24.04.2017 | Czytano: 4846

Ryszard Szawernoga: Anonimowi już nie jesteśmy

- Gdyby nie ten człowiek, to o siatkówce byłoby cichutko na Podhalu. Gdyby nie jego zapał i ogromna pasja – powiedział Piotr Pagacz o Ryszardzie Szawernodze, trenerze 2016 roku w Plebiscycie Sportowego Podhala i Podhala 24.


- Spodziewał się pan, że zostanie najlepszym trenerem 2016 roku?

- Było to dla mnie ogromne zaskoczenie, zważywszy na rywali jakich miałem w konkursie, doświadczonych i z dużymi osiągnięciami. Nagrodę odbieram jako wyróżnienie dla całego siatkarskiego środowiska na Podhalu. Ten tytuł w pewnym sensie odzwierciedla popularność konkretnej dyscypliny. W Polsce siatkówka jest zaraz za piłką nożną, mam nadzieję, że taki status uzyska także u nas.

- Zawód trenera jest jak kaskadera. Dzisiaj się jest na szczycie, jutro można z niego spaść i mocno się potłuc? Czy tak jest również na tym poziomie rozgrywkowym?

- Nie sądzę. To są rozgrywki wojewódzkie, które rządzą się swoimi prawami. Właściwym celem większości rywalizujących zespołów jest ogrywanie zdolnej młodzieży. Myślę, że dopiero od poziomu rozgrywek centralnych można spotkać się z taką sytuacją, o której pan mówi.

- Skąd pomysł, by zbudować drużynę siatkarską akurat w Rabie Wyżnej?

- Zespół w Rabie Wyżnej był jedyną szansą na przetrwanie żeńskiej siatkówki na naszym terenie. Zaczęło się wszystko w Rabce cztery sezony temu, kiedy zgłoszono do IV ligi TKKF Carlinę. Dla praktycznie wszystkich zawodniczek były to pierwsze kroki w rozgrywkach organizowanych przez MZPS. Miejsce jakie zajęliśmy dalekie było od ideału, ale tak naprawdę wszystkiego się uczyliśmy. Warunki organizacyjne nie były złe, ale brakowało klimatu na siatkówkę i chyba też trochę zaufania. Ostatecznie podjęto decyzję o wycofaniu zespołu. Dowiedziałem się o tym już po rozpoczęciu wstępnych przygotowań, więc nie mogłem pozwolić, by praca dziewcząt poszła na marne. Razem z prezesem SMS Aktywni podjęliśmy decyzję o przeniesieniu zespołu do Raby i w naszym drugim sezonie zajęliśmy pierwsze miejsce w IV lidze. Cóż… Mogą teraz żałować w Rabce…

- Piotr Pagacz, siatkarska ikona trenerska na Podhalu, powiedział, że gdyby nie pan, to dzisiaj byłoby cichutko o siatkówce na Podhalu? Podhale byłoby białą plamą na siatkarskiej mapie.

- Bardzo cieszą takie słowa, szczególnie od postaci, która tak wiele zrobiła dla siatkówki w Nowym Targu. Gdy kilka lat temu zostałem namówiony przez znajomego na kurs trenerski, to najważniejszym z moich celów była promocja siatkówki w regionie, w którym z niezrozumiałych dla mnie przyczyn, ta jedna z najpopularniejszych gier zespołowych, wymarła. Myślę, że jako SMS Aktywni promujemy dyscyplinę jak najlepiej możemy. Zainteresowanie naszymi meczami, jak na standardy trzeciej ligi kobiet, jest bardzo duże. Mamy zagorzałych fanów, którzy potrafią jechać z nami ponad 100 kilometrów i naprawdę żywiołowo dopingować. Coś naprawdę fantastycznego. Szkoda, że w Nowym Targu nie zrobiono wszystkiego, by utrzymać drużynę seniorów w trzeciej lidze. Zdecydowanie lepiej wyglądałoby, gdyby powiat miał reprezentanta także w lidze męskiej. Najmilej wspominam mecze, w których dopingowały nas dziewczynki i chłopcy z KS Gorce. Po to między innymi muszą istnieć zespoły seniorskie, by dzieciaki miały okazję na żywo poobserwować siatkówkę.

- Pana drużyna z roku na rok pnie się wyżej. Miniony sezon zakończyła w grupie finałowej bijącej się o prawo gry w barażach do drugiej ligi. Czy w nowym sezonie można się spodziewać jeszcze lepszych rezultatów? Jakie warunki muszą być spełnione, by siatkówka w Rabie Wyżnej była topowa?

