11.08.2016 | Czytano: 3577

Lepszy ślepy i kulawy z Czech od talentu z Polski

- Nie jestem cudotwórcą. Pokazuję dobrą drogę, ale to gra zespołowa i wszyscy musimy grać w jednej drużynie, nie tylko na lodzie, ale także poza nim. Potrzebuję wsparcia rodziców, miasta, powiatu…

 Współpraca musi być wiarygodna. Młodzież musi być oczkiem w głowie wszystkich podmiotów. Trzeba mieć zaplecze, które przejmie pałeczkę po obecnie grających zawodnikach i które będzie kontynuować dobre tradycje Podhala, by nowa hala nie służyła za gołębnik. W chłopakach jest potencjał. Tego nie można zmarnować. W Niemczech wychowałem graczy, którzy grali w NHL. Dałem szansę Marcinowi Koluszowi, który w wieku 16 lat zadebiutował w Pucharze Europy. To był najmłodszy gracz w tych rozgrywkach – mówi Andrzej Słowakiewicz.

- Co się stało, że po tylu latach włóczęgi po świecie wróciłeś do Podhala?

- Wspólnie z Markiem Ziętarą śledziłem mistrzostwa Polski juniorów w Nowym Targu i złapałem się za głowę, po tym, co zobaczyłem. Serce zaczęło krwawić, że kuźnia polskiego hokeja ma kłopoty nie tylko z wygrywaniem, ale także ze skompletowaniem drużyny. Kiedy zobaczyłem na trybunach 18-latków, którzy byli w kręgu zainteresowań drużyny narodowej, to zadałem sobie pytanie „ co się dzieje?. Dlaczego w grudniu tacy zawodnicy zakończyli kariery? Nie wnikam dlaczego, bo ci co są bliżej hokeja doskonale wiedzą. Przecież polskiego hokeja, a tym bardziej nowotarskiego, nie stać na takie marnotrawstwo. Z Markiem Ziętarą długo dyskutowaliśmy nad przyszłością nowotarskiego hokeja, nad zapleczem pierwszej drużyny. Doszliśmy do wniosku, że trzeba zakasać rękawy, odzyskać zawodników, zarazić na nowo młodzież do hokeja i wdrożyć plan szkolenia, który był przygotowany dwa lata temu, ale, z różnych powodów, nie został wdrożony. Szkoda, bo jesteśmy w tyle. Czas pokazał, że prowizorka nie daje efektów. Doprowadziła do spadku zainteresowania młodzieży hokejem, co jeszcze kilkanaście lat temu było nie do pomyślenia. W efekcie powstały potężny „dziury” w rocznikach, a co za tym idzie wyniki spadły. Ci co zostali nie trenowali w juniorach profesjonalnie. Potencjał jest, ale trzeba umieć go wydobyć.

- W zeszłym sezonie był problem nie tylko z jakością, ale także ilością zawodników. Czegoś takiego nigdy nie było w historii klubu, żeby trener pierwszej drużyny, w razie kontuzji, nie miał po kogo sięgnąć na zapleczu. Jak udało ci się przekonać chłopaków do powrotu?

