Olimpijczyk, świetny hokeista, który jako trener zawsze miał ciekawe pomysły. Jednego nie można mu odmówić, dla swojej ukochanej dyscypliny zrobiłby wszystko, by świeciła pełnym blaskiem. Serce go boli, gdy polska młodzież nie może się przebić do elity.
- Nie jesteśmy sklejeni z innej gliny, a jednak nie potrafimy być na tyle zdeterminowani, by rozwijać się jak rówieśnicy z innych krajów. Trzeba chcieć i ciężko pracować. Oczywiście szczęście jest potrzebne, ale trzeba mu pomóc – wielokrotnie powtarzał.
Na początku lat 90-tych z prowadzoną grupą Podhala zamarzył wyjechać na Pee-Wee Hockey Tournament do Quebecu, na największy na świecie turniej hokejowy dla młodzieży. Często nazywany małymi mistrzostwami świata dla zawodników w wieku 12 lat i młodszych. Dopiął swego. Był pierwszym w Polsce, który z drużyną z naszego kraju wziął udział w tej imprezie.
W 2011 roku podjął próbę ściągnięcia, mający polskie korzenie, Steve Dubinsky, który w NHL rozegrał 375 spotkań, reprezentując barwy Chicago Blackhawks, Calgary Flames, Neshville Predators i St. Louis Blues.
- Musimy otworzyć się na „dobry” świat hokeja – twierdził Andrzej Słowakiewicz, który dwa miesiące w 2011 roku przebywał za Oceanem, przyglądał się zajęciom, bazie oraz przekonywał do pracy w Polsce. – Sami sobie nie poradzimy, by pchnąć do przodu dyscyplinę. Akcja ratunkowa musi się rozpocząć od najmłodszych lat i będzie to proces długofalowy. Trzeba go rozpocząć jak najszybciej, gdy jest jeszcze zainteresowanie hokejem. Roczniki 2001 – 1998, dla nich będą obozy, są przyszłością naszego hokeja i trzeba im stworzyć warunki, by otrzymały należyte wykształcenie. Do tego potrzebni są wybitni nauczyciele. Trzeba skończyć z prowizorką, dobrze zainwestować, by zbierać plony. Miesiąc czynnie obserwowałem zajęcia i jestem zachwycony. Wróciłem z bogatą filmoteką i podręcznikami z najnowszymi metodami ćwiczeń. Byłoby głupotą nie skorzystać z oferty Amerykanów – przekonywał wtedy Andrzej Słowakiewicz.
Niestety plany spełzły na panewce. Bez wsparcia miasta i klubu nie był w stanie doprowadzić do przyjazdu Dubinsky’ego. Widziałem, jak był wtedy załamany. – Jeszcze będziemy tego żałowali – mówił. I miał rację.
Teraz podjął kolejną próbę ratowania tego co jeszcze zostało. Dzisiaj może powiedzieć, że pukanie do drzwi gabinetów i wychłodzone ścieżki do prominentów powiodły się. Popularny „Mąka” za punkt honoru wziął sobie, by zorganizować w Nowym Targu obóz szkoleniowy dla młodzieży i trenerów z Jaro Bryskim.
- To ogromne przedsięwzięci, z którym sam bym sobie nie poradził – mówi. – Znalazłem wsparcie w Magistracie, który poparł mój projekt . Trzy miesiące trwały negocjacje. Nie były łatwe bo pięciu trenerów z kolebki hokeja i Jaro Byrskiego chciała mieć Warszawa, Poznań i Śląsk. Miałem obawy znając Nowy Targ. Bo co się zaplanuje, to niekoniecznie może się zrealizować. O czym przekonałem się niejednokrotnie. Udało się przekonać tych co trzeba, że Nowy Targ zasłużył swoją pracą na taką szasnę. 60 naszych zawodników i 30 trenerów z Polski będzie uczestniczyło w tym czterodniowym szkoleniu. To niesamowita gradka, bo nie każdego stać na 15 tysięcy, by wyjechał do Kanady i wziąć udział w zajęciach szkoły Byrskiego. Za obóz płaci Ministerstwo Sportu. Przyjadą do nas trenerzy od kondycji, techniki jazdy na lodzie, techniki kija. Ćwiczenia będą dozowane w zależności do grupy wiekowej, bo zajęcia będą prowadzone w rocznikach. Na współpracy zyskają także nasi trenerzy. Chciałem, żeby w sierpniu odbył się kurs, ale Byrski prowadził zajęcia przygotowawcze z graczami NHL. Z pomocy jego ekipy skorzystali m.in. Jason Spezza, Alex Pietrangelo, Steven Stamkos, Michael Del Zotto, Rich Nash czy Wojciech Wolski. Może wreszcie wrócą czasy, kiedy stolica Podhala była z powagą traktowana przez władze hokejowe. Drzewiej w każdym klubie byli wychowankowie nowotarskiego hokeja. Teraz tej ilości nie ma, ale od nas wywodzi się najwięcej rodzynków, wystarczy tylko wspomnieć Alena Łyszczarczyka czy Patryka Wronkę oraz spojrzeć na składy ligowych zespołów. Trzeba coś z naszą młodzieżą zrobić, by za kilka lat w nowej hali nie latały gołębie. Moim marzeniem jest, żeby Podhale we wszystkich kategoriach wiekowych, jak dawniej, biła się o mistrzostwo kraju.
Stefan Leśniowski