- Grupa finałowa walczy o mistrzostwo województwa. Dopiero dwa czołowe zespoły uzyskują prawo udziału w turniejach barażowych o wejście do ligi centralnej jaką są już rozgrywki drugiej ligi. Droga do niej jest więc długa, a różnica poziomów spora. W tym sezonie z zajętego miejsca można być naprawdę bardzo zadowolonym. W grupie finałowej zespół z czwartej lokaty zdobył 10 punktów, my uplasowaliśmy się na szóstym miejscu z dziewięcioma. Potrafiliśmy powalczyć z hegemonem z Krakowa, a z Popradem Stary Sącz wygrać. Potencjał jest, brakuje jednak w regionie zawodniczek na poziomie trzecioligowym. Ławka w tym sezonie, zresztą podobnie do poprzedniego, była bardzo krótka, co się mściło w niektórych spotkaniach. To jest największy problem. Młodzież dopiero rośnie, a te zawodniczki, które mogłyby jeszcze nam pomóc, albo z różnych przyczyn nie mogą, albo nie chcą. Z roku na rok zajmujemy lepsze lokaty, więc coraz bardziej ten problem jest odczuwalny.

- Czyli najważniejsze jest szkolenie?

- Tak dokładnie. Mamy grupę młodziczek, które w przyszłym roku być może zgłosimy do rozgrywek młodzieżowych. Trenują zaledwie drugi rok, lecz od czegoś trzeba zacząć. Mam nadzieję, że uda się uruchomić grupy młodsze, lecz do tego trzeba szkoleniowców. To jest kolejny problem, by siatkówka nie tylko w Rabie, ale na Podhalu była topowa. W Nowym Targu jest Kasia Krasińska i Karol Majewski, którzy wykonują fantastyczną robotę. Znam ludzi, którzy mogliby zaangażować się w projekt budowania siatkówki w regionie, gdyby tylko chcieli. Ponadto potrzebujemy jeszcze większego zaangażowania rodziców i władz samorządowych, które mam nadzieję, że nie przegapią sytuacji, gdy w powiecie pojawiły się osoby chcące zrobić coś fajnego i mające sporo pasji w tym co robią. Niewykorzystanie tego potencjału będzie porażką powiatu i gmin, w których coś siatkarskiego się dzieje.

- Wielu trenerów narzeka, że praca z kobietami nie jest łatwa. Podziela pan opinię?

- Czasami jest rzeczywiście skomplikowana (śmiech), ale mnie się podoba. Z tym zespołem przeżyłem już chyba wszystko co można, całkowite spektrum emocji. Mam zazwyczaj dużo cierpliwości, a to jest konieczne w tym przypadku. Praktycznie nie pracowałem z mężczyznami, ale, co łatwo można zauważyć, w siatkówce kobiet ogromną rolę podczas meczu odgrywa motywacja, emocje i psychika. Czasami gubią się gdzieś wytrenowane schematy i zachowania, a trening nierzadko nie ma całkowitego przełożenia na mecz. Kto odkryje jak to się dzieje w siatkówce kobiet, że można prowadzić 22:12 i przegrać seta, albo raz wysoko wygrać, by kolejną partię wysoko przegrać. Wtedy będzie naprawdę bardzo dużo wiedział.

- Którego z trenerów siatkówki pan podziwia i może czerpie z jego pomysłów?

- Szczerze powiedziawszy nigdy się nad tym nie zastanawiałem. Uważam, że dużo dobrego dla polskiej siatkówki zrobił Raul Lozano, który wraz ze swoim sztabem wprowadził nas na inny poziom. Sam jestem zafascynowany amerykańską myślą szkoleniową i ich profesjonalizmem. Kraj, w którym istnieje praktycznie tylko liga akademicka od lat znajduje się w topie reprezentacji narodowych. Z czegoś musi to wynikać. Gruntownie przygotowani trenerzy, pracujący na uniwersytetach w komfortowych warunkach, gdzie nie występuje sytuacja, że jedna osoba jest od wszystkiego. Trochę tego jeszcze na naszym podwórku brakuje, oczywiście na regionalnym poziomie. U nas sytuacja jest szczególnie trudna, bo, jak już wspominałem, nie ma zbyt dużo ludzi, którzy rozumieją siatkówkę. Daleko nam jeszcze do powiatu wielickiego, Sącza czy Kęt, ale potrafimy grać, co udowodniliśmy, a młodzież też mamy naprawdę zdolną. Powoli się rozwijamy i mam nadzieję, że niedługo region będzie naprawdę silny, bo anonimowi w województwie już nie jesteśmy.

Stefan Leśniowski
 

Reklama

Komentarze





reklama