Trener Jacek Płachta wrócił do ustawienia z meczów sparingowych. W pierwszej formacji zagrali Wronka i Malasiński na skrzydłach a dowodził nimi Zapała. Ta formacja tchnęła ducha w biało –czerwonych. Zagrała fantastyczne spotkanie. Gdy ona przebywała na tafli pod bramką przeciwnika dzwoniono na alarm. Malasiński ustrzelił hat- tricka, dwie kapitalne asysty zaliczył Wronka. Nie można też było nie zauważyć świetnej gry Dziubińskiego, ale ten zawsze był walczakiem. Kolejnym bohaterem był Radziszewski.
Polacy zagrali najlepsze 20 minut na turnieju w Katowicach. Wynik mógłby być lepszy, ale Polacy po serii kar stracili rytm gry. Bohaterem pierwszej tercji był Wajda, który ofiarną interwencją zatrzymał strzał rywali, ale prawdopodobnie ma połamaną szczękę. Krążek uderzył go w twarz.
Za sprawą Malasińskiego objęliśmy prowadzenie. Świetnie zasłonił słoweńskiego bramkarza, zmienił lot krążka uderzony przez Dronię i skierował go do bramki rywali. Słoweńcy szybko wyrównali, wykorzystali Bagińskiego 2-minutową odsiadkę. Kruczek zaspał i Jeglić trafił do pustej bramki. Problemem była wielka ilość kar - w pierwszej tercji było ich aż cztery. A wtedy Polacy ograniczali się do rozpaczliwej obrony.

- Jest dobrze. W przeciwieństwie do poprzednich meczów, zaatakowali wyżej, nie zostawiali rywalom miejsca, nie pozwalali się im rozjechać i od razu są efekty. Przestańmy łapać kary, a będzie dobrze - ocenił w przerwie Wojciech Tkacz.
Druga tercja zaczęła się od kary Borzęckiego, ale potem była symfonia na kije i krążek w wykonaniu biało- czerwonych. Sygnał do zmiany scenariusza dał Wronka, który był siłą napędową naszego zespołu w ofensywie. Najpierw uderzył z dystansu, słoweński bramkarz odbił krążek, ale do niego dopadł Łopuski. Strzelił z niezwykle ostrego kąta, ale jak precyzyjnie! Fantastyczny gol! Potem „Goldi” zagrał jak największe gwiazdy hokeja. Nawinął rywala, zaczekał na ruch obrońcy i bramkarza, a potem idealnie obsłużył Malasińskiego, a ten trafił do pustej siatki! W 35 minucie mogło być 4:1. Wronka wyłożył Malasińskiemu, ten już zapewne czuł swojego hat-tricka, ale został zablokowany. Ale co się odwlecze… Zapała przeprowadził indywidualną akcję zakończył strzałem z półobrotu, ale bramkarz obronił. Krążek pod bandą przechwycił Pociecha, wystrzelił, znalazł się na łopatce kija Malasińskiego i ten w setnym występie zdobył hat – tricka. To była wymarzona tercja.

- W pierwszej tercji mało graliśmy w komplecie. W drugiej pokazaliśmy, ze potrafimy grać. Jesteśmy w rytmie, ale nie możemy odpuścić, bo Słowenia to mocny rywal. Byliśmy świadomi, że pierwsze dwa mecze zagraliśmy słabo. Chcieliśmy udowodnić sobie i kibicom, że stać nas na pokaz dobrego hokeja - przyznał w przerwie jeden z głównych bohaterów Patryk Wronka.
W trzeciej tercji Polacy grali bardzo konsekwentnie w obronie. Rywale starali się zamknąć nas w tercji, jednak Radziszewski bardzo dobrze bronił.
- Trzeba było zagrać spokojnie, bez stresu, nie tak jak z Włochami, gdzie łapaliśmy kary. Dzisiaj wyszliśmy zmotywowani i zagraliśmy bardziej na luzie. Pokazaliśmy, że z każdym możemy wygrać. Wygrana nas napędza – twierdzi Rafał Radziszewski.

- Byliśmy zdeterminowani i zasłużenie wygraliśmy. W poprzednich spotkaniach graliśmy słabo. Dzisiaj skuteczność była lepsza. Każdy mecz chcemy grać jak najlepiej potrafimy – powiedział Krzysztof Zapała.
- Kluczem do zwycięstwa było to, że my wciąż wierzymy w nasze umiejętności i w to, że możemy wygrać z każdym. Dzisiaj na tafli walczyliśmy jeden za drugiego. Było sporo niepotrzebnych kar, które bardzo dużo nas kosztowały, ale paradoksalnie to właśnie mogło nas zmobilizować do jeszcze większej walki i spoić jako drużynę. Trener ustawił też nowe piątki, co ożywiło naszą grę. Cieszę się, że udało mi się uczcić mój setny występ w kadrze trzema bramkami, ale najważniejsze jest dla mnie to, że wygraliśmy - powiedział strzelec trzech goli, Tomasz Malasiński.
- Taką reprezentację chcemy zawsze oglądać – podsumował Mariusz Czerkawski.

- To był trudny mecz, bo przecież po tych porażkach sytuacja była nie najlepsza. Jednak chłopaki się zmobilizowali i zostawili serce na lodzie. Świetnie broniliśmy w osłabieniu, choć popełniliśmy za dużo błędów. Dużo strzelaliśmy i były tego efekty. Dokonaliśmy zmian w ustawieniu, bo chcieliśmy dać impuls drużynie. Wronka już grał w takim ustawieniu w grudniu i świetnie to funkcjonowało i teraz wypaliło. „Radzik” również nas podtrzymał, bo bronił z dużym wyczuciem - stwierdził selekcjoner reprezentacji Polski, Jacek Płachta.
- Polacy pokazali się z jak najlepszej strony. Mieliśmy inny pomysł na grę, ale zupełnie go nie zrealizowaliśmy. Temu meczowi towarzyszyło duże ciśnienie i Polacy pokazali jak należy walczyć. Po strzelonym golu wydawało się, że wszystko idzie w dobrym kierunku, ale później gole strzelali tylko nasi rywale - dodał trener Słoweńców, Nik Zupancić.
Polska – Słowenia 4:1 (1:1, 3:0, 0:0)
1:0 Malasiński – Dronia (3:54)
1:1 Jeglić – Sabolić – Kavacević (6:50 w przewadze)
2:1 Łopuski – Wronka (23:48 w przewadze)
3:1 Malasiński- Wronka – Bryk (27:39)
4:1 Malasiński – Pociecha (38:09)
Polska: Radziszewski – Borzecki, Bychawski, Wronka, Zapała, Malasiński – Kruczek, Dronia, Chmielewski, Pasiut, Łopuski – Wajda, Bryk, Urbanowicz, Dziubiński, Kolusz – Kotlorz, Pociecha, Bagiński, Galant, Bepierszcz. Trener Jacek Płachta.
Stefan Leśniowski
Zdjecia Michał Chwieduk - Biuro Prasowe