- Przeprowadziłem dużo indywidualnych rozmów. Naświetliłem im moją wizję hokeja. Zaznaczyłem od razu, że nie każdy będzie grał w NHL, ale przecież są z tej samej gliny co Alan Łyszczarczyk, który puka do najlepszej ligi świata. To przecież ich rówieśnik, kolega z drużyny, z którym uczyli się grać w hokeja. On ma ten sam sprzęt, to samo je, a wytężoną pracą, pełną wyrzeczeń, doszedł do tego co dzisiaj prezentuje. Wie co w życiu chce robić. Musiałem uświadomić chłopakom, że warto podjąć walkę o marzenia, ale trzeba zaangażować całe serce. Bez ciężkiej i systematycznej pracy nie będzie wyników. Należy wierzyć, w to co się robi. Uświadomiłem im, że mogą być dobrymi sportowcami, przez co łatwiej będzie im w życiu, dostać się na studia, zarobić pieniądze i odciążyć rodziców. Każdy ma swoje miejsce w życiu. Trzeba podjąć wyzwanie, nie bać się. Dzisiaj liczą się tylko zwycięzcy. Podałem im przykład Roberta Lewandowskiego, który też miał pod górkę. Wmawiali mu, że nie nadaje się na piłkarza, ale nie zwątpił w to co robił, nie zawiesił korków na kołku. Z każdym treningiem starał się być lepszym graczem. Dzięki ciężkiej pracy i niewątpliwe szczęściu, któremu jednak trzeba pomóc, doszedł na futbolowy szczyt. Próbowałem przekonać ich, że mają szansę zaistnieć w pierwszej drużynie. Muszą jednak reprezentować odpowiedni poziom. Pierwszy sygnał już dostali, bo Marek Ziętara zabrał do drużyny Bizuba. Zrezygnował z Musina jako trzeciego bramkarza. Myślę, że kolejni zawodnicy swoją postawą na treningach i w meczach zostaną przez niego dostrzeżeni. Za rok chcę, by 2-4 zawodników zapukało do ekstraklasy. Wiemy jaka jest obecnie sytuacja w polskim hokeju. Brak pieniędzy. Nie stać miasta na 2-3 mln złotych, by utrzymać profesjonalną drużynę opartą na obcych. Mamy świeży przykład Sanoka. Potrzeba minimum 15 wychowanków.

- Ilu masz graczy z odzysku?

- Dwudziestu pięciu. Mam kompletną kadrę na Centralną Ligę Juniorów i juniorów młodszych. Będziemy walczyć o najwyższe cele. Wspólnie z Markiem Ziętarą uzgodniliśmy, że trenujemy takim samym systemem co pierwszy zespół. 9 tygodni suchej zaprawy, którą rozpoczęliśmy 15 maja, żeby obciążenia były, może nie całkiem na takim samym poziomie, ale bardzo zbliżonym. Frekwencja na treningach wyniosła 90%, zważywszy, że był to koniec roku szkolonego, to tylko się cieszyć. Na lodzie trenujemy dwufazowo, z dużymi obciążeniami plus siłownia i biegi. Chłopaki nabrali tężyzny. Inny trening, inny system i inne żywienie. Dziękuję im za to, bo w końcu rodzice ponoszą koszty szkolenia. To powinno się zmienić. Juniorzy to bezpośrednie zaplecze i trzeba o ten skarb dbać i chuchać. Na szczęście są ludzie, którzy pomagają, jak choćby Andrzej Iskrzycki, który za darmo dostarczył nam farbę, by odnowić szatnię. Do hokeja wrócili ci, którzy mistrzostwa oglądali z trybun i zostali powalani do reprezentacji, w której pokazali się z dobrej strony. Razem z Bochnakiem, Wsółem i Słowakiewiczom, którzy grają poza granicami kraju mamy 9-10 zawodników w kadrze U18. Wrócili także ci, którzy już wcześniej rzucili łyżwy w kąt. Gdy rozeszła się wieść o naszym projekcie duże zainteresowanie było ze strony zawodników z innych klubów. Z Krynicy zgłosił się do nas reprezentant kraju Świadek. Przyszedł do nas, zżył się z chłopakami i podjął się ciężkiej pracy. Pozyskałem bramkarza z Sanoka, Wojciechowskiego, który jest w kręgach zainteresowań selekcjonera drużyny narodowej w tej kategorii wiekowej. Były inne oferty, ale patrzyliśmy i wybieraliśmy pod kątem naszych potrzeb. Jeśli ktoś chce przyjść do Nowego Targu nikomu nie zamykamy drzwi. Przyjechał do nas bramkarz z Kanady (rocznik 1998), który chce u nas zostać dwa sezony. Jest w nim potencjał.

- Wiemy jak wygląda gra młodzieżowców w PHL. Czterech graczy „musiało” wystąpić w meczu, ale stawali tylko do bulika i potem nikt ich nie widział na lodzie. Teraz regulamin ogranicza limit do dwóch zawodników. To chyba nie służy rozwojowi polskiego hokeja?

