Takie mecze nie mają sensu w ekstraklasie. Triumfatorki mogły tylko poćwiczyć zdobywanie goli i cieszyć się z indywidualnych statystyk. Jakiś innych wariantów gry nie mogły przećwiczyć, bo rywal był naprawdę bardzo, ale to bardzo był słaby. Za wielki wyczyn można było uznać, gdy zdołał wybić piłeczkę poza swoją strefę.
O wiele ciekawiej było w konfrontacji drugiego zespołu, zbudowane głównie na juniorkach. W Trzebini stoczyły dwa zacięte boje, które do ostatnich sekund trzymały widzów w niepewności. Górali już w 6 minucie sobotniej potyczki objęły prowadzenie i utrzymywały go aż do 33 minuty. Wtedy stało się nieszczęście. Gospodynie wyrównały z karnego, a 29 sekund później wyszły na prowadzenie. Mało tego. Po kolejnych 13 sekundach prowadziły już 3:1, po samobójczym strzale. Przyjezdne wyrównały w 49 minucie, ale odpowiedź gospodyń była niemal błyskawiczna. Ta bramka okazała się rozstrzygająca.
- Pozytywnie oceniam występ mojego zespołu – mówi trener MMKS, Arkadiusz Pysz. – Pierwsza odsłona pod nasze dyktando. Mieliśmy swoje okazje, w tym trzy do pustej bramki. Nie wpadło i w drugiej tercji do głosu doszły gospodynie. Trzecia odsłona wyrównania. Mam na nadzieję, że dziewczęta wyciągną wnioski i jutro będzie lepiej. Udanie zadebiutowała w bramce Hobot.
Rewanż to kolejna huśtawka nastrojów. Nowotarżanki prowadziły 2:1 na początku drugiej tercji, ale miejscowe szybko odpowiedziały dwoma trafieniami. Najbardziej żądliła góralki Ludwiczak, która zdobyła wszystkie trzy gole. Na drugą przerwę gospodynie schodziły z dwubramkowym prowadzeniem, ale początek trzeciej części należał do podopiecznych Arkadiusza Pysza. Jego córka Gabriela i Buczek w 45 minucie sprawiły, iż mecz zaczynał się od nowa. Chwilę później Buczek zdobyła gola w osłabieniu, a 52 minucie jej zespól prowadził już różnicą dwóch bramek. Gdy w 56 minucie Pysz po raz kolejny zmusiła do kapitulacji miejscową golkiperkę stało się jasne, że podopiecznym Arkadiusza Pysza udał się rewanż.
- Dziewczęta bardzo fajnie zagrały, zwłaszcza ostatnią odsłonę. Dobrze w bramce zaprezentowała się Dynda. Same plusy po tym występie, a z każdym mecze będzie lepiej – podsumował Arkadiusz Pysz.
MMKS Podhale I Nowy Targ – LUCE Bielsko Biała 34:0 ( 12:0, 8:0, 14:0) i 49:0 (21:0, 11:0, 17:0)
Bramki dla Podhala: Bialoń 6, Krzystyniak 5, Rokicka 4, Siuta 3, Piekarczyk 3, Kubowicz 3, Bugajska 2, Fuła 2, Bryniarska 2, Jasion, Węgrzyn, Rogala, Dunaj (I mecz); Białoń 10, Fuła 8, Kubowicz 8, Krzystyniak 6, Rogala 5, Dunaj 4, Siuta 3, Rokicka 3, Piekarczyk 2 (II mecz).

MMKS Podhale I: Jachymiak (Niemiec) – Piekarczyk, Siuta, Bryniarska, Fuła, Bugajska, Dunaj, Krzystyniak, Rogala, Kubowicz, Węgrzyn, Rokicka, Jasion, Białoń. Trener Jacek Michalski.
PUKS Trzebinia – MMKS Podhale II Nowy Targ 4:3 (0:1, 3:1, 1:1) 5:7 i (1:1, 3:1, 1:5)
Bramki dla Podhala II: Timek, Florczak, Pysz (I mecz); Pysz 2, Buczek 2, Osmala, Kowalczyk, Panek (II mecz).

MMKS Podhale: Hobot (Dynda) – Timek, Florczak, Kłak, Mamak, Panek, Ulman, Kowalczyk, Jałoszyńska, Gruszczak, Krztystyniak, Pysz, Gajewska, Buczek, Pudzisz, Osmala. Trener Arkadiusz Pysz.
Stefan Leśniowski
Zdjęcia Szymon Pyzowski










