29.07.2016 | Czytano: 2792

Dyskwalifikacja za pięć bochenków chleba!

FELIETON. Za kilkanaście dni ruszy jeden z największych biznesów, największy show, jaki zdołał wymyślić homo sapiens. Może nawet zamiast homo sapiens (człowiek rozumny) należałoby się trochę cofnąć i napisać homo erectus, czyli człowiek wyprostowany?

Ludzie, którzy stanęli na dwóch łapach i w takiej pozycji pozostali do dzisiaj, musieli mieć jakieś rozrywki w postaci współzawodnictwa o to kto dalej, wyżej, szybciej… Igrzyska Olimpijskie.

Dość skromnie wspomina się smutne i niesamowite przypadki z historii igrzysk i ruchu olimpijskiego. Przeróżne bojkoty, krwawy zamach w Monachium, to oddzielanie świata sportowców od świata gapiów itd. itp. Kto pamięta, że pół wieku temu Międzynarodowy Komitet Olimpijski klepał biedę i był skromną organizacją lordów, książąt, generałów i innych prominentnych, którzy nie za bardzo rozumieli troski i potrzeby świata. MKOl skrzętnie pilnował, by co roku do kasy od każdego krajowego komitetu wpływała obowiązkowa roczna składka w wysokości ośmiuset franków szwajcarskich. Jeśli kilku kilkunastu członków zawiodło, mogło nie starczyć nawet na opłacenie korespondencji.

Tymczasem MKOl strzegł amatorstwa sportowców, nieraz przesadnie. W 1913 roku zdyskwalifikowano Indianina Jamesa Thorpe’a, zwycięzcę sztokholmskich igrzysk w pięcio – i dziesięcioboju lekkoatletycznym, za to, że kiedyś, chroniąc się przed głodem, wystąpił w baseballowej reprezentacji szkoły. Ekwiwalent za kilka występów wynosił zaledwie wartość pięciu bochenków pszennego chleba! Thorpe był fenomenalnym sportowcem. Jego osiągniecia wzbudzały zachwyt. Król Gustaw V nazwał go „największym żyjącym sportowcem”. Car Rosji – Mikołaj podarował mu inkrustowany klejnotami kielich. Również w USA przyjęto go z wielkimi honorami. W 1950 roku zwyciężył w ogłoszonym przez agencję Associated Press plebiscycie na najlepszego sportowca pierwszego 50-lecia XX wieku. Trzy lata później, znajdujący się wówczas w nędzy, zmarł na serce. Na łożu śmierci szeptał ponoć: - oddajcie mi moje medale…

Według ówczesnych zasad fair play - zasmucające, że za wzór postawy fair play, uznawano książęta i lordów – Thorpe nie tylko nie był dżentelmenem, ale potraktowano go jako oszusta. Rehabilitacja Indianina nastąpiła 70 lat później. Za późno.

Karl Schranz w 1972 roku został z Sapporo odesłany do domu, bo sekretarka prezydenta MKOL, Avery’ego Brundage’a, tuż przed otwarciem igrzysk, wyciągnęła z szuflady fotografię, na której Schranz podczas meczu dziennikarze – sportowcy występował w koszulce z wydrukowaną reklamą jednej ze znanych palarni kawy.

Anglicy, twardo broniący olimpijskiego amatorstwa, sami z czasem doszli do wniosku, że tak bezinteresownie nie można się zajmować najważniejszą „drugorzędną” rzeczą w kulturze świata. Stali się faktycznymi ojcami zawodowca we współczesnym sporcie. Przypomnę, że istniało już w starożytności. Stało się tak bezczelne i wyuzdane, iż zdołało zniszczyć samo siebie i wszystko, co je otaczało. Przecież już zwycięzca ateńskiego maratonu (1896 r) Spiridon Louis otrzymał za zwycięstwo wiele darów, chociaż było to w zasadzie jaskrawym zaprzeczeniem ustanowionych zasad amatorstwa. Wóz z zaprzęgiem, aby nie musiał pieszo chodzić do domu, pole zakupione przez zamieszkałych w Anglii Greków, które później nazwano „Polem Maratońskim”, 20 tysięcy drachm. Jak to ma się do pięciu bochenków chleba?

Można powiedzieć, że poprzedni herosi za wcześnie się urodzili. Pieniądz rządzi światem więc dlaczego nie miałby rządzić i sportem?

Reklama, biznes, pieniądze pod takimi hasłami odbywały się igrzyska w Los Angeles, które przeszły do historii jako prawdziwie amerykańskie. Tamtejsi biznesmeni traktowali je jako doskonałą okazję do robienia znakomitych interesów. I je zrobili!

W Seulu pieniądze odgrywały jeszcze większą rolę. ”Financial Times” napisał, że każde odniesione w czasie tych IO zwycięstwo kosztowało 15 milionów dolarów! Tyle bowiem trzeba było m.in. zainwestować w przygotowania każdego złotego medalisty. Dziś w grę wchodzą jeszcze większe sumy. Stale mówi się o tym, kto i co dostanie za „złoto”, „srebro” czy „brąz”. „Kieszonkowy Herkules” – jak nazywano Naima Suleymanoglu – najpierw bułgarskiego, a później tureckiego mistrza podnoszenia ciężarów – miał w swojej ojczyźnie otrzymać willę, samochód i wiele tysięcy dolarów. Mówiło się o domach i dożywotnich rentach dla mistrzów, o samochodach i dużych pieniądzach. Dzisiaj już tego nikt nie ukrywa. Komitety Olimpijskie poszczególnych krajów wyznaczają pieniężne ( nie tylko) nagrody za medale i zapewniają emerytury.

Minister Sportu i Turystyki Witold Bańka podał jakie pieniądze zarobią polscy medaliści z Rio. Złoto zostało wycenione na 64400 złotych, srebro warte jest 46000, zaś brąz 36800. Organizacja igrzysk w Brazylii wyceniona został na 9,8 miliarda euro. Ale to i tak jest mniej niż wyniosły koszty igrzysk w Londynie. Jak się oblicza Brytyjczycy wydali na ich organizację ok. 14 mld euro.

Dzisiaj do tych kolosalnych sum zdążyliśmy się już przyzwyczaić. Sport stał się bardzo dobrym interesem. MKOl też zarabia krocie na sprzedaży praw do transmisji telewizyjnych. Należy do najbogatszych organizacji na świecie.

Stefan Leśniowski
 

Reklama

Komentarze





reklama