Młody góral nie miał tremy, zagrał odpowiedzialnie z tyłu, a z przodu, zwłaszcza w trzeciej tercji, dał próbkę swoich możliwości w strzałach z dystansu. Dwa razy tak huknął, że w hali się zatrzęsło. Oba strzały oddane z piekielną siłą i minimalnie minęły bramkę. A jego zespół pokonał Włochów, głównie dobrą i skuteczną gra w ostatnich 20 minutach.
W pierwszej tercji Polacy posiadali inicjatywę, ale tak naprawdę nie stworzyli sobie klarownej sytuacji. Oddali dwa strzały, które zmusiły Roia do poważnej interwencji. W sumie odbił pięć krążków. Za to jego vis a vis Murray (debiut) dwanaście razy musiał interweniować. Włosi rzadziej gościli w naszej tercji, ale za to każdą akcję kończyli strzałem.
Gdy w drugiej tercji straciliśmy gola z karnego, bowiem pod bramką Marraya powstał taki kocioł, że jeden z zawodników „zamroził” krążek w polu bramkowym, wydawało się, że kolejne spotkanie przegramy. Tymczasem po 56 sek. wyrównaliśmy. Rompkowski strzałem z dystansu zaskoczył włoskiego golkipera.
W trzeciej tercji już tylko biało –czerwoni trafiali, którym wreszcie gra się kleiła. Zaczęli grać składniej i, co najważniejsze, uderzali z każdej pozycji.
Polska – Włochy 4:1 (0:0, 1:1, 3:0)
0:1 Andergassen (33:25 karny)
1:1Rompkowski – Wronka – Malasiński (34:21)
2:1Dziubiński – Wajda – Chmielewski (45:02)
3:1Urbanowicz – Dziubiński – Wajda (49:05)
4:1 Wajda – Chmielewski – Dziubiński (59:41 do pustej)
Polska: Murray – Rompkowski, Kruczek, Wronka, Zapała, Malasiński – Pociecha, Bryk, Drzewiecki, Pasiut, Szczechura – Ciura, Wajda, Chmielewski, Dziubiński, Urbanowicz – Wanacki, Jaśkiewicz, Sawicki, Galant, Kapica.
Stefan Leśniowski










