05.06.2017 | Czytano: 1515

Mistrzostwo Europy „rozbójnika” w nowym modelu

To były bardzo udane mistrzostwa Starego Kontynentu. Dorobek polskiej ekipy to w sumie pięć medali. Wynik w słoweńskiej miejscowości Tacen przejdzie do historii polskiego kajakarstwa salonowego.

- Nigdy wcześniej nie mieliśmy nie tylko złotego, ale w ogóle żadnego medalu w konkurencji królewskiej, a nasz kontynent rządzi w K-1. Były dotychczas medale w zespołach, ale nie indywidualnie - wyjawia nasz ekspert, Józef Dyda.

Mateusz Polaczyk to dwukrotny wicemistrz świata (2011, 2015), ale dopiero w tym roku został mistrzem Europy w najbardziej prestiżowej konkurencji. W igrzyskach olimpijskich w Londynie był czwarty, a przed rokiem w Rio de Janeiro nie wystartował, przegrał rywalizację z młodym Maciejem Okręglakiem.

- Nie było czasu na rozpamiętywanie przegranej z Maćkiem ( razem trenowali i mówiło się, że wychował człowieka, który wyparł go z kadry na igrzyska – przyp. aut), bo w naszym teamie cięgle mieliśmy coś do roboty. Dokonaliśmy kilku zmian w przygotowaniach, teraz każdy z kadry pracuje osobno – tłumaczy Mateusz Polaczyk.

- Ten sukces podbuduje Mateusza po ubiegłorocznym niepowodzeniu. Potrzebujemy takich rozbójników z Pienin – powiedział prezes PZKaj, Tadeusz Wróblewski.

- Nie ukrywam, że z dużym zainteresowaniem oczekiwałem rozstrzygnięć mistrzostw Europy. Z uwagi na zmiany jakie nastąpiły w zarządzie PZKaj, a co za tym idzie i systemie szkolenia – przyznaje Józef Dyda. - W grudniowych wyborach prezesem wybrany został Tadeusz Wróblewski, który już tę funkcję pełnił w latach 1992 – 2005. Moim zdaniem ten człowiek gwarantuje równe traktowanie kajakarstwa klasycznego i slalomowego. Lubi pojechać w teren, spotykać się z samorządami, załatwiać i rozstrzygać nie zawsze łatwe sprawy. Wiceprezesem do spraw kajakarstwa slalomowego wybrany został Bogdan Popiela. To nowosądecki przedsiębiorca, znakomity przed laty zawodnik, ojciec kajakarza Dariusza. Bogdan to niezwykle pracowity, konsekwentny i skuteczny w swych działaniach człowiek. Konkurs na dyrektora sportowego związku wygrał, pochodzący z Nowego Sącza, były wicemistrz świata w kajakowym slalomie Wojciech Kudlik. Panowie ostro zabrali się do pracy. Podjęto decyzję o pracy w trzech trenerskich ośrodkach. Dwa krakowskie ( trenerzy Janusz Żebracki i Zbigniew Miązek) i jeden nowosądecki (trener Bogdan Okręglak). W każdym ośrodku z trenerami głównymi współpracują odpowiedzialni za poszczególne konkurencje trenerzy. Pełna realizacja założeń treningowych w okresie przygotowawczym, później cykliczne konsultacje, na które powoływani byli również zawodnicy spoza czołówki, gwarancje sprzętowe, no oczekiwania na wyniki. Jedna jaskółka wiosny nie czyni, ale czy dobre wyniki na ME to nie zapowiedź równie dobrych wyników na kolejnych zawodach? - zauważa Józef Dyda.

Biało –czerwoni odczarowali mistrzostwa Europy w wielkim stylu. Mateusz Polaczyk wywalczył złoty medal, a Dariusz Popiela srebrny w najbardziej prestiżowej i najliczniej obsadzonej konkurencji K – 1.

- Darek dwukrotnie był blisko podium, bo zajmował czwarte miejsce. Mateusz zaryzykował w Tacen. Od 2010 roku pływał na jednym modelu, pomimo namawiania przez ojca i rodzeństwo na zmianę – wyjawia Józef Dyda. - W Tacen popłynął na nowym. Zaryzykował, bo testował go tylko na treningach, a nie na zawodach. Opowiadał mi o tym brat Mateusza, Grzegorz. Nowy model trudniej poddaje się gestom zawodnika, gorzej się wcina w wodę, jest bardziej „gładki” i gwarantuje płynność jazdy. Trzeba zaznaczyć, że wykonawcą kajaka jest senior rodziny Polaczyków, Krzysztof.

- Na mistrzostwa zabrałem dwa kajaki, stary i nowy. Chciałem na miejscu zdecydować, na którym popłynę. Gdy wsiadłem do nowego, już wiedziałem, że pasuje mi idealnie i nie chcę wracać do starego – zdradza nowo upieczony mistrz Europy.

Mateusz z Darkiem Popielą i Maćkiem Okręglakiem zdobyli również brązowy medal w konkurencji K – 1 x 3. Znakomity występ zanotowali na pochodzący z Krościenka bracia Andrzej i Filip Brzezińscy.

- Srebrny medal to spore osiągnięcie – twierdzi Józef Dyda. - Czwartą lokatę zajęli Marcin Pochwała i Piotr Szczepański, a szóstą Grzegorz Majerczak i Michał Wiercioch ze Szczawnicy. Wymieniona szóstka zdobyła srebro w konkurencji zespołowej C-2 x 3. Szkoda, że ta przepiękna i bardzo widowiskowa konkurencja nie będzie już konkurencją olimpijską. Mówiąc o znakomitych występach, trzeba również wskazać na te słabsze. Dla mnie niespodzianką in minus jest nie przebrnięcie przez kwalifikacje zawodników w konkurencji C-1 mężczyzn. Podobnie, liczyłem na wyższe lokaty Joasi Mędoń i Agnieszki Pacierpnik w K-1. Dziewiąta lokata młodziutkiej Klaudii Zwolińskiej, w tej konkurencji, zasługuje na słowa uznania. Jestem jednak pewien, że na następnych zawodach będzie już lepiej. Sromotną porażkę ponieśli Słowacy. Przed niedzielnymi finałami w C-1 mężczyzn byli bez medalu. Dopiero zwycięstwo Aleksandra Slafkovskiego sprawiło, że Słowacy wrócili z mistrzostw z jednym medalem. Dla przypomnienia w ubiegłorocznych mistrzostwach świata Słowacy zdobyli 4 złote, 1 srebrny i 2 brązowe medale. Dzisiaj słowackie media nie szczędzą słów krytyki pod adresem swoich zawodników. Teraz oczekiwać będziemy na wyniki z zawodów Pucharu Świata. Pierwsze już za dwa tygodnie w Pradze. Ściskamy kciuki – zakończył Józef Dyda.

Stefan Leśniowski
Zdjęcia nadesłane przez Marię Ćwiertniewicz

 

Reklama

Komentarze





reklama