- Krótkowzroczność, to jest najgorsze. Interesuje nas wynik i nic poza tym. Mamy przykład Fraszko, utalentowanego gracza, a co z nim zrobiono w Krakowie. Wychodził na bulik i szybko miał zjeżdżać do boksu. Byle tylko został odnotowany w protokole. Sporą liczbę dobrych juniorów zmarnowano w Sanoku. Zagraniczni trenerzy przy współudziale właścicieli zostawili spaloną ziemię. Żaden trener zagraniczny nie dba o polskiego zawodnika. Lepszy ślepy i kulawy z Czech od talentu z Polski. To musi się zmienić, jeśli myślimy, by polski hokej za kilka lat jeszcze był na światowej mapie. Trzeba brać przykład z Marka Ziętary, który nie boi się stawiać na młodych. Jeśli reprezentacje U18 i U20 nie będą grały w gronie najlepszych, to zapomnijmy o sukcesach seniorskich na arenie międzynarodowej. Oby nie doszło do sytuacji jaką mamy teraz, że dysponujemy tylko dwójką środkowych światowej klasy, Zapałą i Pasiutem. Jestem zwolennikiem, by czwarta piątka w drużynach PHL złożona była z zawodników do 20 lat i minimum przez dwie tercji wychodziła na lód. Młodzieżowiec nie może być do 23 lat, bo uważam, że to powinien być już gracz podstawowy. Niemcy mieli ten sam problem, gdy spadli z elity. Szybko podjęli kroki naprawcze. Sędziowie mierzyli czas netto 20-latków na lodzie i trenerzy zostali zobligowani przez związek, że muszą grać w pierwszych dwóch tercjach. U nas musi pójść sygnał do centrali. Musi być współdziałanie między PZHL-em a sędziami. Obserwator nie może przyjeżdżać na mecz tylko po to, by w VIP-ie wypić kawę. Można ułatwić sprawę w obserwacji. Zawodnicy mogliby grać w plastronach, jak w Szwajcarii. Młodzi muszą grać. Nie ma opcji, żeby byli poniżani i wyznaczani li tylko do zbierania krążków, otwieranie drzwiczek w boksie. To skandal. Jak trener nie posłucha, to cześć, jesteś wolnym człowiekiem. Nie dziwmy się, że coraz więcej Niemców jest w kręgu zainteresowań skautów z NHL.

- Jak będą wyglądały rozgrywki CLJ i juniorów młodszych? Podhale w ubiegłym sezonie nie przystąpiło do rozgrywek w tej drugiej kategorii wiekowej.

- 3 i 4 września rusza CLJ. Wystąpi w niej dziewięć zespołów, bo Sanok się wycofał. Nie mam sygnału, żeby coś w tej kwestii się zmieniło. Proponowałem, by po rozgraniu sezonu zasadniczego turniej finałowy zamienić na play off. Ale, zdaniem innych szkoleniowców, „dla dobra polskiego hokeja”, tak nie można grać, podczas, gdy inni grają. Play off to wyśmienita szkoła mentalności, psychiki. Nauka grania w stresie, pod presją, wyrabia charakter, który potem jest niezbędny w dorosłym hokeju. Gdy przychodzą ważne mecze, w klubie czy w reprezentacji, zawodnikowi nie trzęsą się ręce, nie narobi w portki. Trenerzy na spotkanie przyjechali i odfajkowali pobyt. Regulamin w juniorach młodszych też nie uległ zmianie. Turnieje w grudniu, bo kluby nie mogą równocześnie wystawić drużyny w CLJ i juniorach młodszych. Proponowałem obniżenie wieku o dwa lata i ligę ogólnopolską. Brak zgody Śląska, który woli ligę tramwajową. Brakuje konstruktywnego dialogu co z młodzieżowym hokejem. Na pewno nikt złotego środka nie wymyśli, ale przecież jest wiele światowych przykładów i nie koniecznie trzeba wywarzać drzwi. Skorzystać z nich, przystosowując je do naszych realiów.

Stefan Leśniowski
 

Komentarze







reklama