Nowotarżanki źle rozpoczęły walkę o złoto. Jakby wystraszone atmosferą wielkiego widowiska, gorącym dopingiem gdańskich kibiców. Gospodynie niesione na jego fali prowadziły 3:0, a na pierwszą przerwę schodziły prowadząc 4:1. Ale się nie poddały. Zdołały doprowadzić do stanu 4:3 i… Mroch nie wykorzystała karnego. Czyżby przełomowy moment? Nie. Gospodynie szybko odskoczyły na dwie bramki. Góralki też nie zdobyły gola z karnego (Węgrzyn).
Do 57 minuty wydawało się, że już nic ciekawego nie wydarzy się. Miejscowe atakowały, a rywalki nastawiły się na grę z kontry. Kontruderzenia nie miały jednak siły rażenia. Aż wreszcie niespełna 3 minuty przed upływem regulaminowego czasu wykorzystały grę w przewadze. Bohaterką ostatnich minut była Krzystyniak. Ona najpierw zdobyła kontaktowego gola, a minutę później doprowadziła do wyrównania i dogrywki.
Dodatkowy czas był szalony w wykonaniu obydwu drużyn. Widać było, że nerwy odgrywają ogromną role. Dużo strat piłek z obu stron, po których szyły ataki. W 65 minucie piłkę meczową miała Kubowicz, w sytuacja sam na sam nie zdołała pokonać gdańskiej bramkarki, a chwilę później na ławkę kar powędrowała Siuta i to był rozstrzygający moment meczu. Takiej szansy unihokeistki znad morza nie zmarnowały. Zdobyły gola na wagę mistrzostwa kraju. Podhale musi zadowolić się srebrnymi krążkami.
Energa Olimpia Gdańsk – MMKS Podhale Nowy Targ 7:6 D (4:1, 2:2, 0:2; 1:0)
Bramki dla Podhala: Kubowicz 2, Krzystyniak 2, Buczek, Timek.
Podhale: Jachymiak (Niemiec) – S. Lech, Grynia, Piekarczyk, Siuta, Fuła, Krzystyniak, Chowaniec, Leśniak, Timek, Kubowicz, Z. Lech, Florczak, Buczek, Węgrzyn, Rokicka. Trener Jacek Michalski.
Stefan Leśniowski










