09.06.2016 | Czytano: 1581

Błażusiak ikoną i spełnieniem marzeń wielu pokoleń

Motocyklowy świat mówi o nim „wielki” lub – po krasie w Stanach Zjednoczonych - „niezniszczalny”. Ameryka, gdzie sporty motorowe są niezwykle popularne, nim się zachwyca. W ojczyźnie jest mniej znany.

Tadeusz Błażusiak – bo o nim mowa – swoimi osiągnięciami, promowaniem kraju i miasta, zasłużył na Tytuł Honorowego Obywatela Miasta Nowy Targ. Kapituła przyznała mu ten tytuł, o który wnioskował klub AMK Gorce, a najmocniej napierał Mieczysław Batkiewicz.

- Rozumiem, że porównujemy dorobek kulturalny i sportowy, ale osiągniecia Tadka są imponujący. W historii Nowego Targu nie mieliśmy sportowca, który miałby tak ogromne osiągnięcia na arenie międzynarodowej. Który były rozpoznawalny na wszystkich kontynentach. Cieszę się, że Rada Miasta i Kapituła podjęli decyzję o przyznaniu mu Tytułu Honorowego Obywatela Miasta Nowego Targu – mówi Mieczysław Batkiewicz, wieloletni prezes AMK Gorce. - Całe pokolenia sportowców i działaczy, którzy tworzyli sekcję w latach 50-tych marzyło o sukcesach naszych zawodników w sporcie motocyklowym. Ikoną i spełnieniem tych marzeń jest nasz nowotarski sportowiec Tadeusz Błażusiak. Akt przyznania Tytułu Honorowego Obywatela Miasta Nowy Targ jest spełnieniem marzeń działaczy z lat 70 i 80 –lat. Jest to docenienie środowiska, które tworzyło zręby klubu i sportu motocyklowego na Podhalu. Uroczysta sesja RM, na której będą wręczane akty nominacyjne odbędzie się 24 czerwca. Sesja jest otwarta i chciałbym, aby jak najwięcej zawodników i działaczy, którzy są zasłużeni dla klubu, uczestniczyło w niej. Moim marzeniem było, by przeddzień aktu nominacyjnego zorganizować show na Rynku z udziałem Tadka, żeby rozdawał autografy, udzielał wywiadów. Niestety obowiązki sportowe nie powalają mu w tym czasie być z nami, pomimo, iż przewodniczący Kapituły wystosował pismo do KTM, z prośbą, by był obecny na sesji. Szkoda. Z tego co wiem w jego imieniu wystąpi brat Wojciech.

Zabrakłoby miejsca na wymienienie wszystkich osiągnięć Tadeusza Błażusiaka. Ograniczmy się więc do tych najważniejszych. Przygodę z motocyklem rozpoczął od trialu. Osiem razy sięgał po mistrzostwo Polski, był pierwszym Polakiem, który wywalczył tytuł mistrza Europy, został ósmym zawodnikiem świata w tej dyscyplinie. Był zawodnikiem fabrycznym największych na świecie producentów motocykli trialowych: GasGas, Scorpa-Yamaha i Beta. Miał talent, a do tego wcześnie wsiadł na motocykl.

- Na motocyklu jeździł mój pradziadek, dziadek i ojciec – mówi. – Szczególnie tata był zwariowany na tym punkcie. W wieku 5 lat dostałem od niego motocykl i...tak to się zaczęło.

Starsi kibice trialu zapewne pamiętają młokosa, który w trakcie zawodów popisywał się ekwilibrystycznymi sztuczkami między drzewami, skacząc z głazu na głaz, czy pokonując 2,5 –metrowe półki. Przykuwał uwagę wszystkich, bo wszystkie ewolucje wykonywał bezbłędnie, lepiej niż niektórzy startujący zawodnicy. „Taddy” nie mógł wtedy uczestniczyć w zawodach, gdyż nie miał...prawa jazdy.

- Ma pan doskonałą pamięć – dziwi się. – Byłem wtedy za młody na kartę motorowerową. Startowałem w wielu imprezach, ale poza konkursem. Od małego miałem tendencję do lekkiego szaleństwa. Robiłem niebezpieczne rzeczy, nie myśląc o konsekwencjach. Wygrywałem z zawodnikami starszymi o dziesięć lat. Nie mogłem jeździć w Polsce, więc 12 – latkowi złożono propozycję z Hiszpanii. I tak z hobby zrobiło się zawodowstwo.

Kto wie, czy świat odkryłby fenomenalnego motocyklistę, gdyby nie przypadek. Co prawda Błażusiak był już znany w świecie motocyklowym, ale trial nie jest tak popularny jak rajdy ekstremalne, które ściągają tłumy widzów i bogatych sponsorów. Można zatem zarobić nieporównywalnie więcej niż w trialu. Stąd też pozostali mistrzowie tego sportu, śladem Polaka, przerzucają się na enduro.

– W 2007 roku wszystko się zawaliło – wyznaje. – Zacząłem jeździć w stajni Bety. Miało być pięknie, a skończyło się rozstaniem. Kłopoty w trialu zmusiły mnie do zmiany dyscypliny. Za namową Bartka Obłuckiego wybrałem się na Erzbergrodeo. Traktowałem to jako zabawę, kolejną przygodę, w dodatku na motocyklu nie przygotowanym do takiej próby, na Gas Gasie.

Mimo to zadziwił motocyklowy świat. Człowiek nie z branży okazał się rewelacją zawodów. Naruszył hermetyczny układ, pokonując wielce utytułowanych rywali. Tadek już w prologu zachwycił wszystkich świetną jazdą.

– Wtedy przyszedł do mnie przedstawiciel KTM i zaproponował, bym w kwalifikacjach wystąpił na najnowszym motocyklu tej firmy. Zgodziłem się i...wygrałem. Podobnie było w finale Red Bull Hare Scramble. Dwa dni później dostałem propozycję podpisania kontraktu ze stajnią KTM – wspomina.

Tadeusz zmienił dyscyplinę i podpisał kontrakt z fabryką KTM. Jako pierwszy zawodnik w historii pięciokrotnie wygrał jedne z najtrudniejszych zawodów enduro świata - Erzbergrodeo. Od 2011 r. jest najlepszym zawodnikiem w MŚ w SuperEnduro. Zdobył sześć tytułów mistrza globu. Pięciokrotnie zdobył tytuł mistrza Ameryki Północnej. Zdobył cztery złote medale X-Games.

Taddy udowodnił, iż jest „drapieżnym zwierzęciem” na motocyklu. Potrafi skoczyć do gardła rywalom i wydrzeć im najsmakowitszy kąsek – tak pisał jeden z amerykańskich portali o sukcesie Tadeusza Błażusiaka w mistrzostwach Ameryki.
Jego sukcesy dostrzeżona w Pałacu Prezydenckim. 16 grudnia 2013 roku został odznaczony Złotym Krzyżem Zasługi Prezydenta RP Bronisława Komorowskiego.

Stefan Leśniowski
 

Komentarze









reklama