07.09.2016 | Czytano: 2210

Jedyna, „niesamowita” ( + statystyczne ciekawostki)

Z wielkimi kłopotami, ale rusza hokejowa ekstraklasa. Przynajmniej na dzisiaj inauguracja wyznaczona jest na 11 września, ale... Znając praktyki centrali.

Najlepsze ligi mają zadziwiać kibiców, by ci zapełniali hale i tym samym kluby miały „życie”. Muszą się w niej dziać niesamowite rzeczy. U nas też się dzieją. W naszej lidze słowo „niesamowite” ma jednak inne znaczenie. Nie chodzi w tym przypadku o genialne mecze, zapierające dech w piersiach akcje czy też gole, które obiegają światowe serwery. U nas „niesamowite” należy odczytywać jako nieprzewidywalność działaczy, ich pomysłów i zachowania. Bo może być normalne zjawisko skompletowania ligi niespełna dwa tygodnie przed rozpoczęciem zmagań? Czy nie jest absurdem, że trenerzy poznali terminarz rozgrywek dopiero 31 sierpnia? Nawet w ligach, o których mówi się u nas, że są słabe, jest to niemożliwe.

W centrali nikt nie słucha trenerów, a ci większości krytykują podział ligi, po dwóch rundach, na szóstkę mocną i resztę słabszą. Większość trenerów jest zdania, że w obecnej sytuacji dzielenie tabeli po dwóch rundach nie ma sensu.

- Taki podział graniczy z absurdem. Takimi decyzjami blokujemy możliwość rozwoju młodym zawodnikom. Kluby mają w swoim składzie wielu młodych graczy, którzy potrzebują sporej dawki gry z mocnymi. Jeśli tych drużyn zabrakłoby w szóstce, to dla wielu graczy sezon zakończy się już po dwóch miesiącach. Związkowi powinno zależeć, by kluby rozwijały i wychowywały zdolnych zawodników. Aby tak się stało muszą grać z lepszymi od siebie. To będzie też z korzyścią dla drużyny narodowej. Zagrajmy cztery rundy każdy z każdym, a potem najlepsza ósemka niech walczy w play-off, a dwie o utrzymanie. Wydaje mi się, że jest to najbardziej rozsądne rozwiązanie – przekonuje trener Podhala, Marek Ziętara.

Wtóruje mu kapitan „szarotek”, Jarosław Różański. - W sytuacji w jakiej znalazł się polski hokej dzielenie ligi na dwie grupy nie ma sensu. W zespołach jest dużo młodych graczy, którzy potrzebują ogrania się z najlepszymi, bo tylko wtedy podniosą swoje umiejętności. Zawodnik jeśli nie gra z mocnymi, nie robi postępu. Mam nadzieję, że ktoś pójdzie po rozum do głowy i przemyśli sprawę, chociaż jest już zdecydowanie za późno.

U progu sezonu kibic niewiele wie, co czeka go przez siedem miesięcy. Pytań jest więcej niż odpowiedzi. To, co działo się w poprzednich rozgrywkach, na ma żadnego znaczenia. Chociaż dwie ekipy wydają się być poza zasięgiem, przynajmniej na papierze. Personalnie i finansowo przewyższają pozostałe klubu. Chodzi o Cracovię, która ma przetarcie w Lidze Mistrzów i z tego względu dokonała- według niej – mocnych transferów. Tychy to drugi papierowy kandydat do tytułu. Działacze tego klubu nie szaleli na rynku transferowym tak jak krakowianie, ale mają stabilny skład i stabilną pozycję finansową.

Za to poszaleli w Opolu i Bytomiu. W mieście polskiej piosenki powstał całkiem nowy zespół, z nowym sztabem szkoleniowym. Jak mocny? Zweryfikuje liga. Do walki o czołowe lokaty chce włączyć się bytomska Polonia i też nie skąpiła gorsza na nowych zawodników. Kryzys w Jastrzębiu. Tutaj ratują się młodzieżą. Dzisiaj zapewne nie żałują, że postawili na szkolenie narybku. Po zagranicznych „gwiazdach” można było zapełnić powstałą wyrwę.

Jak zawsze niebezpieczna powinna być Unią, też przecież w tym klubie nie zasypiają gruszek w popiele i starają się produkować hokeistów. Wszyscy zastanawiają się jak prezentować się będzie wizytówka z Katowic. Jak ciekawy i mocny zespół zbudował Jacek Płachta.

O brązowym medaliście, czyli  nowotarskim Podhalu, będzie osobne story (skarb kibica). Na koniec kilka ciekawostek z ligi.

Czy wiecie, że…

- Z pojęciem „liga” mamy do czynienia od sezonu 1955/56. Najwięcej – 60 występów - zaliczyło nowotarskie Podhala. Opuściło tylko jeden sezon. W najwyższej lidze wystąpiło 28 zespołów, kilka z nich zmieniało nazwy, ale kontynuowało tradycje poprzedników.

- „Szarotki” prowadzą w tabeli wszech - czasów z dorobkiem 3398 punktów. Ponad 600 punktów mniej ma tyski GKS, który plasuje się na drugim miejscu.

- 26 978 hokeistów przewinęło się dotychczas przez lodowe tafle, w tym 3 093 bramkarzy i 5 658 obcokrajowców. Pierwszym stranieri był Kanadyjczyk Frank Wodzicki.

- Tylko dwóch zawodników rozegrało ponad 1000 spotkań. Mariusz Puzio – 1028 i Adrian Parzyszek – 1015. Najbliżej klubu „1000” jest Jarosław Różański. Z obcokrajowców najwięcej spotkań rozegrał Roman Škutchan - 497

- Łącznie zawodnicy zdobyli 84 296 goli. Najwięcej goli na koncie ma Mariusz Puzio – 607, a potem żaden zawodnik nie przekroczył „500”. Wśród obcokrajowców na czele jest Roman Škutchan – 236.

- Największą ilością asyst pochwalić się może Leszek Laszkiewicz – 509, a ilością karnych minut Piotr Zdunek – 1299 minut. W tych klasyfikacjach wśród obcokrajowców przewodzą: Karel Horny – 237 asyst i Teddy DaCosta – 713 minut.

- Mariusz Puzio i Walenty Ziętara skompletowali najwięcej tytułów mistrza kraju – po 12, przy czym Ziętara jeden tytuł wywalczył w roli trenera.

- Stefan Žigardy imponuje grą kijem. Z jego podań zawodnicy z pola zdobyli 29 bramek.

- Najbardziej karanym zawodników wśród bramkarzy jest Rafał Radziszewski – 162 min., który z kolei w 51 spotkaniach zachował czyste konto.

- Najwięcej bramek puścił Tomasz Jaworski – 1922, on też rozegrał najwięcej spotkań z bramkarzy – 683.

Stefan Leśniowski
 

Komentarze







reklama