06.12.2009 | Czytano: 1343

„Taddy” twardziel

Z Genui, na torze Armando Dazzi, gdzie rozgrywana była druga runda Pucharu Świata w halowym enduro, napłynęły miłe wieści dla sympatyków tego sportu w kraju. Nowotarżanin, Tadeusz Błażusiak, zawodnik fabryczny KTM, zdominował Grand Prix Włoch. Wszyscy obawiali się o jego zdrowie po wypadku w Las Vegas. „Taddy” to twardziel i tylko tacy motocykliści mogą odnosić sukcesy.

Genua już od kilku miesięcy żyła tym wydarzeniem. Portale internetowe codziennie zasypywały świeżymi wiadomościami. Najwięcej rozpisywały się oczywiście o Polaku, który w tej chwili jest niekwestionowanym królem ekstremalnego enduro. Szukały jednak jeźdźca, który mógłby go pokonać. Papierowi herosi pozostali tylko papierowi.

Polak pojechał perfekcyjnie, mimo kontuzji kolana („pamiątka” z finałowej rundy Mistrzostw Ameryki w Las Vegas). Zaczęło się od czasówki, w której Polak „wykręcił” rekordowy czas okrążenia. Jako jedyny z całej stawki przełamał granicę 1 min. i 20 sekund! Rewelacyjny czas - 1:15.969. Kolejny był Szwed Joachim Ljungren z czasem 1:20.506. Następnym etapem był awans do finału. Tu „Taddy” również nie zawiódł i pewnie wygrał kwalifikację zostawiając drugiego w swojej grupie kwalifikacyjnej, starego znajomego z trialowych tras, 7- krotnego mistrza świata - Dougiego Lampkina 32 sekundy z tyłu.

Po tak dobrym początku zawodów przyszedł czas na trzy wyścigi finałowe. Pierwszy należał do Polaka. Tadeusz objął prowadzenie po rewelacyjnym starcie i nie oddał go aż do linii mety. Drugi start również zakończył się zwycięstwem Tadeusza, ale jego przebieg nie był tak łatwy jak pierwszy. Błażusiak wystartował drugi z bramki, za zeszłorocznym zwycięzcą Pucharu Świata Ivanem Cervantesem. Na jednym z zakrętów, gdy Polak przymierzał się do wyprzedzenia Cervantesa, dostał prosto w kask ogromną ilością błota, które wyleciało spod rozpędzonego motocykla Cervantesa. Błoto szczelnie zakleiło gogle Błażusiaka, który „oślepiony” przestrzelił zakręt i ponieważ nie mógł sobie pomóc prawą nogą w zakręcie (Tadeusz jechał z kontuzjowanym kolanem – naderwane wiązadła) z pełnym impetem uderzył w ziemię na ostrym kamienistym zakręcie. Ten upadek kosztował Tadeusza spadek o kilka pozycji. Jednak jak na twardego górala przystało Tadeusz szybko pozbierał się  i zaczął gonić liderów. Pościg był imponujący. Widzowie oglądali go na stojąco. Finisz „Taddy’ego” zapierał dech w piersiach. . Błażusiak przy potężnym wiwacie publiczności pierwszy przejechał linię mety.

Trzeci finałowy bieg również należał do Polaka, który wystartował z bramki na drugiej pozycji, a następnie bezpiecznie objął prowadzenie spokojnie dowożąc je do mety.

- Nie chcę narzekać, ale start w Pucharze Świata z bardzo bolesną kontuzją kolana nie jest łatwy – mówi Tadeusz Błażusiak. – Nie był to dla mnie łatwy start. Dwa tygodnie nie siedziałem na motorze i cały ten czas przeznaczyłem na rehabilitację kolana. Dlatego wygrana wszystkich trzech finałów jest dla mnie wielką radością. Nie czułem się rewelacyjnie podczas pierwszego trening na czas, ale po krótkiej chwili złapałem rytm i wszystko zagrało idealnie. Szczerze mówiąc naprawdę dużym wyzwaniem dla mnie były wszystkie prawe zakręty, ponieważ nie mogłem używać prawej kontuzjowanej nogi. Na pewno bardzo pomogły mi moje starty. Ogólnie jestem bardzo zadowolony. W następnym tygodniu wylatuję na miesiąc do Australii. Pierwsze dwa tygodnie przeznaczam na rehabilitację kolana, a następnie „zaatakuję” australijskie tory motocrossowe.

Klasyfikacja Grand Prix Włoch:
1. Tadeusz Błażusiak (Polska, KTM),
2. Ivan Cervantes (Hiszpania; KTM),
3. Joakim Ljungern (Szwecja; Husaberg).

Klasyfikacja generalna Pucharu Świata (po dwóch rundach):
1. Tadeusz Błażusiak - 90 pkt.
2. Ivan Cervantes - 58 pkt.
3. Joakim Ljungren - 44 pkt.

Stefan Leśniowski

Komentarze









reklama