24.11.2020 | Czytano: 3581

III liga. W labiryncie, czyli podsumowanie jesieni NKP

Wynik nie zawsze odzwierciedla rzeczywisty obraz drużyny. Styl był różny, nie zawsze było pięknie i wspaniale, ale były wyniki (31 punktów i miejsce w środku tabeli), choć nie wszystko nas zadawalało, bo potencjał tej drużyny, z małymi wyjątkami, był duży.

Oczywiście nie ma powodów, by trąbić na alarm, ale też nie widzę przesłanek, by rozpływać się w zachwytach nad postawą nowotarżan. Ukrycie w niektórych meczach nieporadności Podhala jest równie niemożliwe jak ukrycie Everestu przed Szerpami z Nepalu. 

Cały czas biłem się z myślami, dlaczego Podhale w jednym meczu to de facto zupełnie dwie inne drużyny? Niby takie same, a jednak nie takie same. Potrafiące  zaatakować i nawet odrobić dwubramkową stratę, by za moment cofnąć się  broniąc wyniku i doprowadzając obserwującego do szewskiej pasji. Nawet prezes Michał Rubiś przyznał, że były mecze, w których oczy go bolały. My dodajmy: „dobrze, że Państwo tego nie widzieli”.  
 

Jak Żyd po pustym sklepie

Minimalizm - to słowo ciśnie się na usta. Zauważyli to także postronni obserwatorzy ostatniego meczu ze Stalą Stalowa Wola. Komentator StalTV w pewnym momencie powiedział: „ Goście czekają na ostatni gwizdek sędziego. Chcieliby jak najszybciej wsiąść do autokaru, udać się do domu i rozpocząć zimową przerwę”, a po chwili dodał: „Podhalu jakość się nie spieszy, a przegrywa”.

To najbardziej drażniło w postawie nowotarżan. Najlepszym przykładem niech będzie  potyczka z Podlasiem na własnym boisku. Podhale w 21 minucie objęło prowadzenie i przez kolejne ponad 70 minut dało się zepchnąć do głębokiej defensywy.  Chyba nie taki był pomysł na grę, tym bardziej, iż rywal przyjechał po 10-dniowej izolacji. Tymczasem ze strony Podhala  zero pressingu, by zmęczyć rywala. Za to górale biegali za futbolówką jak Żyd po pustym sklepie i tracili siły.
 

Murować trzeba umieć

Ciężko się na to patrzyło, bo mało co funkcjonowało.  Murować bramkę też trzeba umieć. Tymczasem nasi murarze dysponowali rozwodnioną zaprawą, wyszczerbionymi kielniami, popękanymi cegłami, a ręce im się trzęsły, jak…każdemu budowlańcowi w poniedziałek (vide mecz z Cracovią). W końcówce meczu z Podlasiem wybijali piłkę na oślep, byle dalej od własnej bramki, po autach, w trybuny. Nie było żadnego zagrania do przodu. Jeśli już były podania, to do tyłu, które jeszcze bardziej narażały zespół na utratę gola.  Nie rozumiem, jak można wyjść na boisko i przez tyle czasu nie przeprowadzić akcji ofensywnej, po której zapaliłoby się czerwone światełko w umysłach przeciwnika, że trzeba grać ostrożniej w obronie. Nie mówię już o oddaniu  celnego strzału. Boisko piłkarskie nie jest znowu takie duże, wyprawa pod pole karne nie przypomina wycieczki na K2 zimą w sandałach. Bramki piłkarskie nie są znowu takie małe, rzeczywiście da się zmieścić piłkę w tym prostokącie – ktoś to nawet kiedyś udokumentował.

