07.02.2010 | Czytano: 3032

Trenerskie charaktery (+dużo zdjęć)

- To nie damska koszykówka – już w 2 minucie meczu nie wytrzymał trener Korony, Wojciech Bychawski. – Jak będzie pani wszystko gwizdać, to tylko jeden zawodnik skończy zawody.

To była pierwsza reakcja bardzo impulsywnego szkoleniowca Korony. Przez całe spotkanie nie usiadł na ławce. Gonił wzdłuż linii boiska udzielając wskazówek swoim chłopakom i strofując arbitrów. Kilkanaście razy wtargnął na boisko. W 10 minucie złapał faul taktyczny, za słowa: - Teraz nie gwiżdże się kroków, gdy zawodnik leży. Nie czytaliście nowych przepisów?
– Łapie go wpół, a wy co? Był kosz, zapomnieliście? – to kolejne jego uwagi skierowane do arbitrów. - Sajgon. Jak tak będzie się działo, to ja tutaj już nie przyjadę – ostrzegała sędzina.
Nie było potrzeby tak impulsywnego reagowania, bo w tym momencie jego drużyna prowadziła 26:11. Bychawski miał w swoim zespole Dubiela, który robił grę i był egzekutorem. W całym meczu rzucił 34 punkty, a resztę dograł kolegom. Gdy jego brakowało na parkiecie, to górale odrabiali straty.
W pierwszej ćwiartce rzeczywiście było sporo fauli. – Maciek spokojnie, bo masz już trzy przewinienia – słychać było damski głos z trybun. Chyba mama Trzcińskiego uczulała syna, by zbyt wcześnie nie opuścił parkietu.

– Galicyjska ze mnie dusza – odparł Wojciech Bychawski. – Nie wie pan gdzie się wychowałem.
Wiem, wiem. „Czarny” jest bardzo dobrze znany fanom nowotarskiej koszykówki. Absolwent nowotarskiego „Wetu”. W takcie nauki reprezentował barwy trzecioligowych Gorców. Na boisku była to dusza wojownika i taka pozostała na trenerskiej ławce. Wybucha w ułamku sekundy. – Jeszcze coś grywam w Koronie, ale bardziej skłaniam się ku pracy szkoleniowej. Z tymi chłopakami pracuję czwarty miesiąc, tylko trzech miało w poprzednim sezonie coś wspólnego z basketem – informował.
Trener Piątki, Wojciech Polak w pierwszej kwarcie był przeciwieństwem „Czarnego”. Opanowany, od czasu do czasu rzucił coś podniesionym głosem. Jednak atmosfera na sąsiedniej ławce i jemu się udzieliła. Polak zaczął coraz częściej podnosić głos, wymachiwać rękami i wbiegał na boisko. – Podwajaj, zbieramy, przyłóż się – wrzeszczał z boku. Inna rzecz, iż w drugiej kwarcie jego zespół pomalutku zaczynał wracać do gry. Odrabiał straty. – Nadarzyła się okazja, więc się ożywiłem. Trener żyje, to i drużyna żyje. W pierwszej kwarcie chłopcy chyba się przestraszyli wzrostu rywala – tłumaczył się Wojciech Polak.

Nowotarżan do walki poderwał mały wzrostem, ale z sercem wojownika Jasiu Żmuda. Za jego przykładem poszli koledzy. Mecz z każdą minutą nabierał rumieńców. Trzy minuty przed końcem trzeciej kwarty gospodarze odrobili 12 punktów. Ożyły trybuny, a najbardziej chłopaków dopingowały młodziczki Gorców, oczekujące na swój występ. Niestety w ostatnich minutach przestało „trybić”. Górale nie potrafili trafić spod dziury, a nawet z osobistych. Odzyskali skuteczność w czwartej kwarcie. Gonili, gonili, ale ...nie dogonili.
- Przegraliśmy mecz w pierwszych 10 minutach – twierdzi trener Piątki, Wojciech Polak. – Nie wiem czy wystawiłem słabszą na ich mocniejsza, ale staram się zawsze, by były równe. Nie mogliśmy sobie poradzić z Dubielem. Od drugiej kwarty graliśmy już z nimi na równi, przekonaliśmy się, że ich wzrost to nie wszystko.

UKS Piątka Nowy Targ – Korona Kraków 70:83 (14:26, 18:24, 21:19, 17:14)
Piątka: Kowalczuk 14, Senio, Trzciński 8, Bryniarski, Żmuda 9, P. Leja 2, Szymański 2, Derebas 15, Balakowicz, Behounek 5, Pierwoła 15. Trener Wojciech Polak.

Tekst + foto Stefan Leśniowski 

Komentarze







reklama