działo, to ja tutaj już nie przyjadę – ostrzegała sędzina.
Nie było potrzeby tak impulsywnego reagowania, bo w tym momencie jego drużyna prowadziła 26:11. Bychawski miał w swoim zespole Dubiela, który robił grę i był egzekutorem. W całym meczu rzucił 34 punkty, a resztę dograł kolegom. Gdy jego brakowało na parkiecie, to górale odrabiali straty.
W pierwszej ćwiartce rzeczywiście było sporo fauli. – Maciek spokojnie, bo masz już trzy przewinienia – słychać było damski głos z trybun. Chyba mama Trzcińskiego uczulała syna, by zbyt wcześnie nie opuścił parkietu.

– Galicyjska ze mnie dusza – odparł Wojciech Bychawski. – Nie wie pan gdzie się wychowałem.
Wiem, wiem. „Czarny” jest bardzo dobrze znany fanom nowotarskiej koszykówki. Absolwent nowotarskiego „Wetu”. W takcie nauki reprezentował barwy trzecioligowych Gorców. Na boisku była to dusza wojownika i taka pozostała na trenerskiej ławce. Wybucha w ułamku sekundy. – Jeszcze coś grywam w Koronie, ale bardziej skłaniam się ku pracy szkoleniowej. Z tymi chłopakami pracuję czwarty miesiąc, tylko trzech miało w poprzednim sezonie coś wspólnego z basketem – informował.
Trener Piątki, Wojciech Polak w pierwszej kwarcie był przeciwieństwem „Czarnego”. Opanowany, od czasu do czasu rzucił coś podniesionym głosem. Jednak atmosfera na sąsiedniej ławce i jemu się udzieliła. Polak zaczął coraz częściej podnosić głos, wymachiwać rękami i wbiegał na boisko. – Podwajaj, zbieramy, przyłóż się – wrzeszczał z boku. Inna rzecz, iż w drugiej kwarcie jego zespół pomalutku zaczynał wracać do gry. Odrabiał straty. – Nadarzyła się okazja, więc się ożywiłem. Trener żyje, to i drużyna żyje. W pierwszej kwarcie chłopcy chyba się przestraszyli wzrostu rywala – tłumaczył się Wojciech Polak.

Nowotarżan do walki poderwał mały wzrostem, ale z sercem wojownika Jasiu Żmuda. Za jego przykładem poszli koledzy. Mecz z każdą minutą nabierał rumieńców. Trzy minuty przed końcem trzeciej kwarty gospodarze odrobili 12 punktów. Ożyły trybuny, a najbardziej chłopaków dopingowały młodziczki Gorców, oczekujące na swój występ. Niestety w ostatnich minutach przestało „trybić”. Górale nie potrafili trafić spod dziury, a nawet z osobistych. Odzyskali skuteczność w czwartej kwarcie. Gonili, gonili, ale ...nie dogonili.
- Przegraliśmy mecz w pierwszych 10 minutach – twierdzi trener Piątki, Wojciech Polak. – Nie wiem czy wystawiłem słabszą na ich mocniejsza, ale staram się zawsze, by były równe. Nie mogliśmy sobie poradzić z Dubielem. Od drugiej kwarty graliśmy już z nimi na równi, przekonaliśmy się, że ich wzrost to nie wszystko.
UKS Piątka Nowy Targ – Korona Kraków 70:83 (14:26, 18:24, 21:19, 17:14)
Piątka: Kowalczuk 14, Senio, Trzciński 8, Bryniarski, Żmuda 9, P. Leja 2, Szymański 2, Derebas 15, Balakowicz, Behounek 5, Pierwoła 15. Trener Wojciech Polak.
Tekst + foto Stefan Leśniowski