Gdyby to był tylko jeden, góra dwa mecze – to można przymknąć oko. Ale tak było z Hetmanem. „Czerwona latarnia”  tabeli przyjechała bez zwycięstwa i wyjechała z pierwszą wygraną. Nie dało się oglądać drugiej połowy nowotarżan w konfrontacji z rezerwami Cracovii. Pięć straconych bramek to nawet jak na tę klasę rozgrywką zbyt dużo.  A mecz z Łagowem?Przegrywamy do 68 minuty 0:2  i w odstępie 120 sekund doprowadzamy do wyrównania. Rywal był w szoku i klasowy zespół zawsze to wykorzysta. Pójdzie za ciosem. Tymczasem  Podhale zdecydowało, że będzie broniło jednego punktu. Cofnęło się.  Przeciwnik szybko się odbudował i zadał decydujące trafienie. Skarcił górali za minimalizm. Podopieczni Marcina Zubka powinni pluć sobie w brodę, że mając rywala zamroczonego, pozwolili mu się otrząsnąć i to na tyle, że potrafił zadać decydujący cios. 
 

Brak stabilności

Od wyniku 0:2  często rozpoczynali spotkanie Podhalanie. Tak było ze Stalą Kraśnik, Wólczanką, ze wspominanym Łagowem, Puławami i Sokołem. W jednych potyczkach udało się uratować remis, w  innych już nie. Na pewno na uwagę zasługuje remis z Puławach, z zespołem kroczącym od zwycięstwa do zwycięstwa. To była ta iskierka, która jednak w kolejnych spotkanych nie zamieniła się w płomień. Dwa oblicza nowotarżan widzieliśmy też w zwycięskiej  konfrontacji z Chełmianką.

Górale najlepszy mieli początek rozgrywek. Może też błyskotliwością nie zaskakiwali, ale trzeba odnotować, że wygrali cztery mecze z rzędu. Dopiero w siódmej potyczce doznali porażki. Zresztą ich atutem było własne boisko. Tutaj wygrali sześć razy, dwa razy zremisowali i ponieśli jedną porażkę, stosunek bramek 17:8. Gorzej im się wiodło na wyjazdach. Tutaj ich bilans wyniósł: 3 wygrane, 2 remisy i 6 porażek; bramki: 15:20.

- Były dwa czynniki,  które sprawiały nam  problemem. Byliśmy zespołem bardzo rozregulowanym pod względem motorycznym,  a to miało bezpośrednie przełożenie na realizację zadań taktycznych. Komfort motoryczny u zawodników jest bardzo ważny. Także to co z nami się działo przez pryzmat sytuacji z kwarantanną, urazami, sytuacją kadrową. Drugim czynnikiem jest kumulacja meczów- tłumaczył Marcin Zubek.

W jakich przedziałach czasowych zdobywano i tracono gole
1-15 16-30 31-45 45+ 46-60 61-75 75/90 90+
6/6 3/6 5/5 / 7/2 7/1 4/8 /

Zęby musiały klekotać ze złości niczym kastaniety

Wystarczy spojrzeć na bilans bramkowy Podhala, by zdać sobie sprawę, że defensywa nie była monolitem, a więc taktyka gry na utrzymanie wyniku nie miała sensu.   Tylu straconych bramek dawno nowotarżanie nie mieli.  Bez Lewińskiego obrona wyglądała jak osoba z anerekcją, zaś po końcowym gwizdu sędziego Marcinowi Zubkowi w kilku przypadkach zęby musiały klekotać ze złości niczym kastaniety. Ciężko się to oglądało. Boki nie działały ani w obronie, ani w ofensywie. Do tego te prezenty w konfrontacji z Cracovią. Kilka razy nowotarżanie starali się rozgrywać piłkę od bramki i każde takie działanie kończyło się błyskawiczną stratą piłki, bo rywal podchodził bardzo „wysoko”.Grano bezpiecznie, czyli podawano piłkę do tyłu.  Piłka nożna to gra zespołowa i rzadko się zdarza, żeby cała drużyna wyglądała tak źle. Nie było gracza, który dałby pozytywnego „kopa” pozostałym. 
 

