10.07.2019 | Czytano: 2506

Wachlarz OCR-owych umiejętności okiem Roberta Krzystyniaka i Dawida Hajnosa (+zdjęcia)

Mistrzostwa Europy OCR w Gdyni były spektakularnym widowiskiem! Pot, pokonywanie własnych słabości, mocna adrenalina i tor przeszkód – to elementy naprawdę dobrej zabawy, które gwarantują satysfakcję i zasilają zawodników endorfinami na długo.

Świetne wyniki osiągnął Robert Krzystyniak, który startował w kategorii wiekowej 45-49 – okazał się bezkonkurencyjny. Z kolei Dawid Hajnos brał udział w prestiżowej kategorii Elite i uplasował się na trzeciej pozycji.

- Jak wrażenia po ME OCR?

Robert Krzystyniak: - ME organizowane w tym roku przez OCR Polska przygotowane zostały bardzo profesjonalnie. Świetna trasa, bardzo dobre oznaczenie, przeszkody z roku na rok coraz trudniejsze. Sporo z nich było usytuowane na Narodowym Stadionie Rugby oraz w jego bezpośrednim sąsiedztwie, co czyniło zawody bardzo widowiskowymi dla oglądających. Zawody zorganizowane na światowym poziomie, ceremonia otwarcia – bardzo wzruszająca. Naprawdę wielki szacun dla wszystkich, którzy ciężko nad tym pracowali.
Dawid Hajnos: - Wrażenia są bardzo pozytywne. Osiągnięty wynik w pełni mnie zadowala. Tym bardziej, że udało mi się spełnić mój cel, jakim było podium na mistrzowskiej imprezie w elicie. Szczerze myślałem, że nie zrobię tego tak szybko, ponieważ trenuję dopiero dwa lata tę dyscyplinę.

- Co dzieje się w głowie, kiedy jest się już na trasie?

R.K.: - Przed każdymi zawodami organizatorzy publikują mapę trasy i informacje o każdej z przeszkód – wiedziałem mniej więcej, czego się spodziewać. Obie trasy bardzo wymagające, o czym świadczy fakt, że na jednej z przeszkód „Bizonie” ok. 400 zawodników oddało opaski. Chętni, którzy chcą wystartować w ME muszą uzyskać kwalifikacje – są to ludzie biegający na światowym poziomie. Wszystkie przeszkody znałem, co nie zmienia faktu, że jeden błąd, czyli konieczność powtarzania przeszkody może przekreślić moje szanse na medal. W głowie miałem tylko „rób swoje!”. Na trasie wspierali mnie kibice, dzięki czemu wiedziałem, na której pozycji jestem i ile mam przewagi nad drugim zawodnikiem. Pozostało tylko dowieść to do końca i z chłodną głową podchodzić do przeszkód.
D.H.: - U mnie jest to bardzo proste. Mam przed sobą trasę, którą muszę pokonać jak najszybciej i skupiam się na tym, aby odpowiednio rozłożyć siły.

- Która trasa była najtrudniejsza?

R.K.: - Najtrudniejsza trasa to 15 km, 69 przeszkód i to nie tzw. potykaczy, jak to określają biegacze OCR, ale prawdziwych przeszkód siłowych, wszystko na ręce. Ok. 700 m przewyższenia nad morzem – tego raczej nikt się nie spodziewał, ale dla nas, na co dzień trenujących na świętej górze biegaczy – Turbaczu, idealne warunki.
D.H.: - Akurat startowałem tylko 5 km, ponieważ stwierdziłem, że na ten bieg poświęcę wszystkie siły, aby osiągnąć upragniony cel i tak się właśnie stało. Ogólnie moje przygotowania były skupione na krótkim dystansie.

- Z roku na rok zainteresowanie biegami przeszkodowymi rośnie, co widać po ilości zawodników startujących w OCR. Jak myślicie – czym jest to spowodowane?

R.K.: - Dyscyplina, jaką są biegi z przeszkodami, jest bardzo widowiskowa. Każdy, kto raz spróbuje, na pewno wróci na kolejne zawody. Świetnym pomysłem w Gdyni były zawody dla dzieci. Myślę, że wiele z nich zajawiło się na OCR-y i rośnie nam konkurencja.
D.H.: - Przede wszystkim ta dyscyplina jest bardzo młoda i tak jak każda potrzebuje trochę czasu, aby nabrać rozpędu, a potencjał ma wielki, ponieważ jest to sport, który sprawdza bardzo szeroki wachlarz umiejętności. Nie wystarczy dobrze biegać, czy regularnie chodzić na siłownię. Musisz swoje ciało doprowadzić do ogólnej sprawności, aby osiągnąć sukces. Myślę, że nowe osoby, poznające ten sport, bardzo to ciekawi.

- 4 tys. zawodników i Wy na czele – czujecie się spełnieni?

R.K.: - Czy czujemy się spełnieni? Na pewno cieszy fakt, że ciężka praca daje widoczne efekty, również dla sponsorów, którzy inwestują w naszą drużynę i dzięki nim możemy podróżować po całej Europie i sprawdzać się w zawodach z najlepszymi biegaczami. Przed nami Mistrzostwa Świata, które odbędą się ponownie w Londynie.
D.H.: - Tu nie chodzi o liczbę zawodników, a raczej o rangę imprezy. Były to Mistrzostwa Europy, a więc przyjechali najlepsi. W ten sposób mogę czuć się naprawdę spełniony.

- Ile wylanego potu i km trzeba zrobić tygodniowo, żeby osiągać takie wyniki jak Wy?

R.K.: - Każdy z zawodników Gorącego Potoku pracuje zawodowo, więc na treningi nie pozostaje zbyt wiele czasu. Mimo to staram się 5 razy w tygodniu zrobić trening biegowy ok. 10 km oraz trening siłowy. Dzięki pomocy z CrossFit Percepcja udało nam się poprawić technikę i zbudować siłę.
D.H.: - Jako amator nie mam dużo czasu na to, żeby trenować tak często, jakbym tego chciał. Treningi wykonuję przed lub po pracy, a więc nie jest też tego dużo. Nie chcę zajechać organizmu, bo moja praca zawodowa jest również fizyczna. Staram się 4 razy w tygodniu wykonać treningi z elementami biegu, ćwiczeń siłowych i z przeszkodami, które są kluczem do osiągnięcia sukcesu w tym sporcie.

- Jakie macie dalsze plany?

R.K.: We wrześniu chcemy wystartować w Mistrzostwach Polski, które odbędą się w Radotkach, a następnie Mistrzostwa Świata w Londynie, a dalej – czas pokaże. Z tego miejsca chciałbym podziękować sponsorom, bez których nie moglibyśmy spełniać naszych OCR-owych marzeń i rozwijać się: Gorący Potok, gmina Szaflary – Serce Podhala i firma Kantor z Czarnego Dunajca. Dziękuję również „Proformakowi”, który uwiecznia nasze wyczyny na filmach, a możecie je zobaczyć na YouTube’ie.
D.H.:- Oczywiście są to Mistrzostwa Polski we wrześniu oraz Mistrzostwa Świata w październiku. Podobny scenariusz mile widziany. Dziękuję bardzo moim sponsorom: Gorącemu Potokowi za pomoc finansową, bez której nie byłoby tego sukcesu.

Aneta Opyd
Zdjęcia archiwum zawodników
 

Reklama

Komentarze





reklama