25.07.2016 | Czytano: 1410

Ciemna strona igrzysk

FELIETON. Sukces to pieniądze. W wyczynowym sporcie bardzo duże. Trudno się dziewięć, że sportowiec chce być najlepszy i być bogatym. Nie zawsze w poszanowaniu fair play.

Słowo doping pojawiło się w jednym z angielskich słowników w 1889 roku. Pochodzi od „dop”, czyli nazwy napoju alkoholowego przygotowywanego przez członków afrykańskich plemion, a mającego służyć pobudzeniu przed uroczystościami religijnymi bądź działaniami wojennymi.

Sportowcy już do kilkunastu lat oszukują. Tuż przed Rio wypłynęły kolejne ciemne strony igrzysk - medaliści z Pekinu i Londynu nie byli czyści!  Proceder sięgania po niedozwolone środki zatoczył ogromne koło. Praktycznie nie ma dyscypliny sportowej, w której sportowcy nie zostaliby przyłapani na dopingu. Wszystkie próbki dopingowe sportowców rosyjskich, którzy startowali w zimowych igrzyskach w Soczi 2014 były fałszowane. Sukcesy były osiągane za wszelka cenę, koksiarze w Rosji pozostawali pod ochroną nie tylko najwyższych władz administracyjnych, ale także Federalnej Służby Bezpieczeństwa, która podmieniała probówki z moczem.

Problem dopingu w sporcie to nic nowego. Po raz pierwszy oficjalnie stwierdzono stosowanie dopingu podczas igrzysk w St. Lous (1904). Maratończyk amerykański Fred Lorz po przebiegnięciu 9 mil wsiadł w samochód, po czym wysiadł z niego na 4 mile przed metą i w świetniej formie dokończył bieg. Oczywiście jako pierwszy. Oszustwo szybko jednak wyszło na jaw i zwycięzcę ogłoszono jego rodaka Thomasa Hicksa, który też nie był w porządku, gdyż zastosował środek dopingujący w postaci strychniny. Później wyszło na jaw, że podczas biegu wzmacniał się... strychniną, podaną mu w jajku, które popijał brandy. Według lekarzy to miało być przyczyną zapaści, której doznał za metą. Hicks jest uważany za pierwszego olimpijczyka, który korzystał z dopingu podczas igrzysk.

Londynie w roku 1938 tę niechlubną historię ma na swym koncie włoski maratończyk, cukiernik z Capri - Dorando Pietri’ego. Przez cały bieg prowadził ogólny faworyt, biegacz Południowej Afryki – Hefferon. Przez stadionem wyprzedził go Włoch, ale tuż przed metą skręcił w złym kierunku i na koniec zemdlał. Kilka przypadkowych osób pomogło mu, a ponieważ mdlał jeszcze kilkakrotnie, więc dzięki ich pomocy minął linię mety i zaraz został odwieziony do szpitala. Kiedy odzyskał przytomność dowiedział się, że… został zdyskwalifikowany. Włoch do końca życia nie mógł tego przeboleć, chociaż starała mu się to wynagrodzić królowa, która ufundowała specjalny puchar. Stało się to zresztą dzięki akcji na łamach „Daily Mail”, której organizatorem był słynny twórca Sherlocka Holmesa – Conan Doyle. Wybito też dla Włocha specjalny medal. Na koniec wszystkiego, okazało się, że Dorando został zdyskwalifikowany ponieważ sędzia stwierdził…doping!. O kontroli antydopingowej jeszcze w owym czasie nikt nie myślał.


W 1960 r. doping był przyczyną pierwszego i - jak dotąd jedynego - przypadku śmierci sportowca w trakcie igrzysk. Duński kolarz Knud Enemark Jensen zmarł podczas jazdy drużynowej na czas w Rzymie. Spadł z roweru i wkrótce stwierdzono zgon. Sekcja zwłok wykazała, że był pod wpływem dużej dawki amfetaminy. Po tej tragicznej śmierci kolarza MKOl postanowił stworzyć Komisję Medyczną i opublikował listę zabronionych medykamentów.

Pierwszym olimpijczykiem, który miał pozytywny wynik testu antydopingowego, był szwedzki pięcioboista Hans Gunnar Liljenwall. Stracił brązowy medal igrzysk 1968 r. w Meksyku za używanie... alkoholu.

Superskandalem w Seulu można nazwać aferę dopingową Bena Johnsona. Najlepszym i najkrótszym określeniem całej sprawy był napis, który pojawił się na ścianie jednego z budynków wioski olimpijskiej- „Od bohatera do zera w 9,79!” A wcześniej mianowano go prawie lekkoatletą wszech czasów! Tytuł mistrza olimpijskiego i miano najszybszego człowieka świata przyznano drugiemu na mecie Amerykaninowi Carlowi Lewisowi.

Mimo groźby wykrycia, wielu sportowców nie zaprzestawało stosowania dopingu. W 1990 r. ujawniono dokumenty, z których wynikało, że sportsmenkom NRD, głównie pływaczkom i lekkoatletkom, podawano bez ich wiedzy sterydy anaboliczne i inne środki o podobnym działaniu. Robili to trenerzy i lekarze, a wszystko w ramach państwowego systemu zarządzania sportem wyczynowym. Wielu zawodników doznało poważnych uszczerbków na zdrowiu.

Pod koniec lat 90., po licznych aferach dopingowych, MKOl zdecydował się utworzyć Światową Agencję Antydopingową (WADA), z myślą o bardziej skutecznej walce z tym zjawiskiem. Działa od 1999 roku i nie ustaje w wysiłkach, by sport był bardziej czysty, choć środowisko regularnie dowiaduje się o kolejnych dopingowych aferach. Jest ich coraz więcej. Sportowy ryzykują zdrowiem, by być najlepszym i zarobić sporo forsy.

Przed Rio wykryto kolejnych oszustów olimpijskich. Tabele medalistów zmieniają się z dnia na dzień. Najwięcej przyłapano sportowców z Rosji, Jamajki, Kazachstanu i Bułgarii. Rosyjskich lekkoatletów wykluczono z igrzysk, ale nie całą ekipę, chociaż siatkarze, kolarze i ciężarowcy też złapani zostali na dopingu. Mimo wniosku WADA, MKOl nie wykluczył całej reprezentacji Rosji z igrzysk. Oddał sprawę w ręce poszczególnych federacji. Tego można było się spodziewać po zakulisowym spotkaniu Władymira Putina z szefem MKOl. MKOl woli nie zadzierać z światową potęgą polityczną. Putin trzyma Thomasa Bacha w szachu. Pieniądze znowu zwyciężyły aspekty moralne i prawne!

Stefan Leśniowski

 

Reklama

Komentarze





reklama