Mocna pozycja

Gdybyśmy nie dysponowali świetnym bramkarzem, nasza sytuacja wyglądałaby fatalnie. Styrczula w bramce był jednym z najjaśniejszych postacie zespołu Marcina Zubka.  W siedmiu spotkaniach nie przepuścił piłki do siatki. Przez 365 minut zachował czyste konto. Obronił rzut karny z Siarką. Zapamiętamy kilka jego fenomenalnych interwencji, po których napastnicy rywala musieli się łapać za głowę.

Można powiedzieć, że od trzech lat jest to mocna pozycja. W poprzednich dwóch sezonach wysoki kunszt bramkarski udowadniał Mateusz Szukała. Tej jesieni wystąpił tylko w jednym spotkaniu i to nie ligowym, lecz w Pucharze Polski przeciwko szczecińskiej Pogoni.  Wielu obserwatorów to dziwiło.  Tak oto tłumaczył to trener Marcin Zubek: - Status młodzieżowca na pozycji bramkarza został wprowadzony w naszym klubie w sezonie 2018/19. Taka jest polityka klubu, jeśli chodzi o pozycję między słupkami i budowania zespołu przed każdym sezonem. Trener bramkarzy Mateusz Wójcik jest bardzo dobrym fachowcem, co potwierdziła  bardzo dobra forma Mateusza Szukały w poprzednich sezonach, który też korzystał z tego przywileju. Osobiście uważam,  że ten przepis nie jest do końca sprawiedliwy, ale nie mamy na to wpływu, musimy się dopasować.

Drugim bramkarzem w zespole był kolejny młodzieżowiec Bartosz Matoga. On stanął między słupkami w meczu z  Cracovią i w kolejnym. 

Bramkarski dorobek
Nazwisko, imię Mecze Pełne mecze Puszczone gole Żółte kartki Czerwone kartki MVP **
Matoga Bartosz 2 2 6 0 0 4
Styrczula Maciej 18 18 22 0 0 48
Szukala Mateusz * 1 1 5 0 0 0

* Puchar Polski z Pogonią Szczecin
** ranking Sportowego Podhala
 

Przemianowany snajperem

Kto mógł przypuszczać, że obrońca przemianowany w napastnika zostanie najlepszym strzelcem drużyny. Damian Lepiarz  potrafi się znaleźć w polu karnym. Wykorzystać swoje atutu fizyczne, umiejętność gry głową i przepychania się. Cztery bramki zdobył głową. W tym elemencie dorównywał mu tylko Michał Grunt, zdobywca trzech bramek tą częścią ciała.  Jeszcze jedno trafienie głową dorzucił Michał Nawrot, specjalista od wykonywania stałych fragmentów gry, a w szczególności karnych. W tym elemencie podzielili się z Dawidem Dynarkiem. Obaj solidarnie- trzema trafieniami z ”wapna”. 

Indywidualne osiągnięcia
Nazwisko, imię Mecze Pełny mecz Gole Podania Punkty Żółte kartki Czerwone kartki MVP
Burnat Jakub 7 0 0 0 0 1 0 2
Dudek Michał 16 10 1 0 1 2 0 23
Dynarek Dawid 14 11 3 0 1 3 0 25
GillJohnnySpike 9 0 0 0 0 0 0 10
Grunt Michał 16 3 6 1 1 1 0 29
Janiczak Grzegorz 13 4 0 0 0 1 0 19
Lepiarz Damian 14 7 10 2 12 2 0 33
Lewiński Arkadiusz 15 15 1 0 1 3 0 34
Mianowany Mateusz 19 10 0 0 0 7 0 19
Misiura Grzegorz 9 0 0 0 0 0 0 2
Mizia Marek 19 0 0 2 1 2 0 28
Molis Juliusz 17 3 0 1 1 2 0 21
Mrówka Damian 12 1 0 1 1 1 0 10
Nawrot Michał 17 11 7 6 13 4 0 36
Potoniec Jarosław 14 7 1 0 1 0 0 22
Skórski Błażej 9 1 1 0 1 0 0 9
Smoleń Kacper 9 4 0 0 0 0 0 8
Tonia Maciej 19 18 0 4 1 0 0 43
Wajsak Daniel 20 17 0 0 0 3 0 27
Witkowski Dawid 6 2 0 0 0 0 0 15
Wójciak Szymon 2 0 0 0 0 0 0 4
Samobój     2          

