10.09.2020 | Czytano: 4402

Andriej Gusow. Tak jeszcze nie pracowałem

Kibice Nowego Targu wierzą, że doprowadzi Podhale do sukcesów, zbuduje taką drużynę, w jakiej występował w latach 90 – tych. Tego wypada mu życzyć.



 
Szkoleniowiec Podhala Andriej Gusow ma bogate CV – jako zawodnik i jako trener. W 1990 w barwach Chimika Nowopołock zdobył mistrzostwo Białorusi i srebrny medal z Kieraminem Mińsk. Uczestnik trzech mistrzostw świata w barwach Białorusi.   Hokejową przygodę w naszym kraju rozpoczynał w Podhalu, z którym trzy razy wywalczył tytuł mistrza Polski, a z KTH Krynica sięgnął po brąz. Podczas występów w Nowym Targu jego partnerem w ataku był rodak Andriej Prima. Tworzyli bramkostrzelny duet, który w najważniejszych meczach potrafił wziąć ciężar gry i odpowiedzialności na swoje barki.  
 
Jako szkoleniowiec wywalczył mistrzostwo kraju z Kieraminem Mińsk i  Szachciorem Soligorsk oraz Puchar Białorusi z Kieraminem Mińsk i Puchar Spenglera z Dynamo Mińsk. W naszym kraju doprowadził dwa razy do tytułu mistrz Polski GKS Tychy, a i przy trzecim triumfie drużyny z piwnego miasta, w poprzednim sezonie, miał wielki udział, bo przez większą część sezonu był jej szefem i przygotowywał do rozgrywek. Pod jego batutą tyszanie wygrali mecz w Lidze Mistrzów i było to historyczne wydarzenie, bo była to  pierwsza wygrana zespołu z Polski w tych rozgrywkach. Wygrał z tyszanami Puchar Polski i Superpuchar. Pracował z kadrą Białorusi U 18 i U 20, a później przeszedł do pracy w sztabie seniorskiej reprezentacji tego kraju. Od sierpnia został szkoleniowcem „Szarotek”.
 
- Chyba nie przypuszczałeś, że  z takimi zawirowaniami zetkniesz się podczas przygotowań do sezonu?
 
- Mówiąc szczerze nie miałem żadnych przygotowań. Najpierw jedna moja kwarantanna po przyjeździe, później druga, zawodnicy też na niej przebywali. W okresie przygotowawczym pracowaliśmy z młodzieżą. Nie zdążyliśmy popracować nad taktyką, bo nie było z kim, nie było też czasu i możliwości. Niestety związek nie poszedł nam na rękę i  nie chciał przełożyć nam pierwszych ligowych spotkań.

- Dwa sparingi to zdecydowanie za mało jak na  okres przygotowawczy?
 
- W klubach, w których pracowałem  grałem osiem, dziesięć sparingów w trakcie okresu przygotowawczego. Miałem zawsze dograny  turniej z dobrymi drużynami. Oczywiście, że dwa spotkania kontrolne to zdecydowanie za mało. Nie potrafię w tej chwili nawet powiedzieć, kto w tej drużynie jest liderem. Kto potrafi pociągnąć zespół w trudnych chwilach, bo pół roku zawodnicy nie grali w hokeja, a później połowa  z nich chorowała.
 
- Jaki cel stawiasz przed drużyną?
 
- Każdy sportowiec przystępując do rywalizacji chce zwyciężać. Nie wyobrażam sobie innego podejścia.  Wychodzi się  na mecz po to, by wygrywać. Każdy zawodnik to rozumie.  Każdy kibic tego wymaga od zawodników. Dlatego  niekoniecznie trzeba stawiać drużynie cele. Problemem jest inny.  Nie  wiadomo kogo na co stać. Rozmawiam z chłopakami i jednemu brakuje powietrza, drugi narzeka na ciężkie nogi. Nie wszystko od nich zależy. Będziemy starali się jak najszybciej  doprowadzić ich do formy. W takiej sytuacji jeszcze nie pracowałem, nigdy nie rozpoczynałem sezonu z tyloma niewiadomymi. Jest więcej znaków zapytania, niż odpowiedzi. To będzie moja pierwsza taka przygoda z hokejem.
 
Stefan Leśniowski
 

Komentarze







reklama