15.06.2016 | Czytano: 1538

Wierzyć w system, który wdrażasz

- Nie ma skutecznego sytemu, który gwarantowałby sukcesy. Trener MoDo powiedział, że nie ma ani dobrej, ani złej drogi. Liczy się powtarzalność i wiara w to co się robi. Ważne by wierzyć w system, który wdrażasz. Nie ma mody na dany schemat gry. Żaden trener nie pracuje tak samo, każdy ma swoją wizję prowadzenia drużyny – mówi Marek Rączka, który dosłownie przed paroma godzinami wrócił z Toronto.

W kolebce hokeja był na seminarium trenerskim zorganizowanym przez kanadyjski związek. Razem z nim w Toronto wykładom przysłuchiwali się: Jacek Płachta, Piotr Sarnik, Grzegorz Klich, Krzysztof Majkowski, Tomasz Demkowicz i Paweł Mateja.

- Z jakimi wrażeniami wracasz z ojczyzny hokeja? – pytam drugiej trenera „szarotek”.

- Rzeczywiście ojczyzna hokeja. Na każdym kroku to było widać i czuć. Kanadyjczycy wiedzą o tej dyscyplinie naprawdę wszystko. Był to bardzo wartościowy wyjazd pod względem szkoleniowym. Wielkie osobistości światowego hokeja wcielili się w role wykładowców. Były więc cenne uwagi i spostrzeżenia. Cały dzień mieliśmy zajęty. Seminarium trwało codziennie do 8 do 20 godziny, z 15 minutowymi przerwami po każdym 90-minutowym wykładzie. Zmieniali się tylko wykładowcy. Raz prowadzone była zajęcia na lodzie z młodymi hokeistami z Uniwersytetu.

- Czego dotyczyły wykłady?

- Poruszały różne aspekty. Była to taka piguła, w której było niemal wszystko co powinno dotyczyć coachowania. Seminarium wybitnie pod seniorów. Omawiano warianty gry w przewadze i jak należy się bronić w osłabieniu. O tym prelekcje miał główny coach Minnesoty Wild, Bruce Boudreau. Z kolei przedstawiciel MoDo skupił się nad skutecznością. Jak pracować, by być skutecznym. Były też wykłady na temat jak budować atmosferę w zespole. Na koniec wykładowcą był trener aktualnych mistrzów świata Bill Peters, który opowiadał o swoim warsztacie pracy.

- W ubiegłym roku brałeś udział w seminarium zorganizowanym przez IIHF w Finlandii. Możesz porównać te dwa szkolenia?

- To dwie różne sprawy. W Finlandii były warsztaty. Tam było 30 trenerów i każdy dostawał drużynę, z którą musiał prowadzić treningi i prowadzić ją podczas meczu. W Toronto była wiedza.

- Oglądaliście decydujące starcie o Puchar Stanleya?

- Oczywiście. Nie mogliśmy tego przegapić, chociaż nie na stadionie.

- Wykładowcy analizowali grę obu zespołów?

- Nie było analizy. W swoim gronie była pełna analiza. Crosby znowu był najlepszy. Jego gra robi wrażenie. „Pingwiny” były zespołem zdecydowanie lepszym. Stworzyły sobie więcej sytuacji podbramkowych. „Rekiny” po raz pierwszy zagrały w finale. To było dla nich święto. Miały się z czego cieszyć, że tak daleko zaszły.

- Czy jakieś nowinki z Kanady będziesz chciał wcielić w życie w Podhalu?

- Trzeba zrobić analizę z pierwszym trenerem i pomyśleć co będzie pasowało do naszych realiów. Nie ma skutecznego sytemu, który gwarantowałby sukcesy. Trener MoDo powiedział, że nie ma ani dobrej, ani złej drogi. Liczy się powtarzalność i wiara w to co się robi. Ważne by wierzyć w system, który wdrażasz i był on skuteczny. Żaden trener nie pracuje tak samo, każdy ma swoją wizję prowadzenia drużyny. W Kanadzie coach jest po to, żeby prowadzić zespół, od innych rzeczy ma trenerów.

Stefan Leśniowski
 

Komentarze







reklama