Gole zdobyte/stracone ze stałych fragmentów gry i głową oraz samobójcze
Głowa Rog Bezpośrednio Dosrodkowanie z rogu Wolny bezposredni Dosrodkowanie z wolnego Po aucie Karny Niewykorzystany karny Samoboj
8/8 0/0 3/3 0/0 0/1 0/0 6/2 0/1 2/2

Odwalili mokrą robotę

Z „jedenastki” Podhale zdobyło sześć goli. Bramki zdobywane z karnych są traktowane trochę przez niektórych po macoszemu, uznawane za mniej wartościowe. Ileż to razy można usłyszećpodczas  meczowego komentarza, iż piłkarze X,Y mają wprawdzie tyle samo goli, ale X połowę strzelił z „wapna”, choć w istocie rzeczy ma tyle samo, to jakby mniej; Y, który wszystkie uzyskał z gry, powinien być mocniej fetowany.

Na pewno rzut karny ma inny wymiar niż cała reszta boiskowych zdarzeń. Strzelec poddawany jest stresowi o wiele silniejszemu niż jakikolwiek inny stres występujący na boisku, gdyż odpowiedzialność ciąży na nim wielka, a czasu na przeżywanie swojej sytuacji ma reaktywnie dużo, więc w jego głowie kłębią się rozmaite myśli i go przytłaczają – albo i nie. Dlatego piłkarzowi umiejącemu radzić sobie z presją i w miarę regularnie zamieniać karne na gole, należy się wielki szacunek i uznanie. Można powiedzieć, że odwala za kolegów mokrą robotę, której wielu nie chciałoby wykonywać, gdyż w tym przypadku pociągając za cyngiel, nie można się pomylić. 
 

Zbyt duży kredyt zaufania

Czy wszyscy zawodnicy mogą powiedzieć, że dobrze wykonali robotę? Czy zasłużyli na występy w tym zespole?  Niestety nie wszyscy – powinna brzmieć odpowiedź.  Niektórzy obdarzani byli zbyt dużym kredytem zaufania, mimo iż  zawodzili w kolejnych meczach.  Jest takie powiedzenie: „Choćbym nie wiem jak mocno chłostał osła, nigdy on się nie stanie wierzchowcem wyścigowym”. Krótko mówić – niektórzy piłkarze grający na tym poziomie pewnego pułapu (umiejętności, cech wolicjonalnych, zmysłu taktycznego itp.) nie przeskoczą, choćby stawali na uszach. Muszą to zrozumieć, zwłaszcza sternicy klubu, którzy ich zatrudniają.
 

Lekcje do głębokich przemyśleń

Nie popadałbym jednak w przesadny pesymizm. Takie lekcje się przydają. Muszą posłużyć jako pretekst do głębokich przemyśleń. Wiemy, jak nie powinniśmy grać i jak możemy zagrać. Pytanie, czy mamy do tego wykonawców. O tym przekonamy się wiosną.

Stefan Leśniowski

Komentarze







Tabela - Liga okręgowa

Lp Drużyna Mecze Punkty
1. Jarmuta Szczawnica 13 33
2. LKS Szaflary 13 31
3. Wiatr Ludźmierz 13 29
4. Huragan Waksmund 13 25
5. Zalesianka Zalesie 13 22
6. Babia Góra Lipnica Wielka 13 21
7. Czarni Czarny Dunajec 13 19
8. AKS Ujanowice 13 18
9. Wierchy Pasierbiec 13 16
10. Granit Czarna Góra 13 16
11. Turbacz Mszana Dolna 13 11
12. Jordan Jordanów 13 11
13. Krokus Przyszowa 13 10
14. Laskovia Laskova 13 0
zobacz wszystkie tabele

Terminarz

zobacz więcej
reklama